wp
Historia
18-09-2013 (10:32)

Na film o rotmistrzu Pileckim zabrakło, bo MON organizował koncerty i grał w szachy

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na film o rotmistrzu Pileckim zabrakło, bo MON organizował koncerty i grał w szachy
(PAP)

Prawie 150 tysięcy złotych wpłacili prywatni darczyńcy na konto zbiórki publicznej "Projekt: Pilecki" prowadzonej przez Stowarzyszenie Auschwitz Memento z Oświęcimia. Akcja trwa od lata 2012 roku, a stowarzyszenie próbowało zdobyć fundusze od wielu różnych instytucji, biorąc udział m.in. w konkursach organizowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwo Obrony Narodowej, Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych czy Urzędy Marszałkowskie i ich agendy. Ich działania nie przyniosły żadnego efektu. Co ciekawe, w tym czasie stowarzyszenie nie miało problemu z pozyskaniem środków na inne swoje projekty.

Przedstawiciele stowarzyszenia zgłosili się też, w oficjalnych prośbach, do senatorów, europosłów, samorządowców. Proszono o zaledwie 100 złotych. - Gdyby każdy zgodził się ofiarować tak małą kwotę, zebralibyśmy fundusze na film - mówi Bogdan Wasztyl, koordynator "Projektu: Pilecki". Odzew był jednak przerażająco mały. Odpowiedziało zaledwie siedmiu senatorów, ich nazwiska można zobaczyć na stronie internetowej projektu. Żaden z europosłów nawet nie zainteresował się filmem. Pomimo tego, że na całej inicjatywie nikt nie chce zarobić, stowarzyszenie ma na swoim koncie sporo innych, bardzo dobrych i cenionych produkcji, nikt nie chciał pomóc w robieniu filmu o Pileckim. Dlaczego?

wp

W Polskim Instytucie Sztuki Filmowej autorzy usłyszeli, że "Auschwitz to niebezpieczny temat". Film nie miał jednak traktować o Auschwitz, tylko o jednym z najwybitniejszych i najdzielniejszych ludzi w historii Polski. Twórcy przypominają, że w połowie ostatniej dekady ubiegłego wieku historyk Adam Cyra obronił pracę doktorską o rotmistrzu Witoldzie Pileckim i rozpoczął starania o jej opublikowanie. Okazało się wówczas, że - mimo iż praca miała znakomite recenzje - nikomu nie zależało na jej wydaniu. Z jakiego powodu w kraju, w którym narzeka się na brak autorytetów, nie robi się filmów i nie wydaje książek o tych, którzy byliby idealnymi kandydatami na bohaterów nie tylko młodego pokolenia? Postanowiliśmy sprawdzić, dlaczego mówienie o polskich ofiarach Auschwitz i Witoldzie Pileckim to "niebezpieczny temat"?

Co jest ważniejsze od rotmistrza?

W Ministerstwie Obrony Narodowej przekonywano nas, że projekt Stowarzyszenia Auschwitz Memento odrzucono, bo nie spełnił założonych wymagań, m.in. nie dostarczył scenariusza, co jak powiedział nam przedstawiciel ministerstwa, "uniemożliwiło obiektywną analizę treści produkcji". Ponadto uznano, iż wkład własny Stowarzyszenia był zbyt mały, żeby można było do niego dokładać. Czy rzeczywiście wniosek był złożony nieprawidłowo? Nic bardziej błędnego. Stowarzyszenie Auschwitz Memento tworzą m. in. historycy, w tym jeden z najlepszych w Polsce "specjalistów od rotmistrza", Adam Cyra. Scenariusz nie był wymagany do udziału w konkursie, ale - prawdą jest, że kryteria takiego konkursu są tak złożone, iż dają urzędnikom państwowym możliwość arbitralnego odrzucenia niemal każdego wniosku. Twórcom Auschwitz Memento naprawdę trudno odmówić zaangażowania i fachowości - prowadzą dedykowaną projektowi stronę internetową, organizują konferencje popularnonaukowe, starają się o publikacje w mediach, przygotowują wiele
materiałów naukowych, które popularyzują postać Witolda Pileckiego. Czy zadecydowała zła wola urzędników? Nie wiemy. Ppłk. Jacek Sońta, rzecznik prasowy MON-u jest innego zdania. - W przypadku produkcji filmowych obowiązkowe jest dołączenie kompletu materiałów umożliwiających ich wstępną ocenę. W omawianym przypadku Oferent nie dopełnił założonych wymagań, gdyż nie dostarczył scenariusza. - napisał w przesłanej do nas informacji. Co innego twierdzą, przypomnijmy, członkowie Stowarzyszenia Auschwitz Memento. Warto jednak przyjrzeć się temu, kto i co miało więcej szczęścia w konkursach organizowanych przez MON.

