Trwa ładowanie...
Ciekawostki

Jan Żyliński - czy polski książę zostanie burmistrzem Londynu?

Share
Jan Żyliński - czy polski książę zostanie burmistrzem Londynu?
Źródło: East News
d1gtbd1

"Nawet jak przegrywam, to wygrywam w jakiś inny sposób" - przekonuje Jan Żyliński, ekscentryczny arystokrata i skuteczny biznesmen, jeden z najbogatszych Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. W ostatnich latach walczy przede wszystkim o poprawę naszego wizerunku w oczach Anglików. Ukoronowaniem jego starań ma być zajęcie fotela burmistrza Londynu.

O Janie Żylińskim zrobiło się głośno wiosną tego roku, gdy w czasie kampanii przed wyborami parlamentarnymi w Wielkiej Brytanii wyzwał na pojedynek Nigela Farage'a, szefa nacjonalistycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, znanego z ataków na polskich emigrantów, którym zarzucał m.in. powodowanie korków na autostradach. W internetowym nagraniu Żyliński oznajmił: "Proponuję, aby spotkać się z naszymi szablami w Hyde Park'u o świcie i rozwiązać tę sprawę w tradycyjny sposób, w jaki XVIII wieczny polski arystokrata i angielski gentelman by uczynili. Jeśli ta propozycja panu nie odpowiada albo pańska szabla jest trochę zardzewiała panie Farage, możemy się spotkać na inny pojedynek, słowny, w studio telewizyjnym w przedbiegach wyborów".

Gazeta "Daily Telegraph" przeprowadziła nawet z tej okazji sondaż, pytając, kto wygrałby taki pojedynek. Blisko 90 proc. ankietowanych wskazało na Polaka. Jednak do starcia nie doszło. Farage odmówił konfrontacji, tłumacząc, że nie chce wprowadzać przemocy do kampanii wyborczej. Mimo to Żyliński nie żałował swojej kampanii. "Podniosłem na duchu naszych rodaków w Wielkiej Brytanii. Dałem im poczucie dowartościowania się. (...) Chwilami mam wrażenie, że wywołałem powstanie, a co najmniej pospolite ruszenie Polaków" - cieszył się w jednym z wywiadów ekscentryczny milioner, który postanowił pójść za ciosem i powalczyć o fotel burmistrza Londynu.

d1gtbd1

* Wiara w siebie*

Pochodzi z bardzo zacnej rodziny, o której wspomina nawet Lew Tołstoj w nieśmiertelnym dziele "Wojna i pokój". Ojciec Jana, Andrzej Żyliński, był prawnikiem i oficerem rezerwy, który we wrześniu 1939 roku dowodził słynną szarżą 4. Szwadronu 11. Pułku Ułanów Legionowych na oddziały Wehrmachtu w Kałuszynie, niewielkiej miejscowości pod Mińskiem Mazowieckim. Po kampanii wrześniowej Żyliński przedarł się przez Rumunię i Francję do Wielkiej Brytanii. Był bliskim współpracownikiem generała Władysława Andersa. Po wojnie pozostał na Wyspach, pracując jako prawnik i doradzając licznym polskim emigrantom. Na jednej z polonijnych imprez poznał przyszłą żonę, a w 1951 r. na świat przyszedł ich syn.

Janek miał siedem lat, gdy jego ojciec zmarł na raka mózgu. Matka chłopca nie załamała się i zaczęła robić karierę w handlu nieruchomościami. "Sprzedała domek w Streatham i kupiła wielką ruinę na Ealingu. Sama kładła tapety i skrobała ściany. Potem wynajmowała pokoje lokatorom. (...) Pieniądze z wynajmu matka lokowała w kolejne ruiny. Miała silny charakter. Pamiętam, jak raz kosiła trawę przed domem. Kosiarka się psuje, więc mamusia jej daje kopniaka. I maszyna jedzie dalej. Tak się uczyłem wiary w siebie i podstaw przedsiębiorczości" - wspomina Jan Żyliński w rozmowie z dziennikiem "Polska. The Times".

