Trwa ładowanie...
03-11-2015 12:34

Hubertus - święto prawdziwego mężczyzny?

Hubertus - święto prawdziwego mężczyzny?Źródło: East News
d2frvph
d2frvph

Myśliwi na całym świecie mają dziś swoje święto. To właśnie 3 listopada kościół wspomina św. Huberta - patrona leśników, myśliwych, jeźdźców i... matematyków. Wg legendy późniejszy apostoł pogan nawrócił się na chrześcijaństwo podczas jednego z polowań, kiedy to ujrzał jelenia z krzyżem jaśniejącym w porożu. Rzecz miała miejsce w Wielki Piątek, a widok wywarł na łowcy tak wielkie wrażenie, że książę Hubert postanowił zrezygnować z dostojeństw i udał się krzewić wiarę chrześcijańską wśród pogańskich Belgów.

Tradycyjnie dzień św. Huberta - Hubertus zamyka sezon łowiecki. W Polsce tradycja świętowania hubertowin sięga XVIII wieku, chociaż z największą pompą celebrowano ten dzień w II Rzeczpospolitej. Zapalonym miłośnikiem polowań był prezydent Ignacy Mościcki i to właśnie on zorganizował największe oficjalne łowy, które odbyły się 3 listopada 1930 roku. Dziś tego typu uroczystości raczej nie zostałby pozytywnie odebrane, ponieważ zasadniczo zmienił się stosunek społeczeństwa do myśliwych ( o czym najlepiej przekonał się były prezydent Bronisław Komorowski)
. Stąd Hubertusa w III RP obchodzi się skromniej, a najważniejszym punktem zabawy jest pokaz jeździecki, a nie jak dawniej - polowanie.

Myśliwy, czyli kto?

Mordercy niewinnych stworzeń, bestie w ludzkiej skórze, sadyści - gdyby internetowe fora traktować jako głos społeczeństwa, myśliwi byliby jego najbardziej zwyrodniałą grupą. Czy blisko 120 tysięcy Polaków zasługuje na takie traktowanie? A może prawda o łowiectwie tkwi gdzieś pośrodku?

W ostatnich miesiącach myśliwi zdecydowanie nie mają dobrej passy. Do mediów co kilka tygodni docierają informacje o incydentach z ich udziałem. Ostatnio głośno było o przypadku Norwega, który podczas polowania zastrzelił dwa łosie, będące pod opieką miejscowego polarnego zoo. Z kolei w Polsce, w zeszłym roku wielkie kontrowersje wzbudziła historia mężczyzny, który w lesie pod Nową Solą zastrzelił psa spacerującego ze swoją panią. Tłumaczył, że przestraszył się czworonoga biegającego wokół auta. Wątpliwości budził jednak fakt, że był to słynący z wielkiej łagodności golden retriever, czyli przedstawiciel rasy niemal pozbawionej agresji.

d2frvph

Podobna sytuacja miała miejsce w lutym tego roku pod Świdnicą - tym razem ofiarą "snajpera padł kundelek". W październiku ubiegłego roku dwaj mężczyźni wybrali się wspólnie na polowanie w okolicach Mieścisk. Jeden z nich zastrzelił kolegę, ponieważ wziął go za... dzika. Podobnie tłumaczył się 60-letni myśliwy, który w lesie pod Łęczycą zabił 21-latka.

Inny miłośnik polowań strzelił w kierunku sylwetki majaczącej w polu kukurydzy w okolicach Łasku. Okazało się, że wbrew jego oczekiwaniom nie był to dzik, ale... spacerująca para. 18-letnia dziewczyna została trafiona w brzuch i w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Na szczęście lekarzom udało się uratować jej życie.

Dobrego imienia myśliwych nie poprawiają też inne incydenty z zagranicy. Co jakiś czas media donoszą o bogatych poszukiwaczach wrażeń, którzy wyruszają do Afryki polować na naprawdę grubą zwierzynę. Ich ofiarami padają nosorożce, lwy, gepardy czy słonie. A wrzucane na Facebooka zdjęcia z "trofeami" wzbudzają uzasadnioną niechęć oglądających.

Ludzie przeciw myśliwym

I to właśnie w sieciach społecznościowych toczy się największa walka o sens myślistwa. Takie historie, jak te wyżej chętnie publikuje facebookowy profil "Ludzie przeciw myśliwym", który w szybkim tempie zyskał ponad 60 tysięcy fanów. - Naszą misją jest zmienić odbiór społeczny działalności myśliwych. Uważamy że jest to środowisko zdeprawowane i korzystające z niezasłużonych przywilejów - tłumaczą autorzy strony.

d2frvph

Na profilu pojawiają się bulwersujące nagrania z polowań. Na przykład brutalny film, na którym grupa mężczyzn najpierw strzela do jelenia, później kopie zwierzę i bawi się jego porożem, a ostatecznie rozcina jeszcze żyjącemu stworzeniu pysk i zdejmuje z niego skórę.

Wielkie emocje wzbudziła również fotografia przedstawiająca trzech myśliwych pozujących nad rozprutymi zwłokami lisicy i kilku małych, martwych lisków. - "Tak wygląda w praktyce miłość myśliwych do zwierząt" - informował podpis. Na innym nagraniu myśliwy szczuje psa, by ten zagryzł rannego jelenia. Kilka tygodni temu na profilu zamieszczono zdjęcie 10-12 letniego chłopca, który kuca z dubeltówką nad zabitym zającem.

"Myśliwi gwałcą psychikę małych dzieci, zabijają w nich empatię i niewinność, pokazując zabijanie i dręczenie zwierząt" - to z kolei podpis pod filmikiem przedstawiającym dziewczynkę, biorącą udział w jednym z konkursów norowania, czyli penetracji lisiej nory, z wykorzystaniem psa.

d2frvph

Rafał Gaweł, jeden z twórców profilu chciałby, żeby myślistwo w Polsce ograniczone zostało do absolutnego minimum. - Powinno być zawodowe, a myśliwym nie mógłby zostać pan Zenek, właściciel hurtowni butów, który nie potrafi odróżnić królika od zająca. Myśliwy to osoba znająca biologię zwierząt, z wieloletnią praktyką, szkoląca się w swoim zawodzie. W praktyce: wystarczy zatrudnić pięciu zawodowych myśliwych w każdym z województw - tłumaczy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Wyparta wrażliwość

Przeciwnicy polowań przekonują, że jest to przede wszystkim rozrywka osób uprawiających anachroniczny kult męskości. - Bycie takim męskim mężczyzną, co to popije, popali, pozabija, popodrywa delikatnie mówiąc, faktycznie staje się anachroniczne, wręcz niestosowne. Macho z prowincji to tendencja schyłkowa. Ale te zachowania były potrzebne mężczyznom, żeby określać swoją tożsamość. Myśliwska tradycja pokazuje polowanie jako zajęcie dla prawdziwych facetów - przekonuje Zenon Kruczyński, były myśliwy, a dziś ekolog i autor głośnej książki "Farba znaczy krew".

- Kto jest w Polsce myśliwym? Z pozoru wykształceni ludzie. Ale często też ci, którzy o zwierzętach niewiele wiedzą, lecz chcą dodać sobie męskości. Na polowaniu można się też wyżyć, zemścić na bezbronnych zwierzętach za życiowe niepowodzenia - dodaje Rafał Gaweł.

d2frvph

Kruczyński urodził się w rodzinie myśliwskiej i - jak twierdzi - musiał już w dzieciństwie wyprzeć się wrodzonej wrażliwości. - Bez tego nie da się uczestniczyć w polowaniach, bo one są drastyczne. Widzę, że śrut rozwala głowę lisowi, muszę wziąć rannego zająca za nogi, żeby go dobić ciosem w kark, a jemu przez skórę wystaje ostra kość piszczelowa. Przecież to jest cierpienie napawające zgrozą. Trzeba nauczyć się tego nie widzieć, bo inaczej polowanie byłoby nie do zniesienia - przekonuje w rozmowie z "Polityką". Momentem przełomowym w jego życiu było postrzelenie psa goniącego sarnę. Poczuł, że nie chce odnaleźć stworzenia i go dobić. - Wiedziałem, że już nie chcę więcej strzelać i zabijać. Poczułem, że moje życie się zmieniło - mówi Kruczyński.

Prezydent na polowaniu

Mimo niezbyt sprzyjającej atmosfery, polskie łowiectwo ma się całkiem dobrze, a w ostatnich latach nawet przybyło zarejestrowanych myśliwych. Obecnie jest ich około 116 tysięcy, a w tym gronie znajdziemy wiele sławnych osób, m.in. byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który podczas poprzedniej kampanii wyborczej publicznie zadeklarował, że rezygnuje z wypadów do lasu (choć i tu pojawiły się wątpliwości, czy dotrzymał słowa). Zresztą nie on jeden parał się myślistwem - polowali m.in. prezydent Rosji Borys Jelcyn, pierwszy obywatel USA Bill Clinton, czy Saddam Hussein.

- Polowanie to oprócz przygody myśliwskiej także obcowanie z przyrodą, z tradycją, także wielopokoleniową tradycją myśliwską mojej rodziny. Lubię to! - mówił Komorowski w rozmowie z "Faktem".

d2frvph

Okazało się jednak, że "ciągnie wilka do lasu". Dziennikarskie śledztwo tygodnika "Do Rzeczy" wykazało bowiem, że prezydent wrócił do swojej wielkiej pasji. Polowania miało organizować Biuro Polowań Niwa Jerzy Golbiak z Kreska. Zapowiedzią wizyty Bronisława Komorowskiego był zazwyczaj sygnał, jaki z Biura Ochrony Rządu otrzymywały pobliskie szpitale - o zabezpieczenie na czas wizyty dwóch jednostek krwi grupy, jaką ma właśnie była głowa państwa. - A tydzień przed jego przyjazdem w lesie niemal za każdym drzewem można było spotkać borowców - wspomina jeden z myśliwych.

Co ciekawe, łowiecką pasję męża w pełni rozumie Anna Komorowska. - Radziłabym pani najpierw pójść, przeżyć przygodę myśliwską, zobaczyć ten obyczaj. Strzał, zresztą rzadki, to tylko cząstka myślistwa - przekonywała dziennikarkę "Gazety Wyborczej".

Po prostu hobby...

Zwolennicy polowań zapewniają, że - wbrew pozorom - wcale nie chodzi im o strzelanie do zwierząt. Kultura łowiecka polega bowiem przede wszystkim na kultywowaniu tradycji, kontakcie z naturą, a nawet odpowiedzialności za przyrodę. - Łowiectwo to przecież szeroka działalność gospodarcza i ochroniarska zarazem, polegająca na utrzymywaniu w równowadze dziko żyjącej zwierzyny, a więc nie tylko na odłowach, ale na dokarmianiu oraz introdukcji - tłumaczy w jednym z wywiadów ksiądz Krzysztof Kozłowski, kapelan ciechanowskiego okręgu Polskiego Związku Łowieckiego, który sam poluje rzadko. - Do saren nie strzelam w ogóle, bo sarna to królowa pól i lasów. Czasem strzelam do lisów i dzików, których ostatnimi czasy jest dużo i trzeba redukować ich liczebność, bo powodują szkody - dodaje.

d2frvph

- Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne (...). Przecież przyroda zawsze sobie z tym radziła. Przez miliony zim wykarmiła miliony zwierząt. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, bo stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu - twierdzi tymczasem Zenon Kruczyński.

Wielu myśliwych przekonuje jednak, że prawdziwa radość z polowania trwa do momentu pociągnięcia za spust strzelby. Ważniejsza jest przyjemność z obcowania z przyrodą, obserwacji zwierząt, ich życia i zachowań. - Często nie oddaję nawet jednego strzału, a wracam do domu zrelaksowany i uspokojony. Chyba o to chodzi w każdym hobby, nieprawdaż? - pyta Piotr, prawnik z Radomia, od wielu lat zapalony myśliwy.

Rafał Natorski, PFi / facet.wp.pl

d2frvph
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2frvph