Trwa ładowanie...
05-02-2015 11:16

Roman Hrabar - ratował ukradzione przez Niemców polskie dzieci

Share
Roman Hrabar - ratował ukradzione przez Niemców polskie dzieciŹródło: East News
d1lbjkg

Ten mężczyzna miał prawdziwą misję - objeżdżał powojenne Niemcy w poszukiwaniu młodych Polaków, którzy decyzją Hitlera mieli stać się rasowymi Aryjczykami. Zadanie było niezwykle trudne, ponieważ lokowano ich w niemieckich rodzinach, a słowiańskie nazwiska zamieniano na germańskie - Młynarczyk stawał się Muellerem, a Olejnik Oelmannem. Jednak Roman Hrabar dokonał rzeczy niemożliwej - odzyskał blisko 30 tysięcy dzieci odebranych w czasie wojny rodzicom.

Roman Hrabar nigdy nie bał się wyzwań. Urodził się w 1909 roku na Kresach, w Kołomyi, jednak już w młodości opuścił dom rodzinny, by studiować na uniwersytetach w Lwowie i Krakowie. W latach 30. trafił na Śląsk, gdzie początkowo pracował w przemyśle węglowym, a później Prokuratorii Generalnej RP.

W czasie wojny zaangażował się w działalność ruchu oporu, walczył w Powstaniu Warszawskim. Kształcił się również na tajnych kompletach, a w 1944 roku obronił doktorat z prawa handlowego.

d1lbjkg

Po upadku powstania wyjechał do Krakowa. Aresztowany przez gestapo, ostatnie tygodnie wojny spędził w więzieniu przy ul. Montelupich. Po wojnie Roman Hrabar trafił do Katowic, gdzie zajął się organizacją Wydziału Opieki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego. Tam zetknął się z dramatami rodziców, którym naziści odebrali dzieci i wywieźli do Niemiec. Ich poszukiwaniu poświęcił następne lata życia.

Rasowa przydatność

Już w listopadzie 1939 r. dwóch niemieckich naukowców: Erhard Wetzel i Gunther Hecht opublikowało memoriał, w którym zaakcentowali konieczność wyselekcjonowania z Polaków "dzieci wartościowych rasowo". Ten pomysł bardzo spodobał się Heinrichowi Himmlerowi, choć szef SS wielokrotnie przyznawał, że traktuje Słowian jako "podludzi".

Od 1940 r. wsie i miasteczka zaczęły przemierzać specjalne oddziały SS i policji, poszukujące młodych ludzi (do 10. roku życia) spełniających odpowiednie kryteria: musieli mieć jasne włosy, zielone lub niebieskie oczy, wąską czaszkę i smukłą budowę ciała. Gdy potencjalne ofiary nauczyły się ukrywać przed żołnierzami, w teren wysyłano funkcjonariuszki SS, przebrane za proste kobiety, które nie wzbudzały podejrzeń.

Na zdjęciu: Roman Hrabar odbiera Order Uśmiechu, 1986 r. (fot. fotoPAP/Andrzej Rybczyński)

d1lbjkg

Dzieci zabierano z ulic, szkół i rodzinnych domów. Na początku trafiały przed oblicze lekarzy, decydujących o "rasowej przydatności". Młodych ludzi, którzy nie przeszli badań rozstrzeliwano lub wysyłano do obozów koncentracyjnych.

"Aryjczycy" trafiali do ośrodków Lebensbornu w Niemczech, gdzie przechodzili proces zmiany tożsamości i germanizacji. Po ich zakończeniu dzieci były adoptowane przez rodziny niemieckie. Taką politykę prowadzono we wszystkich okupowanych krajach Europy Wschodniej. Szacuje się, że przez ośrodki Lebensbornu mogło przewinąć się nawet 200 tysięcy germanizowanych dzieci.

Gdzie jest moje dziecko?

W lipcu 1945 r. rząd polski nakazał poszukiwanie dzieci, zaginionych podczas wojny. Miał się tym zająć nowo mianowany pełnomocnik - Roman Hrabar, który rozpoczął działalność z wrodzonym sobie animuszem.

Jednak zadanie było niezwykle trudne, ponieważ Niemcy bardzo skrupulatnie realizowali swoją akcję. Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS opracował na przykład system zmiany nazwisk odbieranych dzieci. Zalecano urzędnikom, żeby pierwsze litery zostawiali bez zmiany, ale reszta miała być zgermanizowana. W ten sposób mały Młynarczyk stawał się Muellerem, a Karwinowski - Karpersem. Poza tym dzieci, mające łatwość adaptacji do nowych warunków, często "wtapiały się" w rodziny rozsiane w różnych zakątkach Niemiec.

d1lbjkg

Romana Hrabara do działania motywowały jednak prośby i błagania zrozpaczonych ojców i matek, wierzących w odnalezienie pociech. Ich relacje były przerażające.

"Nie było mnie w domu. Po powrocie nie zastałam już mojego synka Krzysztofa. Miał 18 miesięcy. Dwóch gestapowców pobiło mojego starego ojca i dwie siostry, którzy bronili się przed oddaniem dziecka. Wywieziono je samochodem. Od tego czasu nie mam żadnej wiadomości o dziecku".

