Trwa ładowanie...

Depresja faceta - temat tabu

Share
Depresja faceta - temat tabu
Źródło: East News
d16vypl

"Chłopaki nie płaczą" - głosi popularne porzekadło, które jednak błyskawicznie traci na aktualności. Płaczemy bowiem coraz częściej, choć zwykle w samotności. W ostatnich latach runęła bowiem teoria głosząca, że depresja jest domeną kobiet. Mężczyźni cierpią na nią równie często, jednak zwykle nie proszą nikogo o pomoc. Popadają w marazm, topią smutki w alkoholu, wykazują skłonność do agresji, a w końcu wielu decyduje się na rozwiązanie ostateczne, czyli samobójstwo.

Rok temu świat zaszokowała informacja o śmierci Robina Williamsa. 63- letni aktor, przez lata bawiący i rozśmieszający miliony widzów, powiesił się na pasku od spodni owiniętym wokół klamki w swojej kalifornijskiej posiadłości. Znaleziono przy nim również scyzoryk, którym podciął żyły na lewym nadgarstku. Kilkanaście godzin później żona gwiazdora, Susan Schneider, wydała oświadczenie, potwierdzając, że Williams od lat walczył z alkoholizmem, postępującą chorobą Parkinsona, a przede wszystkim stanami lękowymi i depresją. "Są różne typy aktorskie. Twardziele, amanci, wrażliwcy, samobójcy... Komicy mają najgorzej, najciężej znoszą porażki. Są jak duże dzieci, które nie potrafią dorosnąć" - stwierdził kiedyś Johnny Carson, gospodarz legendarnego programu telewizyjnego "The Tonight Show". Nic dziwnego, że wielu słynnych "błaznów" zmagało się z depresją, mi.in.
Woody Allen, Billy Crystal czy Jim Carrey, który zamierza opublikować poradnik dla osób zmagających się z wewnętrznymi demonami. "Kto jest w stanie lepiej opowiedzieć o depresji niż komik?" - stwierdził w jednym z wywiadów gwiazdor znany z filmów "Maska" czy "Głupi i głupszy". Nie wszyscy potrafią poradzić sobie z problemem. Świadczy o tym przykład Owena Wilsona, aktora znanego przede wszystkim z ról w komediach, który kilka lat temu trafił do szpitala w Santa Monica, gdy brat znalazł go w kałuży krwi, z podciętymi żyłami. O takich przypadkach jest zwykle głośno w mediach. Jednak w cieniu tragedii sławnych mężczyzn skrywają się tysiące osobistych dramatów "zwykłych" facetów, którzy codziennie walczą z nastrojami depresyjnymi. Niestety często przegrywając...

"Jestem wrakiem człowieka"

"Po prostu przestajesz dostrzegać sens życia. Budzisz się jeszcze przed świtem, z poczuciem wszechogarniającego niepokoju. Leżysz i z przerażeniem myślisz o kolejnym dniu, w którym jest tyle od zrobienia, a tobie nic się nie chce" - opisuje Tomasz, 42-letni handlowiec z Lublina. Jeszcze całkiem niedawno był jednym z najlepiej ocenianych pracowników dużej firmy, chwalonym i regularnie nagradzanym przez szefów. Jednak dziś najczęściej nazywa się "wrakiem człowieka". "Zaczęło się od rozwodu z żoną, a później problemy tylko narastały. Nie chce mi się pracować, spać czy jeść. Przez cały czas czuję się zmęczony. Gdyby była taka możliwość najchętniej bym się zahibernował i w takiej postaci przeczekał kilka lat. Jednak niestety na razie nie mam takiej szansy, a świat ciągle coś ode mnie chce. Do pracy chodzę z coraz większym obrzydzeniem, bo już dawno straciłem motywację. Najbardziej lubię wolne dni, kiedy wyłączam telefon i przez cały dzień oglądam filmy i seriale w komputerze. Jedyny przyjaciel, który mi został,
namawia mnie do wizyty u specjalisty, ale nie zamierzam nabijać kasy psychiatrze. Jeśli sam sobie z tym nie poradzę, to pomyślę o jakim radykalnym i ostatecznym rozwiązaniu" - zapowiada Tomasz. Depresja jest jedną z najczęstszych przyczyn samobójstw polskich mężczyzn, których umieralność z tego powodu jest o dwie trzecie wyższa niż przeciętna w Unii Europejskiej. Faceci odbierają sobie życie osiem razy częściej niż kobiety. Przez wiele lat panowało przekonanie, że na tak dramatyczny krok decydują się przede wszystkim osoby młode, dopiero wchodzące w życie oraz te, które znajdują się u jego schyłku, po przekroczeniu 60-tki. Jednak ostatnie badania naukowe, przeprowadzone m.in. w Wielkiej Brytanii wykazały, że nieszczęśliwi stają się głównie mężczyźni w wieku 35-45 lat. Dopadająca ich depresja ma zwykle swoje źródła w nieudanych związkach z kobietami oraz stresie związanym z działalnością zawodową. "Życie staje się naprawdę trudne: ludzie zakładają rodziny, napięcie w miejscu pracy jest często ogromne, a
troski finansowe przygniatające" - tłumaczy Claire Tyler, dyrektorka agencji doradztwa interpersonalnego Relate, która przeprowadzała badania.

d16vypl

Trzeba być twardym? Nie zawsze...

