Trwa ładowanie...
14-11-2013 10:20

Futbol w obozie zagłady

Futbol w obozie zagładyŹródło: AFP
d7cqq5c
d7cqq5c

Bramki stawiano w miejscu szubienic, a uczestnicy meczów czuli charakterystyczny zapach unoszący się z krematoriów. Jednak rozgrywki piłkarskie w obozach koncentracyjnych były dla wielu więźniów szansą na przeżycie, większą rację żywnościową i... satysfakcję z "dokopania" znienawidzonym strażnikom spod znaku swastyki.

W ubiegłym roku na Stadionie Miejskim we Wrocławiu można było oglądać niezwykłą wystawę "Herosi w pasiakach", która ukazywała ukrytą dotąd w archiwach, nieznaną historię rozgrywek piłkarskich w hitlerowskim obozie koncentracyjnym Gross-Rosen w Rogoźnicy.

Ekspozycja prezentowała zmagania ludzi, którzy mimo wszechobecnego terroru i śmierci toczyli pojedynki piłkarskie. "Gra w piłkę nożną w warunkach, w jakich się znajdowaliśmy, była zjawiskiem nienaturalnym i wydawała się profanacją wobec powszechnej męki i śmierci" - wspominał na jednej z prac były więzień Władysław Boczoń.

Lewandowski strzela Niemcom

W Gross-Rosen rozgrywki piłkarskie miały - w porównaniu do innych obozów koncentracyjnych - największy rozmach. Szczególnie od wiosny 1943 r., kiedy nowy komendant Walter Ernstberger uznał, że musi zapewnić rozrywkę więźniom, by zwiększyć ich efektywność w pracy dla III Rzeszy. Już rok później w Gross-Rosen istniała liga, w której uczestniczyło kilkanaście drużyn i ponad stu zawodników.

d7cqq5c

Finałem zmagań stał się słynny mecz Polska-Niemcy. Tym spotkaniem przez wiele tygodni żył cały obóz. Wzdłuż drogi rozstawiano trybunę dla SS-manów. Reszta widowni musiała zadowolić się dachem lub oknami kuchni obozowej. Gwiazda naszej reprezentacji - Zdzisław "Zdzich" Lewandowski przemycił do obozu wystrugany własnoręcznie w warsztacie puchar i wręczył go przed spotkaniem kapitanowi przeciwnej drużyny, którą stanowili przede wszystkim strażnicy, na co dzień często wykazujący się brutalnością wobec więźniów.

Na zdjęciu: Wawrzyniec Staliński (ur. 1899 r. - zm.1985 r.) - polski piłkarz, reprezentant Polski, (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Jednak tego dnia musieli uznać wyższość wychudzonych i wycieńczonych katorżniczą pracą rywali. "Tupetowi i sile fizycznej naszych niemieckich przeciwników przeciwstawialiśmy niesłychaną ambicję, spokój, technikę" - wspominał Czesław Skoraczyński, przedwojenny piłkarz Pogoni Lwów.

d7cqq5c

Jedyną bramkę zdobył Lewandowski, który rozegrał świetne spotkanie. Niemcy nie darowali upokorzenia. Wieczorem do baraku, w którym odpoczywali członkowie polskiej drużyny wpadli żołnierze i brutalnie pobili więźniów.
Jednak rozgrywki w Gross-Rosen wywoływały też pozytywne emocje. "W nagrodę za dobrą grę esesmani rzucali na boisko papierosy" - relacjonował Czesław Moruś, piłkarz Lechii Tomaszów Mazowiecki. Gracze mogli też liczyć na dodatkowe racje żywności oraz wolne wieczory na treningi.

"Ogrywaliśmy ich jak dzieci"

Mecze rozgrywano również w obozie Auschwitz. Początkowo polscy więźniowie obserwowali tylko spotkania rozgrywane przez kapo, czyli brutalnych nadzorców, którymi często byli niemieccy kryminaliści. Któregoś dnia nieformalny przywódca strażników - Erick Gronke zaproponował więźniom mecz z jego drużyną.

