Ludzie
17-07-2012 (14:49)

Paweł Biszczak: "Jestem gotowy"! Wywiad z Mistrzem Europy w formule K1

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Paweł Biszczak: "Jestem gotowy"! Wywiad z Mistrzem Europy w formule K1
(mat. promocyjne Paweł Biszczak)
WP

Paweł Biszczak - wielokrotny Mistrz Polski i Europy Karate Kyokushin (formuła knockdown karate - przyp. red), który przebojem wdarł się na europejskie ringi kickboxerskie, zdobywając m.in. Pas Mistrza Europy Organizacji World Kickboxing Network w wadze do 76,4 kg oraz wygrywając prestiżowy turniej Grand Prix Russia Open K-1. Wychowanek Legnickiego Klubu Karate Kyokushin, a obecnie także zawodnik TKKF Olimp Legnica. Karate trenuje od 10 roku życia. Jest członkiem Polskiej Kadry Narodowej w dwóch dyscyplinach - karate i kickboxingu.

Dzisiaj zdradzi nam kilka sekretów mistrzowskiego treningu oraz opowie o trudach walki z liderami europejskiego kickboxingu w formule K1.

Rozmawiał: Piotr Puchalski

WP

WP.PL: Ostatnio wygrałeś z klasowym zawodnikiem z Litwy (Tadasem Jonkusem - przyp. red.), zdobywając Pas Mistrza Europy. Przeszedłeś eliminacje do słynnego już rosyjskiego turnieju (chodzi o Grand Prix Russia Open K-1 - przyp. red.), doszedłeś do finału, po drodze pokonałeś mistrza świata Muay Thai organizacji WBC Sergieja Adamczuka z Ukrainy. Ponownie zdobyłeś tytuł Mistrza Polski Karate Kyokushin... Nie gubisz się jeszcze w tym wszystkim? Co jest twoim największym sukcesem?

Paweł Biszczak: Moim największym sukcesem jest cały ten sezon. Od początku wszystko idzie zgodnie z planem. Po wygranych turniejach amatorskich pojawiły się propozycje zawodowych walk na galach w całej Europie. Nie ukrywam, że jest to teraz dla mnie najważniejsze. Oczywiście jestem karateką, to jest moja rdzenna dyscyplina, ale skupiam się na walkach w K1. To zawsze było moim marzeniem, dlatego cieszę się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Mam dobre walki, dobrych przeciwników, osiągnięcia na swoim koncie - i to jest moim celem.

WP.PL: Słyszałem, że kickboxingiem zająłeś się trochę przez przypadek. Pytam, bo powiedziano mi, że Pawłowi Biszczakowi wsadzono któregoś razu na treningach uzupełniających rękawice na ręce i... on pobił wszystkich - tak samo, jak w karate. To prawda?

WP

Paweł Biszczak: Może nie tak do końca, bo treningi bokserskie zacząłem już wcześniej. Miałem też duże wsparcie trenera kickboxerskiego oraz kolegi klubowego Eliasza Jankowskiego. Po prostu w pewnym momencie postanowiłem spróbować swoich sił w K1. Chciałem sprawdzić się w tym, co zawsze mi się podobało - wychowałem się na galach pokazywanych przez Eurosport. Po około dwóch miesiącach treningów namówiono mnie na udział w Mistrzostwach Polski w Świebodzicach, gdzie zdobyłem tytuł Mistrza Polski. Pojawiły się propozycje walk zawodowych. I tak to wszystko potem się już szybko potoczyło.

WP.PL: Co musiałeś najbardziej doszlifować, zmieniając dyscypliny? Głównie nastawiłeś się na trening bokserski?

Paweł Biszczak: Walka to walka. Zasady są zbliżone do zasad, których trzeba przestrzegać w czasie zawodów Kyokushin, a celem jest znokautowanie przeciwnika, aczkolwiek są duże różnice - inny dystans, boks, z którym są chyba największe problemy... Ale są też elementy, które działają jak handicap (wyrównanie szans - przyp. red.) - na korzyść zawodnika karate. Zawodnikowi, który od najmłodszych lat jest przygotowywany do walk bez ochraniaczy, łatwiej jest się przestawić i przygotować do walk zawodowych (w których nie używa się kasków i nagolenników - przyp. red.).

Jak wspomniałem, głównymi problemami są inny dystans i boks, ale wierzę w to, że jeśli ktoś jest ambitny, szybko może nadrobić braki, bo podstawy walki są takie same. A potem, na wysokim poziomie, o zwycięstwie potrafią zadecydować już niuanse.

WP

WP.PL: Pojawiły się pieniądze, sponsorzy... Zacząłeś odczuwać presję? Chodzi mi o to, że teraz jesteś liderem, masz kontrakt, musisz wystartować. Na Mistrzostwa Polski Karate mogłeś jechać lub nie - wiadomo, to sport amatorski. Teraz już nie jesteś po prostu sobą, jesteś Pawłem Biszczakiem - firmą.

Paweł Biszczak:Wiadomo, zawsze są jakieś zobowiązania - raz większe, raz mniejsze. Do każdej walki staram się podchodzić jak do kolejnego wyzwania. Powtarzam sobie, że robię to, bo to lubię. Tak naprawdę nikt mi nie kazał być fighterem i walczyć. Jeśli zaś chodzi o przeciwników, to, o dziwo, im trudniejszy przeciwnik, tym odczuwam mniejszą presję. A pieniądze? One są potrzebne. Bez nich nie ma profesjonalnego sportu i profesjonalnego przygotowania. Przykładem jest chociażby mój występ w Rosji. Ten turniej był naprawdę dobrze obsadzony. Zakwalifikowałem się, startując w Kaliningradzie, a do występu na gali finałowej mogłem się przygotować dzięki KGHM Polska Miedź S.A. Dlatego byłem w dobrej formie i wygrałem cały turniej. Także pieniądze i pomoc sponsorów są naprawdę bardzo ważne.

