KiF 2010-12-14 (12:00)
Zawitaliśmy do miejscowości Lipno niedaleko Torunia, aby przekonać się, jak można
"umeblować" 12 metrów kwadratowych piwnicy, aby było w niej wszystko, czego potrzebują
klienci siłowni, a także - żeby klienci, o których mowa, nie potykali się co chwila
o przedmioty do dźwigania.
Spieszę donieść, że sześciu chłopa, ćwiczących tam od kilku lat umeblowało swoją piwnicę
doskonale. Tyle miejsca udało się wygospodarować obok niezliczonej liczby sztangielek,
przyrządów przymocowanych do ścian lub sufitu, ustawionych w rogach, po bokach
i wreszcie na środku, że o potykaniu nie ma mowy.
Jest ich sześciu. Nie oznacza to wcale, że tylko tylu prawdziwych mężczyzn w Lipnie garnie
się do kulturystyki. Ba, gdyby było można, do piwnicy na Osiedlu Armii Krajowej nr 1
przyszłoby trzydziestu sześciu albo i więcej, ale... to niemożliwe. Dwanaście metrów
powierzchni zapewnia względny komfort tylko szóstce zapaleńców.
Najstarszy z nich to Kazimierz Janke. Pierwszą siłownię osiedlową założył jeszcze w 1976
roku. Naczytał się klasyki z łamów starego "Sportu dla Wszystkich" i od razu - jak to mówią
niezorientowani cywile - przewróciło mu się w głowie.
Miał kolegów, z którymi robił sprzęt do ćwiczeń z żelastwa znalezionego na złomowisku,
z którymi razem ćwiczył przez parę ładnych lat - dziś pozostał jedyny z dawnej paczki.
Reszta dała sobie wolne. Niektórzy wyjechali do innych miejscowości, bywało, że nawet za
granicę, a niektórzy po prostu zmarli, czas przecież nie stoi w miejscu.
Pan Kazik to nie tylko organizator i kulturysta w jednej osobie, ale jednocześnie
kulturystyczna złota rączka. Osobiście wybierał żelastwo na złomowisku, robił z byle czego
sprzęt do ćwiczeń, a miał taki rozmach, że nawet maszynę Smitha skonstruował i to tak
pomysłowo, że na dwunastu metrach piwnicznych zajmuje niewiele miejsca. Żadnego
zbędnego zapasu z boku i z tyłu.
Janusz Biernacki to drugi zawodnik starszej (ale bez przesady) daty. Zaraził się kulturystyką
30 lat temu, kiedy służył w jednostce wojskowej, w Górze Kalwarii. Polubił to, co zaczął i nie
odpuścił nawet wtedy, gdy się ożenił. A żona jak to żona:
- Zostaw te ciężary i posiedź w domu. Rodziny pilnuj zamiast męczyć się w tej zapyziałej
piwnicy!
Pan Janusz podszedł do sprawy dyplomatycznie. Żonę kochał, więc nie wypadało odmówić,
kiedy ładnie prosi. Przestał chodzić do siłowni, ale dla odmiany poszedł gdzie indziej i dał
sobie mocno w szyję, mimo że do gorzały nigdy nie miał ciągu. Potem zrobił powtórkę i to
tak skuteczną, że wcale nie musiał czekać długo na upragniony odzew ze strony oblubienicy:
- Wiesz co, Janusz? Jak masz tak łazić gdzieś na pijaństwo, to już lepiej chodź do tej swojej
piwnicy!
I słowo ciałem się stało.
(fot. KiF) źródło: KiF