"Dziecko zostało w 1943 r. w czerwcu wywiezione ze szkoły na wakacje na 3 tygodnie, ale więcej do domu nie wróciło".

"Dziecko chorowało na odrę i zabrano je przymusowo do szpitala. Wyzdrowiało, ale mi go z powrotem nie oddali".

d1lbjkg

"Ich bin ein Deutscher"

Wiosną 1947 r. ekipa Romana Hrabara pojawiła się Heidelbergu, gdzie mieściła się kwatera główna UNRRA (Administracji Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy). Polska grupa otrzymała od Amerykanów akredytację "oficerów do poszukiwań dzieci" w barwach PCK. Dzięki współpracy z Edmundem Schwenkiem, jednym z prokuratorów oskarżających nazistów przed Trybunałem Norymberskim udało się zlokalizować wiele miejsc, gdzie mogą przebywać polskie dzieci.

Jednym z nich była bawarska miejscowość Regensburg. W tamtejszych rodzinach ulokowano blisko 4 tysiące młodych Polaków. Jednak wiele dzieci nie pamiętało poprzedniego życia. Członkowie zespołu Hrabara notowali: "Zna niektóre słowa polskie, jak kot, pies, dobry, tak i nie, cukierek. Mówi, że jest z Polski. Na koniec mówi jednak po niemiecku - ich bin ein Deutscher".

Ekipa napotykała też inne problemy, przede wszystkim niechęć niemieckiej administracji. Dokument potwierdzający narodowość odnalezionego dziecka musiał być podpisany przez miejscowego burmistrza. Wielu z nich robiło to niechętnie. Nabierali przekonania dopiero wtedy, gdy jeden z członków polskiego zespołu - kpt. Rosołek przystawiał im do piersi... pistolet. Jednak za te metody perswazji oficer musiał pożegnać się z funkcją poszukiwacza dzieci.

Zatopiona dokumentacja

Ekipa Romana Hrabara odnosiła coraz więcej sukcesów, ale musiała działać w coraz trudniejszych warunkach. Amerykanie podjęli decyzję o likwidacji działu poszukiwań dzieci UNRRA i dopiero osobista interwencja przyjaciółki Hrabara, Eileen Blackley, u Eleanor Roosevelt pozwoliła przedłużyć jego działalność o kolejny rok.

d1lbjkg

Jeszcze większe problemy pojawiły się w brytyjskiej strefie okupacyjnej. W sierpniu 1950 r. władze Zjednoczonego Królestwa podjęły decyzję, że znajdujące się na ich terenie polskie dzieci mają pozostać w rodzinach niemieckich lub zostać przekazane do adopcji w Wielkiej Brytanii. Nie pomogły argumenty, że zespół Hrabara zidentyfikował już 6,5 tys. nazwisk.

Bezskutecznie poszukiwano również 40 tys. dzieci urodzonych przez polskie robotnice przymusowe w Niemczech. Niemowlęta trafiały do placówek Lebensborn, ale ich dokumentację z niewiadomych przyczyn zatopili w bawarskiej rzece Inn żołnierze USA.

W miarę nasilenia "zimnej wojny" działalność Romana Hrabara napotykała coraz większe przeszkody. Władze Polski Ludowej nie przystąpiły m.in. do IRO (międzynarodowej organizacji ds. uchodźców IRO), która przejęła od UNRRA zadania ewidencji dzieci odebranych w czasie wojny. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej po wybuchu wojny w Korei.

Na zdjęciu: Dzieci w ośrodku Lebensborn (fot. Bundesarchiv/Wikimedia Commons/CC 3.0)

d1lbjkg

Order od dzieci

Jednak Roman Hrabar odniósł niewątpliwy sukces. Aż 70 proc. zidentyfikowanych i odzyskanych dzieci stanowili Polacy. Do kraju wróciło 33 tysiące młodych ludzi. Wśród nich Ala i Daria, córki poznańskiego lekarza Franciszka Witaszka, straconego za działalność w podziemnej organizacji. Po powrocie dziewczynki nie znały słowa po polsku. Jednak w szkole szybko nadrobiły zaległości, co relacjonowały ówczesne media.

Roman Hrabar jeszcze przez wiele lat zajmował się tematem dzieci uprowadzonych przez Niemców. Okupacyjne dramaty opisywał w publikacjach książkowych i prasowych (m.in. "Hitlerowski rabunek dzieci polskich", "Lebensbon, czyli źródło życia" czy "Przeciwko światu przemocy").

Był członkiem Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce i jej działalności pozostał wierny do końca życia. Przez kilka ostatnich lat pełnił funkcję przewodniczącego Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach.

Uhonorowany wieloma odznaczeniami i nagrodami, najbardziej cenił sobie "Order Uśmiechu". Jak to określił w jednym z wywiadów, "duszę powierzył dzieciom", więc odznaczenie przez nie nadane było dlań wielkim zaszczytem i moralnym zobowiązaniem. Roman Hrabar zmarł w 1996 r.

Rafał Natorski

Przygotowując artykuł korzystałem z tekstu "Człowiek, który odzyskał 30 tys., dzieci", zamieszczonego w 31 numerze tygodnika "Polityka"

d1lbjkg
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1lbjkg