Trwa ładowanie...
d3fxwr1
Ludzie

"Spotlight" to film także o moim życiu”. Ofiary księży pedofilów w Polsce nie mogą się doprosić sprawiedliwości

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Spotlight" to film także o moim życiu”. Ofiary księży pedofilów w Polsce nie mogą się doprosić sprawiedliwości
(Shutterstock)
d3fxwr1

- Film "Spotlight" oglądałem już dwa razy. Za każdym razem w towarzystwie bliskiej mi osoby, bo inaczej bym się rozleciał. Za każdym razem czułem się tak, jakbym oglądał film o swoim życiu - mówi Marek Lisiński, jeden z założycieli fundacji "Nie lękajcie się", działającej na rzecz ofiar molestowania przez księży.

"Spotlight" (uhonorowany Oscarem 2016 za najlepszy film), opowiada prawdziwą historię grupy reporterów z "Boston Globe", którzy w 2002 roku dostali prestiżową Nagrodę Pulitzera za cykl artykułów o pedofilii w Kościele katolickim. Dziennikarskie śledztwo wykazało, że w samym tylko Bostonie praktyki pedofilskie uprawiało ponad 70 księży.

- W filmie, tuż przed końcowymi napisami, na ekranie ukazuje się lista miejsc, gdzie na całym świecie ujawniono przypadki pedofilii w kościele. Tysiące nazw. Wśród nich i ta: "Poznań, Poland". To między innymi dzięki działalności naszej fundacji Poznań się znalazł w filmie - mówi Lisiński w rozmowie z WP.

d3fxwr1

Przypomnijmy: w Poznaniu w 2002 roku ujawniono molestowanie kleryków przez arcybiskupa Juliusza Paetza. Dziennik "Rzeczpospolita" w tekście "Grzech w Pałacu Arcybiskupim" napisał, że abp Paetz molestował seksualnie kleryków i księży. Według dziennika, o skłonnościach homoseksualnych hierarchy wiadomo było wtedy od co najmniej dwóch lat. Metropolita został zdymisjonowany z zajmowanego stanowiska, ale pozostał w Poznaniu jako biskup senior.

Watykan w specjalnym dekrecie zakazał mu sprawować posługę biskupią. Paetz nie może udzielać sakramentu bierzmowania, wyświęcać kapłanów, konsekrować kościołów. Może jednak uczestniczyć w tych uroczystościach i współcelebrować msze św., nabożeństwa i procesje. "To kara za grzech wykorzystywania pozycji w Kościele do osiągania korzyści erotycznych" - czytamy w dekrecie z 2002 r., który podpisał prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów kardynał Giovanni Battista Re.

Prestiżowo kara była dotkliwa. Nigdy przedtem nikogo w Polsce na tak wysokim szczeblu kościelnym nie spotkała. Sam Paetz nie potwierdził stawianych mu zarzutów. Żaden z rzekomo pokrzywdzonych kleryków nie złożył zawiadomienia w sprawie molestowania, więc sprawa nie była też badana przez prokuraturę.

- Wie pani, że z tego pokazanego w filmie amerykańskiego śledztwa wynikało też, że w każdej polskiej diecezji statystycznie jest 9 księży pedofilii? To jest przerażające - opowiada dalej Lisiński. - Polski Kościół twierdzi, że spis takich spraw prowadzi od kilkunastu lat. To nieprawda. W polskich diecezjach od lat też są teczki personalne, też są zwolnienia lekarskie i przenosiny do innych parafii. Skąd to wiem? Mamy w swoich szeregach osoby, które były ofiarami molestowania i są w stanie kapłańskim. Teczki personalne są pochowane w diecezjach. Co więcej, wiemy, że jest też mecenas, który jeździ po Polsce i załatwia dla Kościoła takie sprawy. Mamy takie przypadki, że zgłasza się do nas poszkodowany i jest zdecydowany działać. Potem mija jakiś czas i on wycofuje się ze sprawy, nie chce już iść do sądu. W innych krajach ofiary księży pedofilów dostają odszkodowania, tymczasem u nas nic się im nie należy. Papież Franciszek mówi, że w sprawie pedofilii nie ma przedawnień, ale w odpowiedzi na nasze zarzuty wobec
księży pedofilów słyszymy, że sprawa jest przedawniona, a księdza pouczono.

W ciągu dwóch lat działalności do fundacji "Nie lękajcie się" zgłosiło się ponad 100 osób skrzywdzonych w dzieciństwie przez księży.

d3fxwr1

Jestem "nadtłuczony"

- Ksiądz pedofil w dzieciństwie naznaczył moje życie, ale nie zniszczył mojego człowieczeństwa. Jestem "nadtłuczony", lecz dopóki nie "pęknę", będę walczył - pisze o sobie Lisiński na stronie fundacji.