Według Światowej Organizacji Zdrowia depresja jest obecnie czwartym najpoważniejszym problemem zdrowotnym na naszej planecie, a w 2020 r. awansuje na drugie miejsce, tuż za chorobami układu krążenia. Szacuje się, że w naszym kraju cierpi z jej powodu blisko pół miliona osób, choć statystyki są prawdopodobnie mocno zaniżone, ponieważ wielu Polaków nie zgłasza się do specjalistów. Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, wychodzących z założenia, że leczenie problemów psychicznych nie przystoi "prawdziwemu facetowi" albo kierujących się zasadą "trzeba być twardym, a nie miękkim". "Nie korzystają (lub robią to wyjątkowo rzadko) np. z możliwości podzielenia się swoim problemem, wygadania się, płaczu, przytulenia, sięgania po wsparcie wśród bliskich. Społecznie takie zachowanie jest zarezerwowane bardziej dla kobiet. U mężczyzny jest postrzegane jako nie męskie, jako przejaw słabości i nieumiejętność radzenia sobie. Typowym stereotypem bycia męskim jest bycie twardym co oznacza w jakimś zakresie bycie odciętym od uczuć.
Skutkuje to tłumieniem uczuć i niedopuszczaniem do swojej świadomości faktu, iż bywają sytuacje w życiu w których nasze umiejętności radzenia sobie z nowymi i trudnymi sytuacjami są ograniczone" - pisze Iwona Wasil, dyrektor ds. projektów profilaktycznych i edukacyjnych w Fundacji Itaka. Depresja narasta powoli i często niepostrzeżenie. Stopniowo pogarsza się nastrój, wzrasta niechęć do aktywności czy spotkań towarzyskich. Pojawia się brak zainteresowania codziennością. Przestajemy zajmować się domem i pracą, nie chce nam się słuchać opowieści partnerki czy dzieci o tym, jak minął im dzień. Nie czerpiemy radości z codziennych zajęć. Pojawiają się także liczne dolegliwości: zaburzenia snu, problemy z apetytem, spadek lub wzrost wagi czy bóle głowy. Depresji często towarzyszy tzw. zespół przewlekłego zmęczenia, który po raz pierwszy opisano zaledwie ćwierć wieku temu, a dziś uchodzi za jedno z najpoważniejszych wyzwań współczesnej medycyny. Głównym objawem jest ciągłe znużenie, nasilające się nawet po
niewielkim wysiłku fizycznym czy umysłowym. Wypoczynek nie przynosi wówczas spodziewanej poprawy, w dodatku chorego męczą także stany podgorączkowe, ból gardła, mięśni, głowy czy stawów, powiększone węzły chłonne, osłabienie pamięci i kłopoty z koncentracją.

Bliscy też cierpią

Męska depresja zazwyczaj negatywnie odbija się na bliskim otoczeniu. Facet dotknięty tym problemem staje się drażliwy, a nagromadzone napięcie często znajduje ujście w agresywności, nagłych wybuchach złości albo czepianiu się o drobiazgi. Stany depresyjne są jedną z przyczyn coraz powszechniejszych w Polsce aktów przemocy domowej. Z tego powodu cierpi także życie intymne. Szacuje się, że co trzeciego Polaka dopada "niemoc seksualna". Co wtedy robi? Próbuje zamaskować problem. Z badań wynika, że zazwyczaj ucieka w pracę albo unika seksu, tłumacząc się zmęczeniem. Jednak w głębi ducha obawia się, że doprowadzi to do rozpadu jego związku, co tylko pogarsza jego stan psychiczny. Mimo to nawet wtedy mężczyzna rzadko prosi o pomoc bliską osobę, nie wspominając już o specjaliście. Chętnie sięga za to po inne rozwiązania, zazwyczaj alkohol. Wywołane nim rozluźnienie stwarza złudne wrażenie, że możemy łatwiej poradzić sobie z problemem. Jednak tak naprawdę zostaje on tylko chwilowo stłumiony, a później narasta ze
zdwojoną siłą. Rozwojowi męskiej depresji sprzyja nawet... długie oglądanie telewizji, zwłaszcza kilku odcinków serialu pod rząd. Do takich wniosków doszli badacze z Uniwersytetu Teksasu w Austin. Ich zdaniem wielogodzinne siedzenie przed ekranem w nocy, gdy ekspozycja światła zaburza rytm dobowy, zwiększa poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu. U co dziesiątego mężczyzny pojawiają się także symptomy... depresji poporodowej, która - wbrew pozorom - nie jest zarezerwowana tylko dla młodych matek. Faceci zapadają na tę chorobę zazwyczaj między 3. a 6. miesiącem po porodzie. Przyczynia się do niej stres spowodowany większą odpowiedzialnością, która wiąże się z narodzinami dziecka. Nie bez wpływu jest także brak bliskości z partnerką i malejąca samoocena, spowodowana np. krytyką umiejętności opieki nad niemowlakiem. Podczas gdy u kobiety dochodzi do wyraźnego spadku nastroju i głębokiego smutku, u mężczyzn depresja poporodowa może objawiać się zachowaniami impulsywnymi, a nawet autodestrukcyjnymi takimi jak
alkoholizm, lekomania czy zdrada.

