Trwa ładowanie...
d4ew6w1
Ciekawostki

Metal Gear Solid: Portable Ops (PSP)

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Metal Gear Solid: Portable Ops (PSP)
(WP.PL)
d4ew6w1

To dziwne i fascynujące zarazem, że oto cała moc serii Metal Gear Solid zmieściła się na jednym krążku UMD. Portable Ops to nie żadna turówka ani inna zabawka dla najmłodszych. Nie, to jest gra w pełni zasługująca na metkę z podpisem: od mistrza Hideo Kojimy. Wspaniała i wciągająca historia, doskonały klimat, a przede wszystkim trzymająca w napięciu i w pewnym stopniu nowatorska rozgrywka, przypominająca swoim stylem wersje z konsol stacjonarnych. Co tu więcej mówić, tytuł obowiązkowy dla każdego fana Metal Gear Solid.

Historia ma miejsce kilka lat po wydarzeniach znanych ze Snake Eater. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że przez całą grę napotykamy na odniesienia do poprzedniczki. Naked Snake trafia w niejasnych dla nas okolicznościach do zgniłego więzienia gdzieś w Ameryce Południowej. Po jakimś czasie nawiązuje dialog z mężczyzną z sąsiedniej celi. Roy Campbell, bo tak ów się nazywa, pomaga wydostać się z więzienia naszemu bohaterowi. Big Boss wdziewa kombinezon i odpala radio. Z rozmowy ze starymi znajomymi Snake dowiaduje się o przyczynach całej sytuacji.

W grze nie brak charyzmatycznych postaci, bossów wyposażonych w niezwykłe umiejętności oraz pięknych kobiet. Być może początek historii nie powoduje, że chce się grać dalej, ale wierzcie mi, po trzech godzinach nie mogłem się od Metal Gear Solid: Portable Ops oderwać.

d4ew6w1

Na uwagę zasługują animacje pojawiające się w ważniejszych momentach gry. Nie są to przerywniki w formie filmików, ale czarno białe rysunki wzbogacone o ruchome elementy. Oglądanie tego typu animacji daje sporo satysfakcji, choć trzeba przyznać, że główny bohater przedstawia się na rysunkach dość specyficznie.

Snake i Campbell kradną ciężarówkę i uciekają gdzieś w dżunglę. Tam rozbijają bazę wypadową. Główny bohater wie, że do skutecznego toczenia bojów na tak dużym obszarze Ameryki Południowej potrzebna jest im pomoc. Zatem pierwsze, co trzeba zrobić, to zwerbować żołnierzy, którzy zechcą przysłużyć się naszej sprawie. W tym celu porywamy sowieckich kamratów i pakujemy ich na tył ciężarówki. Niektórzy przekonają się do nas w wyniku wymiany poglądów, a inni pod wpływem zimnej podłogi celi. Tak czy inaczej - zyskamy lojalnych towarzyszy. No, ale po co nam oni? Czy Naked Snake już nie może sobie sam poradzić? Otóż może i nic nie stoi na przeszkodzie, aby przejść zdecydowaną większość misji tylko przy pomocy Big Bossa. Początkowe działania w kwestii administrowania naszej bazy mogą być chaotyczne, jednak z czasem stworzymy sprawnie działającą bazę. Zebranym żołnierzom przydzielamy obowiązki według ich umiejętności. Musimy zadbać o dział medyczny, techniczny, wydział wywiadowczy, a przede wszystkim kierować jednostki
do grup uderzeniowych.

O ile zwykły żołnierz jest raczej cieniasem, o tyle komandos z FOX jest już perełką w naszych formujących się szeregach. Możemy także zwerbować naukowców, wysoko postawionych dygnitarzy, oficerów i kogo nam się żywnie podoba. Każda z jednostek opisana jest współczynnikami mówiącymi o przydatności w boju. Niektórzy lepiej walczą wręcz, inni świetnie strzelają, podkładają miny, szybciej dźwigają ogłuszonych wrogów itp. Gdy formujemy oddział uderzeniowy, warto zwrócić uwagę na to, kto wchodzi w jego skład, bowiem każdy z żołnierzy może wziąć udział w bitwie i przysłużyć się swoimi umiejętnościami. Oczywiście nie ma mowy o wspólnym działaniu, a o wymianie jednostek. W każdej lokacji znajdują się miejsca, gdzie możemy ukryć naszego bohatera. Gdy już to zrobimy, musimy zdecydować się na wybór innego, który zacznie przygodę w miejscu, gdzie go wcześniej ukryliśmy. Dodam, że służą do tego kartonowe pudła. Pomysł jest wyjątkowo udany. Trzeba bowiem wiedzieć, że jeżeli nasza postać jest tak samo ubrana jak przeciwnik,
to przeciwnik nie zwróci na nią uwagi. Gorzej, gdy nagle wyskoczy zupełnie inny koleś. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby „żonglować” dostępnymi w oddziale jednostkami, by szybko i bezboleśnie zakończyć etap.

