Trwa ładowanie...
d20rqpp
Przeszukuje śmietniki, by prowadzić klub sportowy
Forma

Przeszukuje śmietniki, by prowadzić klub sportowy

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
d20rqpp

Kiedyś zdobywał medale na mistrzostwach w gimnastyce. Dziś zbiera surowce wtórne, by jego podopieczni mogli jeździć na zawody. Pan Mirosław Kaźmierczak z Zahutynia na Podkarpaciu codziennie rano jeździ od śmietnika do śmietnika i wyciąga z nich wszystko, co można sprzedać.

- Niezręcznie mi było chodzić i kogoś o coś prosić, zawsze byłem zaradny i radziłem sobie sam. Zaczęliśmy więc zbierać puszki w szkole w ramach akcji ekologicznej i tak to się zaczęło - wspominał w programie śniadaniowym Dwójki "Pytanie na śniadanie" prezes i trener klubu sportowego UKS Spartanie Zahutyń, zdobywca tytułu społecznika roku. - Potem zacząłem chodzić po śmietnikach, czaiłem się, żeby nikt mnie nie widział, a potem stopniowo się przyzwyczaiłem i już się nie boję ani zimna, ani wiatru.

d20rqpp

- Na początku wydawało mi się to dziwne. Potem jednak dowiedziałem się, co to za gość, co robi i jak jest uparty. Pomyślałem, że to jednak fajna sprawa i że daje nam wszystkim przykład - mówi jeden z mieszkańców Zahutynia. - Bardzo szlachetny cel, pan pomaga dzieciom, które chcą się uczyć, ćwiczyć, a nie ma na to środków - zauważa inna mieszkanka. Zarobione w tak niekonwencjonalny sposób pieniądze trener przeznacza na prowadzenie klubu, bo dla pana Mirosława młodzi zawodnicy są ważniejsi niż duma.

- Aby dzieci mogły ćwiczyć fitness, potrzeba baletek, to około 10 kg puszek, i stroju sportowego, a to już koszt ok 100-150 zł - ze smutnym uśmiechem mówi pan Mirosław.

Autorytet dla młodych

Dzięki jego wysiłkom młodzi gimnastycy osiągają już pierwsze sukcesy. Biorą udział w zawodach i wygrywają je.

d20rqpp

- Pan Mirek jest bardzo dobrą osobą, pomógł mi zdobyć brązowy medal na mistrzostwach Polski - opowiada jeden z jego podopiecznych.

- Najbardziej w panu Mirku podoba mi się to, że nawet jak mu się coś nie uda, to nigdy się nie poddaje i próbuje dalej - dodaje mała gimnastyczka, dla której trener jest niewątpliwym autorytetem.

Mirosław Kaźmierczak nie uważa jednak, że robi coś niezwykłego. Marzy, by uzbierać tyle złomu, ile waży wieloryb, bo dopiero wtedy pieniędzy starczy na wszystkie potrzeby jego zawodników.

- Bogaty jest ten, co wiele posiada, bogatszy ten, co niewiele potrzebuje, a najbogatszy ten, co potrafi dawać - podsumowuje pan Mirosław.

(fot. TVP2)

d20rqpp

Reportaż o jego działalności został wyemitowany w TVP2 po raz pierwszy pół roku teraz. Od tamtej pory niewiele się niestety zmieniło.

- Najważniejsza zmiana jest taka, że dziś na mój widok ludzie się serdecznie uśmiechają i pozdrawiają mnie - podsumowuje trener Kaźmierczak. Na pytanie prowadzących, czy nie zdarzało mu się nigdy odczuwać wstydu przez to, że "łazi po śmietnikach", szczerze odpowiada: - Kiedyś, na początku, może i tak. Ale to trwało tydzień, dwa i przerodziło się w rutynę. W jego klubie dzieci uprawiają przede wszystkim gimnastykę sportową i akrobatykę, fitness, w tym również dla chłopców i mężczyzn, a także wyciskanie klasyczne leżąc. Odbywają się tu także zajęcia z elementami gimnastyki korekcyjnej, która w szkole jest dziś zaniedbywana.

Mirosław Kaźmierczak sam uprawia fitness i na zawodach wygrywa, choć, jak sam skromnie przyznaje, musi się to dziać przypadkiem, ponieważ najstarszy zawodnik jest o ok. 30 lat młodszy od niego. Trener ma ponad 63 lata.

Sport zamiast stania pod budką z piwem

d20rqpp

- Mamy taką zasadę w klubie, że oprócz zawodników objętych treningiem specjalistycznym w zajęciach mogą uczestniczyć także inne, mniej uzdolnione dzieciaki. Dla nich też jest miejsce. Każdemu staram się poświęcić czas. Jednym z większych sukcesów dla mnie, poza medalami, pucharami, jest fakt, że kilkoro dzieciaków udało się zresocjalizować przez sport. Było takich czterech chłopaków, z czego dwóch zdobywa dziś nawet medale na mistrzostwach Polski - nie bez dumy w głosie mówi trener. – Dodatkowo w ciągu roku bierzemy udział w ok. 20 pokazach charytatywnych, m.in., dla niepełnosprawnych dzieciaków, dla których zbieramy pieniądze.

Sportem Mirosław Kaźmierczak zajmuje się od ponad 35 lat, a jego klub istnieje od 1996 roku. Prowadzący "Pytanie na śniadanie" nie omieszkali także spytać, jak jego troje dzieci reagowało na fakt, że tata w jednej chwili robi salto, a w drugiej wskakuje do śmietnika. Czy nie wstydziły się?

- Na początku może i tak było, ale szybko im przeszło. Znają mnie już na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że jestem trochę dziwny - dodał sportowiec, budząc rozbawienie w Monice Zamachowskiej i Tomaszu Wolnym. - Teraz najważniejsze jest, żeby nie było gorzej. Chciałbym podziękować za częściowe wsparcie naszej działalności władzom gminy. A reszta? Do śmietnika wskakuję, żółte pieniążki się uzbierają i jakoś to będzie - dodał na koniec rozmowy.

Mirosław Kaźmierczak zadziwił także prowadzących akrobatycznymi umiejętnościami. Mimo swoich 63 lat bez problemu podskakiwał na rękach i wykonywał znaną z brekdance pozycję "turtle", czym zawstydził o połowę młodszego Tomasza Wolnego.

(fot. TVP2)

d20rqpp

Podziel się opinią

Share
d20rqpp
d20rqpp