Działając na podstawie art. 13 ustawy z dnia 24 kwietnia 2003 r. o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie, Minister Obrony Narodowej ogłosił otwarty konkurs na realizację zadań publicznych w zakresie "obronności państwa i działalności Sił Zbrojnych RP". Były to m.in.: 47. Konkurs Orkiestr Wojskowych "Świeradów Zdrój 2012", na realizację którego zaplanowano kwotę w wysokości 100 000 złotych. Mistrzostwa Wojska Polskiego w Szachach kosztowały MON 50 000 złotych. Nawet pojedyncze konferencje naukowe spotykały się z większą przychylnością MON-u niż film o Pileckim. Dla przykładu, na konferencję na temat: "Wojewódzka administracja rządowa w przygotowaniach obronnych państwa" zaplanowano kwotę 32 000 złotych (!). Oprócz tego MON wydawał pieniądze na książki, albumy, szkolenia. Niektóre z nich - szokująco drogie. Na szkolenie selekcyjne na samolotach kandydatów do WSOSP zaplanowano kwotę 1 350 000 zł (w 2011 roku takie zadanie było sfinansowane w wysokości 1 030 000 zł) Nikt nie daje gwarancji, od
jakiej kwoty zaczyna się świetne wyszkolenie, ale każdy przecież w Polsce przyzna, że na umiejętnościach pilotów wojskowych nie wolno i nie powinno się oszczędzać. Jeśli MON wolał grać w szachy niż kręcić film o Pileckim, to może udało się w innych instytucjach, które przecież za publiczne pieniądze powołane są do tego, aby wspierać podobne inicjatywy? Niestety, film o Witoldzie Pileckim nie spodobał się w Muzeum Historii Polski. Rzeczniczka biura prasowego odpowiedziała nam, że w 2013 roku Stowarzyszenie Auschwitz Memento dostało dotację na film "Ucieczka z Auschwitz". W 2012 roku dotacji nie otrzymali, a pani rzecznik działu edukacyjnego MHP zdziwiła się, że film "Ucieczka z Auschwitz" i film o Witoldzie Pileckim to dwa różne filmy, bo jej zdaniem Stowarzyszenie dwa razy zgłaszało się po dotację na ten sam film.

wp

Skoro nie udało się w Ministerstwie Obrony Narodowej, nie powiodło się w Muzeum Historii Polski, to może w Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych będzie więcej szczęścia? Niestety i tam projekt filmu o Witoldzie Pileckim nie trafił na dobry grunt. Oferta konkursowa została rozpatrzona negatywnie. Z 75 zgłoszonych ofert rekomendacje otrzymało 37 projektów, a wśród nich wiele zacnych i słusznych inicjatyw, których beneficjentami były m.in. Związek Piłsudczyków, Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, czy Ostrołęckie Stowarzyszenie Historyczne "Czwartacy".

Niestety, w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego i w małopolskim Urzędzie Marszałkowskim "Ochotnik do Auschwitz" znów nie miał szczęścia. Nikt nie chce filmu o rotmistrzu! Dlaczego, może to nieciekawa postać? Kim w ogóle był ten cały Pilecki? Kim był człowiek, który został dobrowolnym więźniem KL Auschwitz?

Nieprzypadkowy bohater

26 i 27 dzień kwietnia 1943 roku, Witold Pilecki (wówczas w stopniu porucznika), wraz z dwoma współwięźniami, uciekł z obozu zagłady. Barbara Powroźnik, autorka biografii Pileckiego, wspomina tę ucieczkę w takich słowach: "Uciekali: Witold Pilecki, Jan Redzej i Edward Ciesielski. Ci trzej byli najbardziej zagrożeni. Przystąpiono do zorganizowania ucieczki. Przygotowano fałszywe dokumenty, cywilne ubrania, płyn do zacierania śladów przed pościgiem psów, pieniądze i wreszcie kapsułki z cyjankiem potasu, na wszelki wypadek, gdyby dostali się w ręce Niemców (...) Mżył deszcz. Przed świtem ukryli się w lesie na bagnach. Potem marsz nocny. Pomogli im ksiądz i chłopi w Alwerni. Potem granica GG. Spotykali patrol Wehrmachtu. Dochodzi do strzelaniny. Pilecki został ranny. (...) Dalej, to Warszawa i Komenda Główna AK, później krótki pobyt w kieleckiej partyzantce i powrót na stałe do warszawskiej konspiracji. Natychmiast po przybyciu do Warszawy, w sierpniu 1943 r., Pilecki złożył obszerny raport w KG AK. Przedstawił
zastraszający obraz oświęcimskiej rzeczywistości" (Barbara Powroźnik, Rotmistrz Witold Pilecki). Niemal 3 lata wcześniej, 19 września 1940 roku, Witold Pilecki dobrowolnie dał się schwytać Niemcom w ulicznej łapance w Warszawie. Chciał w ten sposób dostać się do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie mógł zdobyć wiarygodne dane na temat zbrodni hitlerowskich i stworzyć konspirację wojskową wśród więźniów nazistowskiego KZ-tu. Pilecki, jako żołnierz Tajnej Armii Polskiej (TAP) powziął plan zdobycia materiałów wywiadowczych z tworzonych przez hitlerowców obozów koncentracyjnych. Bezpośrednim powodem była rosnąca liczba aresztowań wśród żołnierzy TAP oraz informacje o zbrodniczych działaniach Niemców. By dostać się do obozu, Pilecki wszedł w "kocioł" podczas łapanki na stołecznym Żoliborzu. Został zatrzymany w kamienicy na ul. Wojska Polskiego 40.

wp

Podając się za Tomasza Serafińskiego - ukrywającego się żołnierza polskiego - został wywieziony do obozu Auschwitz. Za drutami znalazł się w nocy z 20 na 21 września. Otrzymał numer 4859. Mimo nieludzkich warunków, chorób, Pilecki ps. Serafiński zbierał i przekazywał materiały wywiadowcze przez wypuszczanych na wolność więźniów. To on przygotował pierwszą tajną notę na temat ludobójstwa w Auschwitz.

O tamtych chwilach pisał później tak: "W ciągu tych paru dni niektórzy zdążyli już zapoznać się z pałką gumową spadającą na ich głowy. Mieściło się to jednak w ramach możliwych do przyjęcia, dla ludzi przyzwyczajonych do tego rodzaju sposobów utrzymywania ładu przez stróżów porządku. W tym czasie niektóre rodziny wykupywały swych najbliższych, płacąc ogromne sumy esesmanom. W nocy spaliśmy wszyscy pokotem na ziemi. Ujeżdżalnię oświetlał ogromny reflektor, stojący przy wejściu. Po czterech stronach umieszczeni byli esesmani z bronią maszynową. Było nas tysiąc osiemset kilkudziesięciu. Mnie osobiście najbardziej denerwowała bierność masy Polaków. Wszyscy złapani nasiąkli już jakąś psychozą tłumu, która wtedy wyrażała się w tym, że cały ten tłum upodobnił się do stada baranów. Nęciła mnie myśl prosta: wzburzyć umysły, poderwać do czynu tę masę" (frag. Witold Pilecki, "Raport Witolda" z 1945 roku).

W latach 1944-45 był w niewoli niemieckiej w oflagu VII A w Murnau, następnie dołączył do II Korpusu Polskiego we Włoszech. W październiku 1945 roku, na osobisty rozkaz gen. Andersa, wrócił do Polski, by prowadzić działalność wywiadowczą na rzecz II Korpusu. Jesienią 1945 roku zorganizował siatkę wywiadowczą i rozpoczął zbieranie informacji wywiadowczych o sytuacji w Polsce, w tym o żołnierzach AK i II Korpusu więzionych w obozach NKWD i deportowanych do Rosji.

Prowadził również wywiad w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (MBP), MON i MSZ. Nie zareagował na rozkaz Andersa polecający mu opuszczenie Polski w związku z zagrożeniem aresztowania. Rozważał skorzystanie z amnestii w 1947 roku, ostatecznie postanowił się jednak nie ujawniać.

wp

8 maja 1947 roku został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, torturowany i oskarżony o działalność wywiadowczą na rzecz rządu RP na emigracji. 3 marca 1948 r. przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie rozpoczął się proces tzw. grupy Witolda.

