Trwa ładowanie...
10-05-2013 14:36

Osiem razy wywinął się śmierci!

Share
Osiem razy wywinął się śmierci!Źródło: youtube.com
dro6zsv

To historia z serii "Zabili go i uciekł" - tyle że wcale nie dotyczy jednego z superbohaterów, którzy robią bombę atomową z keczupu i nogi Barbie, ale żywego człowieka, mieszkańca Wielkiej Brytanii. Mimo młodego wieku 25-letni Matthew Hawksley wymykał się śmierci aż 8 razy, a przypadki, które go spotkały, mogłyby posłużyć za inspirację do kolejnej części "Final Destination".

Pierwszy raz otarł się (czy wręcz z impetem uderzył) o śmierć na sielskim wyjeździe z przyjaciółmi. Wykonał coś, co dla wielu osób kończy się śmiercią lub dożywotnim kalectwem - skok na główkę, nie sprawdziwszy uprzednio, jak głęboka jest woda i jaką strukturę ma dno. Pech chciał, że w danym miejscu było nie tylko płytko (około 60 centymetrów głębokości), ale występowały również podwodne skały. Zdawałoby się, że to pewna śmierć...

Hawksley'owi nie spieszyło się jednak umierać. Uderzenie o skały złamało mu szyję, a także doprowadziło do zawału serca. Chłopak stracił przytomność, a jego płuca wypełniły się wodą. To jednak nie wszystko - przybyli na miejsce ratownicy medyczni przez ponad pół godziny reanimowali pechowego skoczka. Jak się później okazało, zawał mięśnia sercowego pojawił się w tym czasie jeszcze 3 razy. Jeden skok oznaczał zatem dla Brytyjczyka pięciokrotne spotkanie z Mrocznym Kosiarzem.

dro6zsv

Hawksley przez 5 tygodni był pogrążony w śpiączce. Jakby mało było dotychczasowych "atrakcji" zaraził się śmiercionośną odmianą gronkowca złocistego, a także zachorował na zapalenie płuc. Lekarze dawali mu nikłe szanse, a także uważali, że jeśli przeżyje, prawdopodobnie nie będzie mógł chodzić i mówić. Prognozy te całkowicie się nie sprawdziły.

Brytyjczyk nie tylko mówił, ale po pięciu miesiącach postawił swoje pierwsze kroki, a po kilkumiesięcznej rehabilitacji wrócił do pełnej sprawności ruchowej. Kostucha postanowiła jednak zawalczyć o niego innym sposobem, trafiając w najczulszy męski punkt czyli w... jaja! U Hawksleya zdiagnozowano nowotwór jąder.

Ten wyrok śmierci również nie okazał się ostateczny. Raka, mimo że dotknął tak wrażliwej tkanki, dało się wyleczyć bez szkody dla pacjenta. Teraz Hawksley zamierza promować triatlon (pechowy skok do wody był związany właśnie z tą pasją Brytyjczyka), a także działać w organizacjach charytatywnych walczących z rakiem. Uważa się za najbardziej pechową osobę na świecie i jednocześnie mającą największego farta. Jego życiową dewizą - co nie powinno dziwić - jest: nigdy się nie poddawać i wciąż przeć do przodu. Nie musimy chyba dodawać, że zazdroszczą mu wszystkie koty - które same, teoretycznie, mają 9 żyć. Idąc za kocią rachubą, Hawksley powinien teraz bardziej uważać: zostało mu ostatnie.

KP/PFi, facet.wp.pl

dro6zsv
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dro6zsv