Trwa ładowanie...

A muzyka i tak zwyciężyła - koncert The Boomtown Rats i Biohazard

Share
A muzyka i tak zwyciężyła - koncert The Boomtown Rats i BiohazardŹródło: materiał prasowy
d3i2ylq

Niedzielny koncert The Boomtown Rats i Biohazard był pierwszym tego typu wydarzeniem zorganizowanym na stadionie Lublin Arena. I choć trudno mówić o frekwencyjnym sukcesie – kilka tysięcy sprzedanych biletów z pewnością nim nie jest – warto pamiętać, że pod względem artystycznym i organizacyjnym wszystko wypadło znakomicie.

Fala internetowego hejtu, jaka przelała się w ostatnich dniach pod adresem pomysłodawców i organizatorów koncertu Boba Geldofa z The Boomtown Rats i grupy Biohazard na stadionie Lublin Arena, nie powinna dziwić. Żyjemy w czasach, kiedy właściwie każdy może w Internecie napisać cokolwiek, zachowując przy tym anonimowość. Wodą na młyn wiecznych malkontentów, narzekających na wszystko i wszystkich, są właśnie takie wydarzenia. O argumenty „na nie” przecież wyjątkowo tu łatwo. Bo: a) przyjechały do nas dwie gwiazdy, które największą sławę mają za sobą; b) dlaczego w Lublinie, który nie po drodze, a nie w Warszawie czy Krakowie?; c) słabo to rozreklamowali; i wreszcie d) The Boomtown Rats i Biohazard na jednej scenie? Przecież to jakaś paranoja!

Prawdą jest, że na koncert tłumy nie przyszły, choć ceny biletów, zaczynające się od 20 złotych, były więcej niż zachęcające. Na słabą frekwencję złożył się szereg czynników, z których podstawowym był czas. A raczej jego brak. Ma rację Tomasz Rachwał, szef zajmującej się głównie imprezami sportowymi spółki Polish Sport Promotion, której lubiński MOSiR zlecił organizację koncertu, że tego typu imprezy powinno się przygotowywać z półrocznym wyprzedzeniem. Ba, nawet z jeszcze większym! Problem w tym, że do PSP zwrócono się kilka tygodni temu, kiedy okazało się, że zawiodła inna agencja koncertowa. Była więc to sytuacja awaryjna… Spółka podjęła spore ryzyko, za co trudno ją winić. Największe gwiazdy mają zarezerwowane terminy z często dwuletnim wyprzedzeniem…

d3i2ylq

Z zarzutami o słabą reklamę wydarzenia trudno polemizować. Każdy może przecież powiedzieć: „Nic o tym nie wiedziałem”, bez względu na to, czy naprawdę nie wiedział. Faktem jest, że o koncercie informowały największe polskie media internetowe, prasowe, radiowe i telewizyjne. Sir Bob Geldof, lider The Boomtown Rats, nagrał specjalne zaproszenie dla fanów, a przeprowadzony z nim wywiad ukazał się w największych portalach, w tym na stronie głównej lidera rynku, Onetu – i był szeroko przez fanów komentowany. Jak widać, i to nie wystarczyło. Wszystko przez ten brak czasu.

Zapewne niewielu fanów rocka, zarówno tych, którzy na koncert się wybrali, jak i czytali o nim w mediach, wiedzą, że tego samego dnia we Lublinie odbywały się jeszcze dwie inne imprezy masowe – żużlowy mecz Motoru Lublin i koncert Kamila Bednarka. O tym, jak popularny jest w Lublinie żużel, nie trzeba nikogo przekonywać, a i Kamil Bednarek to dziś jedna z największych gwiazd polskiej muzyki. W Warszawie czy w Krakowie tego rodzaju organizacyjna konkurencja nikogo by nie dziwiła, ale w trzystutysięcznym Lublinie? Trudno za to winić Polish Sport Promotion.

Koncert, abstrahując od rozczarowującej frekwencji, był niezwykle udany, zarówno organizacyjnie, jaki i artystycznie. Biohazard i The Boomtown Rats grali z taką werwą, że energii mogliby im pozazdrościć niejedni młodzieniaszkowie. Zgromadzeni pod sceną fani świetnie bawili się i podczas „Punishment”, i w trakcie „I Don’t Like Mondays” – tak jak i wielu innych utworów. Obala to kolejne zarzuty, że obu wykonawców dzieli gatunkowa przepaść. Może i wiele dzieli, ale ciągle mamy tu do czynienia z muzyką rockową. Przecież nikt tu nie mieszał hip hopu z country! Biohazard to granie ciężkie, z pogranicza metalu, punka, hard core’a i rapu, a The Boomtown Rats reprezentuje brzmienia bardziej nowofalowo-punkowe. Poza tym mieszanie gatunków na stałe wpisało się w krajobraz współczesnych festiwali i koncertów, bo doskonale oddaje naturę współczesnej popkultury. Mało kto już ogranicza się do słuchania jednego gatunku muzyki. By się o tym przekonać, wystarczy pojechać do Jarocina czy na Przystanek Woodstock.

Pominąwszy wszelkie kwestie artystyczne, stadion Lublin Arena, sam w sobie przepiękny, to doskonałe miejsce na koncerty. Akustyka, jaką oferuje, bije Stadion Narodowy na głowę – w niedzielę zapewne byłaby jeszcze lepsza, gdyby trybuny i płyta się zapełniły. Ale i tak nikt nie miał powodów do narzekania, podobnie jak na zaplecze gastronomiczne czy stoiska, w których można było kupić płyty, koszulki i gadżety związane z gwiazdami koncertu. Wszystko przygotowano modelowo.

d3i2ylq

Kto nie był na The Boomtown Rats i Biohazad, może tylko żałować. Spotkanie z sir Bobem Geldofem, jedną z popkulturowych ikon XX wieku, nie zdarza się przecież codziennie. – To był świetny koncert, jestem bardzo na tak – pisali potem obecni na miejscu dziennikarze muzyczni.

W życiu ważne jest, by wyciągać wnioski. Lublin jest wspaniałym i pięknym miastem, z pewnością zasługującym na najlepsze koncerty. W niedzielę nie wszystko się udało, ale wierzę, że następnym razem pójdzie lepiej. Tylko panie i panowie organizatorzy – dajcie nam i sobie trochę więcej czasu!

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d3i2ylq

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3i2ylq
d3i2ylq