WP.PL: Swoją drogą, dał ci tam ktoś popalić? W czasie turnieju pokonałeś przecież Mistrza Świata w Muay Thai?

Paweł Biszczak:Walki turniejowe rządzą się trochę innymi prawami niż zakontraktowany pojedynek o tytuł - wówczas przygotowujemy się pod danego przeciwnika, analizujemy schemat taktyczny. W turnieju ciężko jest przewidzieć, z kim będziemy walczyli. Jest pierwszy przeciwnik, a potem często pojawiają się niespodzianki. Niektórzy odpadają z powodu kontuzji - przegrywając, jak gdyby, z własnym zdrowiem. W finale trafiłem na bardzo mocnego zawodnika, ale byłem świetnie nastawiony. Tego dnia mogłem walczyć z każdym. To był chyba jeden z moich najlepszych startów.

WP

WP.PL: Możesz nam przypomnieć, z kim teraz trenujesz i jak wygląda - chociaż tak w przybliżeniu - twój plan treningowy? Ile razy w tygodniu ćwiczysz? Czy biegasz? Ile jesz? Ile śpisz? No, może tu już trochę się zagalopowałem...

Paweł Biszczak: Obecnie trenuję w TKKF Olimp Legnica, gdzie moim trenerem jest Zbigniew Prych. Jeśli chodzi o karate, to wychowałem się w Legnickim Klubie Karate Kyokushin - moim pierwszymi trenerami byli Krzysztof Zachwieja oraz Andrzej Kaczkowski. Trenuję od 6 do 9 razy w tygodniu - wszystko zależy oczywiście od mikrocyklu przygotowań. Jestem absolwentem AWF-u, więc staram się układać plan razem z trenerem - skupiamy się nad tym, co chcemy poprawić. Startuję w swojej naturalnej wadze, więc z tym nie mam problemów - wręcz dziwią mnie ludzie, którzy "zbijają" po pięć, dziesięć kilogramów przed walką. Ja raczej staram się propagować zdrowy tryb życia. Lubię dużo jeść i dużo trenować. Moje treningi są bardzo urozmaicone. Nie lubię rutyny, kiedy to poświęcamy czas ćwiczeniu jednej kombinacji czy tylko określonym cechom motorycznym.

WP.PL: We wcześniejszej rozmowie, kiedy umawialiśmy się na wywiad, wspomniałeś, że nie robisz już tylu ćwiczeń z ciężarami. Myślę, że to ciekawe, wiele osób uważa, że żeby dobrze się bić, trzeba "przesiedzieć swoje" na siłowni.

Paweł Biszczak: Trening siłowy w sportach walki jest specyficzny i różni się od zwykłego "pakowania". Przechodząc z Karate Kyokushin do K1, byłem dobrze przygotowany siłowo, ale brakowało mi trochę tego luzu i "domknięcia" gardy, dlatego postanowiłem przez pół roku odpuścić trening na siłowni. Oczywiście pompki itp. są elementem każdego treningu, ale bardziej skupiłem się na rozluźnianiu ciała, żeby, jak to się mówi, bić bardziej "z luzu".

WP

WP.PL: Już kiedyś powiedziałem ci, że cię o to zapytam. To będzie trochę podchwytliwe... Kiedy walczyłeś ostatnio z Portugalczykiem (Luisem Reisem - przyp. red.) o tytuł Mistrza Europy... wysłałeś go do szpitala. Wcześniej kila osób także. Nie żal ci tych chłopaków?

Paweł Biszczak: Z wieloma zawodnikami, z którymi walczyłem wcześniej, utrzymuję kontakt koleżeński. Nie chciałbym komuś wyrządzić trwałej krzywdy. Ale cóż, jesteśmy fighterami, wiemy, na co się piszemy. Taki jest nasz sport. Jakoś nigdy nie spotkałem się z tym, żeby ktoś miał mi za złe, że go znokautowałem. To jest wkalkulowane w to, co robimy. Także, chyba nie jest mi nikogo specjalnie żal.

WP.PL: A masz "smaka" na kogoś? Może którąś z tych holenderskich sław? Z kim chciałbyś się zmierzyć, żeby potwierdzić, że Paweł Biszczak liczy się w europejskim K1?

Paweł Biszczak: Powiem szczerze, że nie podam żadnego konkretnego nazwiska, bo o nikim jeszcze nie myślałem. Ale chciałbym takiego przeciwnika - z wielkim nazwiskiem - dostać. Na pewno to by mi pomogło. Chciałbym się sprawdzić. Nie unikam takich walk. Tak jak powiedziałem, dla mnie każdy pojedynek to wyzwanie. Jestem w takim, a nie innym momencie swojej kariery, właśnie teraz jest pora, żeby walczyć z najlepszymi. Pokonałem Luisa Reisa, który jest znaczącym zawodnikiem - walczył dla Showtime oraz dla innych największych organizacji - dlatego wydaje mi się, że jestem gotowy na "duży sprawdzian".

WP.PL: Gdzie będziemy mogli cię zobaczyć w najbliższym czasie?

Paweł Biszczak: Zapraszam 14 października do Paryża, gdzie będę walczył o Pas Mistrza Świata organizacji WKN.

Rozmawiał: Piotr Puchalski

Polub WP Facet
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP