Przed prorokiem Mahometem kobiety w krajach arabskich czasie nie miały żadnych praw, były własnością mężczyzn. Najlepszym tego przykładem był zwyczaj “wa’du”, zgodnie z którym, ojciec po narodzinach córki mógł zakopać ją żywcem w ziemi. Panował patriarchat totalny. Jednak wraz z Koranem przyszło nowe prawo, które zmierzało do emancypacji Muzułmanek. Emancypacji powolnej, trudnej jednak zapisanej w prawie koranicznym. W dalszym ciągu kobieta w Islamie może odkrywać przed innymi jedynie dłonie i twarz, a mężczyzna nie może pokazywać ciała od pępka do kolan. Jednak większość Muzułmanów przekracza granice Shariahu, który zakazuje pokazywania swej nagości nawet małżonkom. Kochankowie korzystają z obowiązującej interpretacji Szeicha ibn Uthaymiina (rahimahullaah), że dozwolone jest spoglądanie na całe ciało żony, i na całe ciało męża.
"Emancypacja" islamska, jak widać, musi być zamknięta w cudzysłowie. Można ją w dwóch słowach porównać do "demokracji arabskiej". Niby demokracja, ale całkiem inna niż w świecie zachodnim. Jednak kobietom, od czasów proroka Mahometa i tak zaczęło być lepiej, gdyż Koran apeluje o szacunek właśnie do kobiet.
Potwierdzeniem niech będzie to, że Islam zarówno mężczyźnie jak i kobiecie przyznaje prawo do orgazmu - co jest dowodem nowoczesności i wyzwolenia, jednak tylko krótko i w łóżku. W szkołach, autobusach, biznesie i przy stole emancypacja kobietom wychodzi już trochę gorzej.