Trwa ładowanie...
d15yksy
Ciekawostki

Leczenie piwem... alkoholizmu

Share
Leczenie piwem... alkoholizmu
Źródło: AFP
d15yksy

Terapia alkoholizmu kojarzy się zazwyczaj z mityngami AA, metodą dwunastu kroków oraz nieodłącznym wsparciem rodziny i sponsora, którzy dokładają wszelkich starań, by chory nie sięgnął po kieliszek. Natomiast, tym z czym się na pewno nie kojarzy jest zachęcanie do spożywania alkoholu. A jednak, jedna z klinik odwykowych postanowiła zmienić zasady gry...

Zakład leczenia alkoholików w holenderskim Amersfoort, na pierwszy rzut oka, bardziej niż placówkę terapeutyczną przypomina raczej ośrodek wczasowy. Nie ma tu sal wypełnionych płaczącymi ludźmi, którzy siedząc w kole, rozklejają się na wspomnienie o nieudanych wyborach życiowych i straconym czasie. Nikt nie mówi "Cześć, jestem Bob.", niczym na amerykańskich filmach, również kontakt z psychoterapeutami ograniczony jest do minimum. Leczenie farmakologiczne także nie ma tu swojego zastosowania. A co zamiast tego?

51-letnia Janetta van Bruggen rozparta na fotelu, w jednej ręce trzyma odpalonego papierosa, natomiast w drugiej na wpół dopitą puszkę piwa. Jej koledzy, Bob van Deuveren (28) oraz Marjan Kryger (45) kończą partię bilarda angielskiego. Marjan stwierdza po wbiciu czarnej bili, "Tutaj czuję się bezpiecznie. Mogę pić piwo od rana, bez cudzych osądów, wyśmiewania czy wysłuchiwania obelżywych wyzwisk rzucanych pod moim adresem." Kiedy Bob kończy swoje piwo wie, że do następnego musi wytrzymać jeszcze godzinę. "Chcę rzucić ten nałóg, by móc wreszcie założyć rodzinę, zbudować dom", mówi mężczyzna wyrzucając zgniecioną puszkę do kosza.

d15yksy

Rezydenci holenderskiego ośrodka pierwsze piwo otrzymują o godzinie 7.30, następne co godzinę - tak wygląda aktualna rutyna. Wcześniej ich trunkiem było wino, które z racji na większą ilość procentów służyło jako "alkohol przejściowy". Wino miało zagłuszyć największy głód, natomiast gdy opiekuni doszli do wniosku, że z leczeniem można iść już dalej, uczestnicy programu przeszli na napój z chmielu. Aktualnie, mają do dyspozycji dziesięć puszek dziennie. Zgodnie z założeniem programu - z czasem i ta ilość będzie się systematycznie zmniejszać. Dodatkowo, postępy nagradzane są lepszym standardem życia: pacjenci robiący największe postępy mają do dyspozycji więcej wygód oraz dodatkowe swobody.

W tej chwili, centrum liczy 15 mężczyzn oraz 4 kobiety (rozpiętość wieku to około 40 lat, od osób 20-kilkuletnich, do 60-latków). Wszyscy oni swego czasu sięgnęli dna. Każdy z alkoholików borykał się z uzależnieniem od minimum 10 lat. Gdy trafili do ośrodka, nie mieli nic: domu, rodziny, przyjaciół, dachu nad głową. Ich dobytek ograniczał się do dających się jeszcze wykorzystać śmieci, znalezionych w koszach przy supermarketach oraz nieodłącznej butelki, obwiniętej papierową torbą. Byli to ludzie z popalonymi za sobą mostami, wzięci z ulicy. Innymi słowy, najgorsi z najgorszych...

Szefowie kliniki wierzą, że jest to pierwsze takie miejsce w Europie. Oparte na kanadyjskim koncepcie, zakłada stopniowe wyjście z nałogu, poprzez podtrzymywanie we krwi pacjentów coraz mniejszych ilości alkoholu. Tym sposobem, przeskok do stanu permanentnej trzeźwości odbywa się mniej drastycznie i boleśnie dla pacjentów - a więc w tym przypadku bardziej zasadne jest użycie terminu "przejście w stan abstynencji". "Gdy alkoholik budzi się rano, jest na głodzie, odczuwa przykre sensacje, cierpi. Szuka więc jakiegoś napoju wyskokowego i pije, pije aż poczuje się lepiej. Taka osoba jest w stanie opróżnić butelkę martini czy wina w kilka sekund, jeszcze przed śniadaniem. Potem upijają się jeszcze bardziej, powodują awantury. Szkodzą społeczeństwu, ale także sobie - przecież cierpią na tym ich mózgi i wątroby", mówi "AFP" szef centrum, Pieter Puijk.

Innymi słowy, "metoda kanadyjska", choć na pozór kontrowersyjna, wydaje się być skuteczniejsza od tradycyjnego porzucenia alkoholu, z dnia na dzień. Alkoholik, zmniejszając dawki przyjmowanych procentów, stopniowo przyzwyczaja się do życia poza stanem upojenia. Dodatkowo, pozwala to uniknąć cierpień, o których wspominał Puijk, a tym samym wpływa na zmniejszenie dyskomfortu psychicznego, przez co również pomoc psychiatryczna ogranicza się do minimum. Z kolei, system nagród (wyższy komfort, przywileje), pozwala pacjentom zmienić sposób myślenia z "ulicznego" na bardziej cywilizowany, zakorzeniając w nich jednocześnie pragnienie powrotu do społeczeństwa, poprawy swojego stanu. Obecnie, każdy z pacjentów jest uprawniony do pięciu litrów piwa dziennie. Kwestia wykorzystania limitu w całości lub też tylko w części, pozostawiana jest im. Jeżeli odczuwają, że nie mogą się powstrzymać i alkohol jest im koniecznie potrzebny, muszą udać się do specjalnego baru, gdzie kupują półlitrową puszkę za kwotę 0,40 €. Na
dzień dzisiejszy, klinika zakupuje alkohol w ilościach hurtowych - miesięcznie nabywając około 4 000 puszek złocistego trunku. Oczywiście, z czasem ta ilość będzie się zmniejszać, aż do ostatecznego wyzdrowienia.

d15yksy

Rzeczą wiadomą jest, że alkoholik - nawet po porzuceniu nałogu - jest osobą specyficzną, która nigdy nie będzie wiodła "normalnego życia". Walka z pokusą jest kampanią trwającą praktycznie, aż do śmierci. Dodatkowo, pacjenci holenderskiego programu są w szczególnie trudnym położeniu, jako że nie mają dokąd wracać po zakończeniu programu. Wydaje się zatem zasadne stworzenie specjalnego programu pomocy, umożliwiającego alkoholikom adaptację i powrót na łono społeczeństwa. Dopiero, gdy te dwie inicjatywy zostaną odpowiednio zsynchronizowane, być może wtedy "metoda kanadyjska" da nadzieję na lepszą przyszłość setkom tysięcy zniewolonych przez nałóg ludzi.

Czy Waszym zdaniem, tego typu kliniki mają rację bytu?

d15yksy

Podziel się opinią

Share
d15yksy
d15yksy