Trwa ładowanie...
21-02-2012 13:28

Gdzie w Polsce są najtańsze "studentki"?

Gdzie w Polsce są najtańsze "studentki"?Źródło: Fotochannels.com
d2ahdj7
d2ahdj7

To już prawdziwy fenomen: "uniwersytutki" coraz śmielej kuszą klientów w całym kraju. Warszawa, Gdańsk, Poznań czy może Łódź? Sprawdź gdzie kwitnie studencka prostytucja i ile sobie liczą uczelniane "damy do towarzystwa" za godzinne spotkanie z klientem?

Gdzie "studentki" są najtańsze?

Od dłuższego czasu coraz częściej słyszymy o zjawisku prostytucji wśród studentek. Zjawisku bez dwóch zdań negatywnym. Młode kobiety decydują się sprzedawać swoje ciała, by zapewnić sobie odpowiedni poziom materialny podczas studiowania. Jak wygląda "cennik usług takich pań" w poszczególnych miastach uniwersyteckich? "Dziennik Łódzki" podał przykładowe stawki, podpierając się wyliczeniami specjalistów z firmy Sedlak & Sedlak. Analiza ogłoszeń pozwoliła stwierdzić, że najtaniej jest właśnie w Łodzi. Godzina kosztuje tam średnio 135 złotych. Dalej znalazły się Katowice (150 zł), Gdańsk (160 zł) i Wrocław (180 zł), natomiast najdroższa okazała się Warszawa - 200 zł. Z kolei stawki za pół godziny uśredniają się na poziomie 110 zł, przy czym w Katowicach, Krakowie i Poznaniu jest taniej, bo tamtejsze studentki liczą sobie "jedyne" 100 zł za 30 minut. Gdańsk to już 120 zł, Warszawa 135 zł, a w najdroższym Wrocławiu ceny wywoławcze sięgają często 140 zł. Przy czym wiele zależy od szczęścia - niektóre dziewczyny
ogłaszają się oferując np. trzy spotkania w tygodniu w zamian za czynsz, który wynosi np. 1000 czy 1500 zł.

Profesor Jacek Kurzępa ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, będący ekspertem od tego rodzaju patologicznych zachowań (również on wypowiadał się na temat niemodnych już "galerianek"), pokusił się o przygotowanie zestawienia najczęstszych kierunków, których studentki dorabiają w seks-biznesie. I tak, zdecydowanie na czele plasują się dziewczyny z kierunków humanistycznych, szczególnie z filologii (25 proc. całości), na wyróżnienie zasługuje także pedagogika (18 proc.). Przy czym, o ironio, większość z dziewczyn, które otrzymują od swoich sponsorów wynagrodzenie za seks, żywi przekonanie że nie są one prostytutkami, że są lepsze. "Nie jesteśmy k....mi", piszą...

"Uniwersytutka", czyli kto?

"Zdecydowałam się na spotkanie z tobą, bo wk...a mnie nagonka na 'uniwersytutki'. I co to w ogóle za określenie? Uniwersytutka-prostytutka. Żałosny termin wymyślony przez pseudosocjologów. Ja nie jestem jakąś tam prostytutką, która sprzedaje się za marne grosze kilku facetom jednej nocy. Jestem wykształcona, ze mną nie tylko uprawia się seks, ale też rozmawia", mówi 22- letnia Dominika, w wywiadzie dla jednego z portali internetowych.

d2ahdj7

Jak właściwie studentka zostaje prostytutką? Bo przecież trzeba nazywać rzeczy po imieniu, tym bardziej, że wiele z tych "prawdziwych" prostytutek, które uprawiają zawód bez legitymacji studenckiej, również służy konwersacją czy nawet radą...

Dominika stwierdza, że do wyboru tej drogi pchnęło ją życie - po tym, jak w wyniku pogorszenia sytuacji materialnej rodziców musiała sama zorganizować fundusze na dalszą egzystencję i edukację. "Początkowo naiwnie szukałam w Warszawie pracy. Myślałam sobie: "Jestem zdolna, kreatywna, szybko się uczę. Na pewno ktoś mnie zatrudni". Teraz śmieję się na to wspomnienie. "Ale ja byłam infantylna!" dodaje. Takich dziewczyn, jak Dominika jest w Polsce bardzo wiele. Z danych opublikowanych przez "Dziennik Łódzki" wynika, że obecnie co najmniej co piąta studentka korzysta z tzw. sponsoringu.

Czy sponsoring to prostytucja?

A czym jest sponsoring? Jeden z forumowiczów napisał, że dla niego to jak wykupienie karnetu na siłowni, "Daję takiej dziewczynie tysiąc miesięcznie i chodzę do niej raz, dwa razy na tydzień..."

d2ahdj7

Co ciekawe, "uniwersytutki" to nie tylko... kobiety. "Dziennik Łódzki" podaje, że dorobić lubią także panowie, szczególnie ci którzy uczą się na kierunkach ścisłych, bądź na AWF-ie (oni stanowią 13,5 proc. "uniwersytutek"). Interesujący jest tu fakt, że młodzi mężczyźni raczej stronią od kontaktów seksualnych, zamiast tego wolą zaprezentować taniec erotyczny lub, co jest ostatnim krzykiem mody - zaoferować starszym paniom sprzątanie mieszkania w samej bieliźnie. Studenci odpowiadają, że są w związkach i nie chcą zdradzać swoich partnerek. Jednak te najwyraźniej nie mają podobnych dylematów moralnych, a przynajmniej tak nakazują przypuszczać statystyki...

A jak na tę sprawę zapatrują się specjaliści? Cóż, to przekonanie jest nie tylko błędne, ale też niebezpieczne. "Sponsoring jako współczesna forma prostytucji stał się wytworem kultury masowej. To kolejna forma uprawiania nierządu, przystosowana do dzisiejszych czasów - atrakcyjnie opakowana, błyszcząca i dostępna na wyciągnięcie ręki. Sponsoring nie prezentuje przygnębiającej wizji szybkiego seksu w małym pokoiku agencji towarzyskiej, ale stanowi kuszące marzenie o sfinansowanych studiach, zagranicznych wyjazdach, opłaconym mieszkaniu i luksusowych kosmetykach. Taka forma prostytucji wydaje się atrakcyjniejsza i mniej szkodliwa", tak o tym zjawisku pisze w swoim eseju, cytowanym przez "Politykę", Joanna Mazur-Łuczak. Co więcej, owe łatwe pieniądze zaskakująco szybko uzależniają, przez co po "dochodowych" studiach przestawienie się na słabo płatną pracę może okazać się niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe...

MW/PFi

d2ahdj7
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2ahdj7