Kolejna zmiana w stosunku do poprzednich MGS-ów to możliwość wyboru misji. Mamy przed sobą mapę z zaznaczonymi lokacjami. Wraz z rozwojem gry będziemy mieli możliwość wyboru nowych. Aby dowiedzieć się, co też się dzieje ciekawego w danym miejscu, należy wysłać tam szpiega. Ów będzie co chwila przysyłał specjalne raporty. Czasami będzie to po prostu komunikat, że w danym magazynie znajduje się broń, amunicja czy apteczki. Jednak o wiele większą rolę odgrywają komunikaty mówiące o celach najważniejszych. To dzięki temu wiemy, gdzie w dalszej kolejności musimy uderzyć, aby ruszyć z grą. Często jednak będziemy decydować się na infiltrację wrogiego terytorium tylko po to, by pozyskać sojuszników i zebrać potrzebne wyposażenie. Chwała twórcom za to, że możemy porwać kilku wrogów i kiedy tylko nam się zechce, anulować misję, by powrócić do bazy z nowymi kompanami.

d4ew6w1

Zwiedzimy wrogie stacje komunikacyjne, magazyny, posterunki, zajrzymy do portu jakiegoś miasta czy do szpitala. Niektóre lokacje są wyjątkowo małe, a ukończenie etapów trwa zaledwie kilka minut. Czasami jednak zdarzają się większe miejscówki, jak na przykład wspomniane miasto. Jeśli chodzi o przydatność architektury w skradaniu się, to nie odnotowałem niczego wyjątkowego. Bliżej w tym względzie do Snake Eater niż Sons of Liberty.

Sama rozgrywka niczym nie różni się od poprzednich odsłon gier z wytwórni Konami. Tak więc czaimy się za plecami strażników, ogłuszamy ich i niekiedy strzelamy z dostępnych broni. Podkładamy C4, łykamy medykamenty i czołgamy się w kanałach. Walki z bossami wymagają nieco więcej wysiłku, ale i oni są do pokonania. Absolutny standard znany z dużej konsoli Sony. Razi brak możliwości skradania się w postawie kucznej. Sterowanie, jeśli mówimy o podstawowych czynnościach, daje się opanować, jednak takie kombinacje jak strzał zza rogu ściany to już prawdziwy cyrk. Może dla niektórych to wada, ale działania na polu bitwy nie mają czasami nic wspólnego z realizmem. Chodzi mi o momenty, w których szarżujemy z pieśnią na ustach na hordy wrogów, przebijając się do docelowego pomieszczenia. Wchodzimy w czerwony migający kwadrat oznaczający cel misji, po czym jesteśmy informowani, że zakończyliśmy etap. Wokół nas strzały, wrogów od groma, a my spokojnie wracamy do bazy. Jeżeli komuś zależy na skomplikowanym i naprawdę
cichym działaniu, to ma po temu okazję. Z kolei jeżeli po raz kolejny przechodzi misję i nie może z czymś sobie poradzić, nic nie stoi na przeszkodzie, aby zakończyć ją w pełnym biegu.

Naked Snake na małym ekranie prezentuje się fenomenalnie. Model postaci i jej szczegóły to istny majstersztyk. Zdecydowanie gorzej jest z teksturami i szczegółowością otoczenia. W budynkach razi pustka. Jakieś stoły, butla gazowa i wszystko w tej sprawie. Z kolei muzyka to bez dwóch zdań prawdziwe cudo. Również dialogi i efekty dźwiękowe stoją na wysokim poziomie. Od strony technicznej jest więc niemal świetnie. Gra jest dość długa. Dodatkowo gracz może przebierać w opcjach rozbudowanego trybu multiplayer. Jeżeli jeszcze nie grałeś w Portable Ops, a jesteś fanem serii, to ta pozycja jest dla Ciebie wprost obowiązkowa.

czytaj więcej na gry.wp.pl

d4ew6w1

Podziel się opinią

Share

d4ew6w1

d4ew6w1