Okazało się, że w Auschwitz przebywa sporo dobrych piłkarzy. Na środku pomocy obozowej reprezentacji brylował Sylwester Nowakowski, który przed wojną czterokrotnie świętował mistrzostwo Polski z Ruchem Chorzów. Na lewej flance wspierał go Antoni Łyko - były zawodnik Wisły Kraków i bohater zwycięskiego meczu z Chelsea Londyn. Za zdobywanie bramek odpowiadał eks-napastnik Warty Poznań Wawrzyniec Staliński, który przed wojną strzelił 11 bramek dla reprezentacji.

d7cqq5c

"Niektórzy zawodnicy byli wynędzniali, osłabieni, należało ich więc jak najszybciej dożywić" - relacjonował Kazimierz Albin, autor wspomnień "List gończy", który jako 18-latek trafił do Auschwitz. Niemcom tak zależało na grze w futbol, że dostarczyli rywalom dodatkowe porcje żywności, a nawet 11 par sznurowanych trzewików.

Pierwszy mecz odbył się latem 1941 r., na placu apelowym. Polacy zwyciężyli 3:1. "Szczupli i drobni na tle potężnych, brzuchatych przeciwników, górowaliśmy nad nimi szybkością i techniką. Ogrywaliśmy ich jak dzieci, co wywoływało na widowni salwy śmiechu, również wśród Niemców funkcyjnych i esesmanów, a u przeciwnika wściekłość" - wspominał Kazimierz Albin.

Bramki doktora Mengele

Spotkania piłkarskie stały się jedną z niewielu rozrywek dla więźniów Auschwitz. Polska drużyna radziła sobie świetnie, mimo częstych zmian w składzie, powodowanych śmiercią kolejnych zawodników.

d7cqq5c

Rozgrywane w niedzielne popołudnia mecze bardzo lubił oglądać komendant obozu Rudolf Hoss, który godził się nawet na tworzenie reprezentacji Żydów czy Romów. Słynny "Anioł Śmierci", czyli doktor Josef Mengele na swój sposób wykorzystywał bramki stojące na boisku. Między słupkami rozwieszał poprzeczkę, pod którą kazał przechodzić świeżo przybyłym żydowskim dzieciom. Jeśli nie dosięgały do niej głową, od razu trafiały do komory gazowej. "Przeżyłem tylko dlatego, że wcześniej włożyłem sobie do butów parę kamieni. Dzięki temu wydawałem się znacznie wyższy" - zeznawał podczas procesu Adolfa Eichmanna Joseph Zalman Kleinman.

Pobyt w obozie Auschwitz przeżył również Leo Goldstein, który w drodze do komory gazowej usłyszał pytanie jednego z Niemców, szukającego osoby potrafiącej sędziować mecze piłkarskie. Ponieważ w młodości czytał książkę o futbolu, zgłosił się i w ten sposób uratował życie. Goldstein prowadził wiele obozowych spotkań, a po wojnie został profesjonalnym arbitrem. Jako sędzia liniowy uczestniczył w mundialu, rozgrywanym w 1962 r. w Chile.

Na zdjęciu: Antoni Łyko (ur. w 1907 r. - zm. w 1941 r. w Auschwitz) oraz Józef Korbas (ur. 1914 r. - zm. w 1981 r.) - piłkarze, członkowie kadry narodowej (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

d7cqq5c

Bramkarz z bożej łaski

Niezwykły mecz rozegrano również jesienią 1944 r. w obozie koncentracyjnym Hirschberg (dzisiejsza Jelenia Góra). Drużyna, w skład której weszli żołnierze SS zmierzyła się z zespołem węgierskich Żydów.

"Ci zagłodzeni, wymęczeni, bici i niewyspani więźniowie, którym największy optymista nie przepowiadałby więcej jak kilka miesięcy życia, wręcz żwawo poruszali się po boisku" - wspominał dziennikarz i pisarz Arnold Mostowicz. Do przerwy prowadzili Niemcy, ale na początku drugiej połowy ich rywale wyrównali. SS-mani ruszyli do wściekłych ataków, jednak na ich drodze stał fenomenalny bramkarz Ferenz Moros.

"Był to piłkarz rzeczywiście natchniony, bramkarz z bożej łaski, którego nazwisko publiczność przez cały czas skandowała" - relacjonował Mostowicz. Moros obronił nawet karnego, podyktowanego w ostatnich minutach meczu. Bohater meczu nie pożył długo. Żandarm, pilnujący pracującego przy wyrębie lasu Morosa, postrzelił go w udo i łokieć. Bramkarz skonał w obozowym lazarecie. "Ten chłopak był nadzwyczajnym bramkarzem" - miał stwierdzić esesman palący ciało w krematorium.

Rafał Natorski

Korzystałem z artykułu Andrzeja Krajewskiego "Futbol w piekle", który ukazał się w "Polityce" (nr 2909)

d7cqq5c
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d7cqq5c