* "Leoś zrobił mnie milionerem"*

d1gtbd1

Młodzieniec studiował w słynnej londyńskiej London School of Economics, ale po latach przyznał, że wolał "czysty kapitalizm, który miał na ulicy". Stał się wyłącznym dystrybutorem na Wielką Brytanię plakatów cenionych polskich twórców. Nabywał je za 60 pensów, a sprzedawał za 1,5 funta. Później zaczął handlować pocztówkami przedstawiającymi młodzieżowe gwiazdy. "Hit wszech czasów to Leoś, Leonardo DiCaprio. Jako nastolatek wyglądał jak dziecko, idealny materiał na pocztówkę dla dziewczynki. Wiesza sobie taka Leosia i tęskni. Dwie tony tygodniowo Leosia sprzedawałem. I wysyłałem: Tokio, Tel Awiw, Stambuł. Leoś najpierw zrobił mnie milionerem, a potem spłatał psikusa. W wywiadzie powiedział, że nigdy by się z Żydówką nie pocałował. Z dnia na dzień przestał się sprzedawać. Zostałem z kontenerem Leosiów w porcie" - wspomina w "Polityce" Żyliński.

Z czasem zaczął też zajmować się obrotem nieruchomościami, na czym dorobił się milionów. Wreszcie mógł zrealizować marzenie babci, urządzającej przed wojną w pałacu w Gozdowie pod Płockiem słynne przyjęcia, na których bywała ówczesna śmietanka towarzyska, z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym na czele. "Gdy miałem 6 lat, przyrzekłem jej, że odbuduję ten pałac. Słowa dotrzymałem ze sporym poślizgiem. Nie w Gozdowie, tylko w Londynie" - tłumaczy Żyliński. W 2002 r. biznesmen kupił posesję w dzielnicy Ealing i przerobił rozpadający się budynek na imponującą posiadłość w stylu Ludwika XVI, co doprowadziło do konfliktów z sąsiadami, skarżącymi się, że okazały budynek przytłacza ich ceglane domki i niewielkie ogródki.

"Polacy, idziemy na wojnę"

Jan Żyliński świetnie radzi sobie w świecie biznesu, a teraz postawił sobie za cel poprawę wizerunku naszych rodaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. "Przeciętny Polak jest na Wyspach od 8, 9 lat. Żyje we względnej stabilizacji, ale rozgląda się i pyta, co dalej? Więc mówię im: idziemy na wojnę, zdobyć ten kraj, naprawdę zaistnieć i doprowadzić do kresu dyskryminacji w stosunku do nas. To jest do zrobienia w ciągu trzech lat" - przekonuje w jednym z wywiadów i dodaje: "Wszystkim Polakom spotkanym mówię: Musicie mieć pieniądze, bo tylko bogatych się boją. Pieniądz to jest wolność, niepodległość". Żyliński zamierza wystartować w przyszłorocznych wyborach na burmistrza Londynu. Ma już poparcie lokalnego oddziału Partii Konserwatywnej, której jest członkiem od kilkunastu lat.

d1gtbd1

"Mój program jest bardzo prosty: wybudowanie miliona nowych mieszkań w mieście, posadzenie miliona drzew a także obniżka cen biletów komunikacji miejskiej o 50 procent" - tłumaczy Agencji Informacyjnej Polska Press. Jan Żyliński zamierza też rozpocząć starania o postawienie w centrum Londynu pomnika poświęconego polskim pilotom uczestniczącym w "bitwie o Anglię". Na cokole ma widnieć cytat z lorda Normana Beresforda Tebbita, ministra w rządzie Margaret Thatcher, a w czasie wojny pilota RAF, który przyznał kiedyś: "Bez Polaków nie byłoby wygranej".

(fot. East News)

Żyliński ma doświadczenie w stawianiu pomników. Rok temu w Kałuszynie odsłonięto ufundowanego przez biznesmena Złotego Ułana, upamiętniającego 75. rocznicę bitwy, w której brał udział ojciec Żylińskiego. Milioner wspiera także inicjatywę fundacji Jana Pietrzaka, planującego wybudowanie w Warszawie potężnego, przynajmniej 50-metrowego, łuku triumfalnego, który ma upamiętnić 100-lecie Bitwy Warszawskiej.

Rafał Natorski

d1gtbd1

Podziel się opinią

Share
d1gtbd1
d1gtbd1