Rotmistrz Pilecki został oskarżony o: nielegalne przekroczenie granicy, posługiwanie się fałszywymi dokumentami, brak rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, nielegalne posiadanie broni palnej, prowadzenie działalności szpiegowskiej na rzecz Andersa oraz przygotowywanie zamachu na grupę dygnitarzy MBP. Zarzut o przygotowywanie zamachu Pilecki stanowczo odrzucił, zaś działania wywiadowcze uznał za działalność informacyjną na rzecz II Korpusu, za którego oficera wciąż się uważał. Podczas procesu przyznał się do pozostałych zarzutów. Prokuratorem oskarżającym Pileckiego był mjr Czesław Łapiński, przewodniczącym składu sędziowskiego ppłk Jan Hryckowian (obaj byli dawnymi oficerami AK), sędzią kpt. Józef Brodecki. Skład sędziowski (jeden sędzia i jeden ławnik) był niezgodny z ówczesnym prawem.

15 marca 1948 roku rotmistrz został skazany na karę śmierci. Prezydent Bolesław Bierut nie zgodził się na ułaskawienie. Wyrok wykonano 25 maja w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej, poprzez strzał w tył głowy. Witold Pilecki pozostawił żonę, córkę i syna. Przed śmiercią był torturowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: "Oświęcim to była igraszka". Miejsce pochówku rotmistrza nigdy nie zostało ujawnione przez komunistyczne władze, prawdopodobnie zwłoki zakopano na wysypisku śmieci koło Cmentarza Powązkowskiego (tzw. kwatera Ł - łączka).

Podziel się
wp

Pracownicy IPN podczas prac ekshumacyjnych ofiar terroru komunistycznego na tzw. Łączce na stołecznych Powązkach Wojskowych (fot. PAP/Tomasz Gzell)

Do roku 1989 wszelkie informacje o dokonaniach i losie Pileckiego podlegały cenzurze. Witold Pilecki został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1995) i Orderem Orła Białego (2006). 6 września tego roku został pośmiertnie awansowany przez Ministra Obrony Narodowej do stopnia pułkownika.

Stowarzyszenie Auschwitz Memento - jaki jest ich cel?

Członkowie stowarzyszenia wciąż prowadzą akcję pozyskania środków na produkcję filmu. W momencie pisania naszego tekstu na konto zbiórki publicznej "Projekt: Pilecki" wpłynęło już prawie 150 tysięcy złotych. Wszystko pochodzi od darczyńców, z publicznej zbiórki. Opisane wyżej próby zdobycia pieniędzy na film o Pileckim ze środków publicznych nie zniechęciły członków stowarzyszenia. Można odnieść wrażenie, że są wręcz jeszcze bardziej zdeterminowani, żeby tego typu projekt zrealizować. Co najważniejsze - nie chcą na tym zupełnie zarobić, wszystko robią pro publico bono. Ich film, po realizacji, ma zostać umieszczony bezpłatnie w internecie.

Po kilku tygodniach zbiórki na koncie projektu było kilkanaście tysięcy złotych. - Wtedy uwierzyliśmy, że się uda. Oprócz pieniędzy dostawaliśmy liczne dowody poparcia na Facebooku i na pocztę stowarzyszenia- twierdzi Maciej Klima, wiceprezes stowarzyszenia. - Nawiązaliśmy kontakty z rodziną rotmistrza, której podoba się, że nasza inicjatywa ma charakter obywatelski, a nie polityczny. Jesteśmy w bardzo dobrych relacjach.

Członkowie stowarzyszenia to w większości weterani walki o pamięć o rotmistrzu Pileckim. W 2000 roku jako członkowie innego stowarzyszenia, Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Rodzin Oświęcimskich, pomagali przygotować i wydać pierwszą pełną monografię o życiu Pileckiego autorstwa dr. Adama Cyry "Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901-1948". Bogdan Wasztyl przepisał i zredagował słynny raport "W" z 1945: -_ Dziesiątki nocy zarwałem mozolnie przepisując (a potem adiustując) "Raport" z niedoskonałych kopii maszynopisu, jednak nawet tak niekomfortowa lektura nie pozostawiała złudzeń, że obcuję z wybitnym dziełem i niezwykłym autorem. "Raport" - poza warstwą dokumentacyjną - to zapis czystego patriotyzmu, umiłowania ludzi, wolności i Ojczyzny. Pilecki zaś jawił mi się i jawi do dziś jako człowiek prawy, niezłomny, rozważny i odważny, gotów do najwyższych poświęceń dla dobra Polski i rodaków, człowiek, dla którego najważniejsza jest sprawa a nie osobista kariera_- twierdzi Wasztyl. Artur Ceyrowski
Sylwia Rost

Polub WP Facet
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.