Sięgnijmy po pomoc

Co zrobić, gdy poczujemy, że dopadają nas depresyjne nastroje? "Mężczyzna może zwrócić się do rodziny, do przyjaciół, znajomych, lub też sięgnąć po fachową pomoc, psychologa, psychoterapeuty, lekarza. Przyczyny depresji będą wcześniej rozpoznane a leczenie krótsze i skuteczniejsze, natomiast spustoszenia i rany jakie niesie za sobą depresja nie tak głębokie" - radzi Iwona Wasil. "Radzenie sobie z problemami w życiu, to między innymi poszukiwanie różnorodnych rozwiązań, również takich, które wymagają obecności pomocy innych osób. Potrzeba wielkiej odwagi, siły i odpowiedzialności, aby sięgać po wsparcie na zewnątrz. I paradoksalnie sięgnięcie po pomoc wymaga więcej siły niż nie sięganie" - dodaje specjalistka. Uporanie się z problemem jest możliwe, ale często wymaga psycho- lub farmakoterapii albo połączenia obu tych metod leczenia. Dzięki stosowaniu nowoczesnych leków przeciwdepresyjnych pozytywne rezultaty możemy zauważyć już po kilku tygodniach. Warto też wypróbować trochę domowych sposobów. Wewnętrzny
niepokój oraz niestabilność emocjonalną pomoże przezwyciężyć zdrowy sen: należy kłaść się spać i wstawać o tej samej porze, na kilka godzin przed wskoczeniem do łóżka powstrzymywać się od używek i obfitych posiłków oraz nie zapominać o aktywności fizycznej w ciągu dnia. Regularne uprawianie sportu poprawa także samopoczucie. Pozwala uwolnić się od stresów czy stanów lękowych, ale również uaktywnia pracę całego organizmu, usprawnia funkcjonowanie serca, płuc i mięśni.

Przepis na lepszy nastrój

Sposobem na złagodzenie depresyjnych nastrojów może być również odpowiednia dieta, np. zwiększone spożycie produktów bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe omaga-3 (znajdziemy je m.in. w rybach morskich, orzechach włoskich, oleju rzepakowym, nasionach chia czy zielonych warzywach liściastych). Badania wykazały, że zażywające je osoby osiągają lepsze wyniki w testach uwagi, poprawia się także ich nastrój. Mają niższy poziom gniewu, lęku i zmęczenia. Do jadłospisu warto wprowadzić produkty ziołowe, np. z dziurawcem (roślina bogata w hiperycynę zwiększającą stężenia serotoniny w ośrodkowym układzie nerwowym, a w konsekwencji pomagającą uporać się z pogorszeniem nastroju) czy kwiatami lipy (działają relaksująco, ułatwiają zasypianie, likwidują napięcie i pomagają w zmęczeniu spowodowanym długotrwałym wysiłkiem umysłowym). Jak wynika z najnowszych badań, ok. 30 proc. pacjentów z depresją ma obniżony poziom kwasu foliowego we krwi. Dlatego w ich jadłospisie nie powinno zabraknąć np. awokado - jednego z
najbogatszych naturalnych źródeł tego organicznego związku chemicznego, bez udziału którego organizm nie wyprodukuje hormonów szczęścia - serotoniny i noradrenaliny. Antydepresyjnie działa też ciemna czekolada, zwłaszcza gorzka, o dużej zawartości miazgi kakaowej. Nie tylko poprawia nastrój, ale również potrafi skutecznie zwiększyć naszą energię życiową. To przede wszystkim zasługa alkaloidów: teobrominy i kofeiny. Dzięki dużej zawartości innego związku - pirazyny, przysmak pozytywnie wpływa na koncentrację oraz sprawność intelektualną. Czekolada zmniejsza także poziom kortyzolu - hormonu stresu, który nasila stany lękowe.

Rafał Natorski

d16vypl

Podziel się opinią

Share
d16vypl
d16vypl