Trwa ładowanie...

Planowali zdetonować ładunek jądrowy na Księżycu. Kulisy projektu A119

Share
Planowali zdetonować ładunek jądrowy na Księżycu. Kulisy projektu A119
Źródło: 123RF.COM
d3hssnl

Niektórzy uważają, że był to jeden z najbardziej absurdalnych projektów, jakie pojawiły się podczas zimnej wojny. Gdy jednak zaczęto nad nim pracować, mało kto zadawał sobie jakiekolwiek pytania. Strona amerykańska, która zamierzała przeprowadzić detonację bomby jądrowej na Księżycu, myślała przede wszystkim o utarciu nosa Rosjanom i zamanifestowaniu im swojego potencjału. Choć do wybuchu nuklearnego miało dojść z dala od Ziemi, zagrożenie dla ludzi byłoby znacznie większe, niż można przypuszczać.

Publikacja, która pojawiła się w 2000 r. w magazynie popularnonaukowym "Nature", musiała być wielkim zaskoczeniem nie tylko dla czytelników, ale także dla historyków oraz ludzi władzy. W latach 50. XX wieku Amerykanie zamierzali przeprowadzić gigantyczną operację, która pochłonęłaby gigantyczne nakłady. Zamierzali wysłać na Księżyc bezzałogową misję. Jej zwieńczeniem miała być detonacja ładunku jądrowego na powierzchni naszego naturalnego satelity. O projekcie, który nosił kryptonim A119, pewnie do dziś nie wiedzielibyśmy nic, gdyby 14 lat temu pary z ust nie puścił dr Leonard Reiffel, który był szefem niecodziennej operacji.

Skąd wziął się ten niedorzeczny - jak ocenia go dziś wielu ekspertów - plan, którego realizacja mogła doprowadzić do kosmicznej katastrofy? Jedną z głównych przyczyn, dla których Amerykanie nosili się z zamiarem postawienia tak niebywałego kroku, był policzek, jaki wymierzyli im Rosjanie. Podczas zimnowojennych tarć jedną z głównych aren "potyczek" stał się kosmos. Pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a ZSRR rozpętał się wyścig kosmiczny, a po umieszczeniu przez Rosjan pierwszego sztucznego satelity na orbicie Ziemi (Sputnik-1 został wyniesiony na orbitę Ziemi w październiku 1957 r.) to właśnie Rosjanie wysunęli się na prowadzenie w tej rywalizacji. Amerykanie, którzy także chcieli umieścić na orbicie sztucznego satelitę, dwukrotnie ponieśli klęskę. W tej sytuacji Stany Zjednoczone zdecydowały się na zademonstrowanie swojej potęgi w inny sposób. Główne role w "pokazówce" odegrać miały Księżyc oraz atom.

d3hssnl

Niecodzienna operacja, która zostać miała zwieńczona eksplozją jądrową na Księżycu, określana była mianem Projektu A119. Oficjalnie nazywano ją Studium nad Lotami na Księżyc "A Study of Lunar Research Flights"). Prace nad tym zadaniem przyspieszono, gdy okazało się, że z realizacją podobnej misji noszą się Rosjanie - bliźniaczy do amerykańskiego plan Związku Radzieckiego określany był mianem projektu E4 i miał być przygotowywany w ramach programu Łuna. Jeszcze w maju 1958 r. fundacja odpowiedzialna za przygotowania do niecodziennego eksperymentu otrzymała pieniądze od US Army. Do projektu zostały zaangażowane słynne osobistości świata nauki. Jedną z nich był Carl Sagan. Już na początku zdecydowano, że cała operacja mogłaby zostać przeprowadzona w 1959 r. Co ciekawe, początkowo rozważano nawet możliwość wysłania w kierunku Srebrnego Globu ładunku wodorowego. Od pomysłu tego odstąpiono, gdy okazało się, że stanowiłby on zbyt duże obciążenie dla rakiety. Zgodnie z założeniami, do kosmicznej eksplozji jądrowej
miało dojść podczas pełni. Była duża szansa, że dzięki temu spektakl byłby znakomicie widoczny z powierzchni Ziemi. Mimo że przygotowania były już w zaawansowanej fazie, wkrótce zaczęły pojawiać się wątpliwości, które skłoniły Amerykanów do przerwania całej operacji. Wzięto pod uwagę szereg zagrożeń, które pojawiłyby się zaraz po wystrzeleniu rakiety z ładunkiem jądrowym, a także niebezpieczeństw, na jakie mogliby natrafić przyszli eksploratorzy kosmosu i badacze powierzchni Księżyca.

Jedna z głównych obaw, jakie pojawiły się podczas przygotować do bombardowania Księżyca, dotyczyła możliwej usterki rakiety wyposażonej w ładunek nuklearny. Gdyby po jej starcie doszło do awarii, prawdopodobnie doszłoby do atomowej katastrofy. Obawiano się także długotrwałego skażenia Księżyca, które stanowiłoby poważne niebezpieczeństwo dla przyszłych przedstawicieli załogowych misji na Księżyc. Poza tym wprowadzenie programu na kolejny, wyższy poziom realizacji pochłonęłby dalsze, olbrzymie środki finansowe.

Wątpliwości co do tego, jaki był główny cel tego jednego z najdziwniejszych programów w historii Stanów Zjednoczonych, nie miał Leonard Reiffel, który tak po wielu latach ocenił projekt.

"To było całkowicie jasne, że głównym założeniem proponowanej detonacji były działania PR-owe i chciano to zrobić na pokaz. Siły Zbrojne chciały chmury w kształcie grzyba tak wielkiej i podświetlonej przez Słońce, że byłaby ona widoczna z Ziemi" - tłumaczył Leonard Reiffel, którego słowom świat przysłuchiwał się z niedowierzaniem.

Niewykluczone, że gdyby nie Leonard Reiffel, o projekcie do dziś nie byłoby nic wiadomo. Dokumenty związane z programem A119, podobnie jak wiele innych akt z czasów zimnej wojny, przez lata oznaczone były klauzulą "ściśle tajne".

(rc/ac)

d3hssnl

Podziel się opinią

Share
d3hssnl
d3hssnl