Trwa ładowanie...

Hugh Glass - człowiek, który przekroczył granice ludzkiej wytrzymałości

Share
Hugh Glass - człowiek, który przekroczył granice ludzkiej wytrzymałości
Źródło: Wikimedia Commons
d3f135k

Siedząc w kinie, często śmiejemy się z wyobraźni filmowców. Oto bohater, który w prawdziwym świecie już dawno by „zszedł”, w wymyślonym przez scenarzystów uniwersum wciąż ma się świetnie. „Zabili go i uciekł” - zwykło się określać takie nieprawdopodobne sytuacje. Ale określenie to świetnie pasuje również do Hugh Glassa. Tyle że on żył naprawdę i na przełomie XVIII i XIX wieku zadziwił świat.

Jakie są granice ludzkiej wytrzymałości? Historia tego mężczyzny pokazała, że przedstawiciele gatunku Homo sapiens są w stanie znieść naprawdę wiele. Choć z góry trzeba przyznać, że 99,99 procent z nas nie przetrwałoby nawet promila tego, co udało się przeżyć Hugh Glassowi. Jego losy to gotowy scenariusz na film. Nic zatem dziwnego, że Hollywood w końcu postanowiło naprawić błąd i za pośrednictwem dużego filmu w gwiazdorskiej obsadzie opowiedzieć o człowieku, który uznawany jest za jednego z największych twardzieli wszech czasów.

Urodził się w Pensylwanii w latach 80. XVIII wieku. Ale szybko okazało się, że ten mający irlandzkie i szkockie korzenie jegomość nie nadaje się do siedzenia w miejscu. Miał doskonałą orientację w terenie, więc został traperem. Z jego usług przewodnika chętnie korzystano podczas rozmaitych wypraw. W 1822 r. rozpoczęła się najgłośniejsza z nich. Mężczyzna odpowiedział wówczas na ogłoszenie, które pojawiło się w gazecie „Missouri Gazette and Public Adviser”. Z jego treści wynikało, że generał William Henry Ashley poszukiwał 100 osób, które wzięłyby udział w organizowanej przez niego wyprawie w górę rzeki Missouri. Ashley wiedział, że nieskorzystanie z usług doświadczonego trapera byłoby błędem. Dla samego trapera była to zaś okazja do zarobienia niemałych pieniędzy.

d3f135k

W czasie trwania wyprawy ekipa podzieliła się na dwie grupy. Dowodzenie nad mniejszą z nich przejął Glass. W czasie wędrówki, która wiodła przez terytorium Dakoty Południowej, na jego drodze stanęła niedźwiedzica grizli w towarzystwie swoich małych. Gdy doszło do spotkania był całkowicie sam. Próby odstraszenia drapieżnika przy pomocy broni spełzły na niczym. Mężczyzna stanął do nierównej walki wręcz. Już po zakończeniu starcia, kiedy towarzysze Glassa pojawili się na miejscu, w którym miała miejsce bitwa, zastali przerażający widok. Ranioną nożem, dogorywającą niedźwiedzicę i ciężko rannego przewodnika.

Stan Glassa był bardzo zły. Zwierzę podczas walki zerwało mu skórę z głowy i poharatało mu klatkę piersiową. Z jego ciała wystawały żebra. Na domiar złego miał złamaną nogę. Jego towarzysze po przybyciu zabrali się za jego opatrywanie. Szybko jednak uznali, że ich wysiłki związane z ratowaniem trapera spełzną na niczym. W ich ocenie, nie miał on prawa wyjść z konfrontacji z niedźwiedzicą cało. Stwierdzili, że wcześniej czy później i tak umrze i nie dokończyli zabiegów.

To był jednak zaledwie początek dramatu Glassa. Z poszkodowanym zostało dwóch ochotników, którzy mieli z nim być aż do jego śmierci, a potem – zgodnie z rozkazami – pochować go. Kiedy reszta się oddaliła, oni stwierdzili, że nie będą czekać aż ranny dokona żywota. Wykopali grób i do niego złożyli ciągle oddychającego trapera. Wcześniej zabrali wszystkie należące do niego przedmioty, m.in. takie zapewniające przetrwanie na pustkowiu, uznając, że i tak nie będą mu już potrzebne. Potem odeszli, zostawiając ciężko rannego mężczyznę na pastwę losu.

Po odejściu mężczyzn Glass wyszedł z pospiesznie przygotowanego dla niego grobu i wyruszył przed siebie. Wytyczony przez niego szlak liczył aż 320 kilometrów. Taki dystans dzielił miejsce, w którym został pozostawiony sam sobie oraz fort Kiowa. Problemem dla niego był nie tylko głód oraz brak jakichkolwiek narzędzi, ale przede wszystkim trudny do wyobrażenia ból. Traper sam nastawił sobie nogę, a potem, aby nie dopuścić do gangreny, układał na ciele robaki, które wyjadały fragmenty martwej tkanki. Dużą część dystansu przebył, czołgając się po ziemi. Tym, co trzymało go przy życiu, było pragnienie zemsty. Zamierzał ukarać tych, którzy złożyli go do grobu, wiedząc, że jeszcze żyje.

d3f135k

W czasie trwającej wiele tygodni wędrówki, odżywiał się przede wszystkim dzikimi jagodami i korzonkami. Jedyna większa uczta miała miejsce, gdy spotkał na trasie wilki konsumujące martwego bizona. Glass rozpędził je i sam zabrał się za pałaszowanie mięsiwa. Fragment trasy wiodącej wzdłuż rzeki Cheyenne udało mu się przebyć za pomocą skonstruowanej przez siebie łódki. W czasie przeprawy spotkał Indian, którzy pomogli mu stanąć na nogi – zajęli się jego ranami i porządnie go nakarmili.

Kiedy wreszcie dotarł do fortu Kiowa i wydobrzał, zaczął planować zemstę. Cel? Odnaleźć i rozprawić się z Johnem Fitzgeraldem i Jimem Bridgerem, którzy w dużej mierze odpowiadali za piekło, jakie przeżył. Bridgerowi, ze względu na jego młody wiek, w końcu odpuścił. Fitzgerald wiedział, że traper opanowany jest tak głębokim pragnieniem zemsty, iż zdecydował się uciec przed nim do armii. Dopiero tam mógł się poczuć względnie bezpiecznie.

Po przerażającej przygodzie Glass powrócił do swojego fachu. Dalej był traperem. Umarł w 1833 r.

Już wkrótce historię niezłomnego przewodnika pozna cały świat. Wszystko za sprawą filmu „The Revenant”, zrealizowanego przez niedawnego zdobywcę Oskara – Alejandro Gonzalesa Inarritu. W roli Glassa – Leonardo DiCaprio.

d3f135k

RC/dm,facet.wp.pl

Zobacz trailer filmu "The Revenant"

d3f135k

Podziel się opinią

Share
d3f135k
d3f135k