(Marek Lisiński fot. PAP)

Początek lat 80. XX wieku. Młody wikary, zaledwie rok po święceniach, molestował nastolatka w jednej z podpłockich parafii. Teraz przed płockim sądem toczy się sprawa o molestowanie seksualne w dzieciństwie. Pokrzywdzony to Marek Lisiński. Oskarżonym jest 61-letni ksiądz z diecezji.

d3fxwr1

W świetle polskiego prawa przestępstwo przedawniło się, gdy ofiara skończyła 30 lat. - Oczekuję przeprosin w formie prywatnego listu i finansowego zadośćuczynienia od sprawcy w wysokości 10 tys. To symboliczna kwota, żeby nikt mi nie zarzucił, że robię to wszystko dla pieniędzy - mówi Lisiński.

Co ciekawe, oskarżonego księdza już raz skazano. W zakończonym procesie kanonicznym wydano wyrok zatwierdzony przez Watykan. Duchowny ma dożywotni zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą, trzyletni zakaz wykonywania czynności kapłańskich, skierowano go również na specjalistyczną terapię. "Cywilna" rozprawa przed świeckim sądem odbędzie się w maju.

- Problem tkwi w tym, by uznać hierarchiczną winę Kościoła, a nie tylko sprawcy. Gdyby, tak jak na Zachodzie, zapadły wyroki skazujące instytucję Kościoła, to wiele by się zmieniło. Jasne stałoby się, że polskie sądy stoją po stronie ofiar. To zmobilizowałoby również ludzi noszących w sobie tę traumę - uważa Lisiński.

"Dzieci gorszego Boga"

Połowa lat 90. Lokalne radio w mieście wojewódzkim. Rano do studia dzwoni przerażona pielęgniarka z miejscowego szpitala. Mówi, że trafił do nich zgwałcony przez księdza chłopiec. Matka 11-latka chce dochodzić sprawiedliwości. Dziennikarze zaczynają zajmować się sprawą. Dwa dni później kobieta wszystko odwołuje. Mówi, że syn zrobił sobie krzywdę sam, bo "kradł jabłka w ogrodzie księdza i jak uciekał, to nadział się na ogrodzenie". Po kilku tygodniach chłopak wraca do szkoły - ubrany w markowe rzeczy, chwali się, że dostał dużo pieniędzy od mecenasa księdza.

d3fxwr1

- Mnie też wychowywała tylko matka. Nie dziwię się, że doszło tam pewnie do ugody. Tak sobie myślę, że gdyby do mnie jakieś 10-15 lat temu też ktoś przyszedł z taką propozycją, to bym się zgodził. Teraz mamy fundację. Wtedy w tej walce byłem sam - dywaguje Marek Lisiński.

Na nic papieskie wytyczne i deklaracje biskupów - ofiary księży pedofilów w Polsce nie mogą się doprosić sprawiedliwości. Kościół ich zwodzi, przeciąga sprawy, a najczęściej po prostu milczy.

"Szanowny Księże Biskupie, z przykrością muszę zawiadomić, że ks. Stanisław zwabił mnie do siebie [...] poczęstował napojem, po którym poczułem się bezwładny, zaprowadził do łazienki, rozebrał do naga i wykąpał. Następnie na mojej osobie dopuścił się gwałtu" - napisał w liście do biskupa Regmunta pokrzywdzony Dariusz, jeden z podopiecznych fundacji.

(Darek miał 9 lat, gdy stał się ofiarą księdza pedofila fot. archiwum prywatne)

- Pamiętam, jak abp. Józef Michalik, szef Konferencji Episkopatu Polski, podczas jednego z wywiadów oskarżył polskie dzieci o prowokowanie zachowań pedofilskich wśród księży. "(...)Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo, i jeszcze tego drugiego..." powiedział abp. Józef Michalik. Przecież to o mnie - pomyślałem wtedy załamany. Poczułem się wtedy powtórnie zgwałcony i zmieszany z błotem - wspomina rozgoryczony Lisiński. - Nawet jeśli dziecko chodziłoby nago po plebanii, ten człowiek nie ma prawa go tknąć. To tylko dziecko, które nie zna słowa "molestowanie".

d3fxwr1

- Ofiarą zostałem jako 12-latek - mówił w TOK FM Marek Mielewczyk, drugi z założycieli fundacji "Nie lękajcie się". - Moje pierwsze ujawnienie tej tajemnicy nastąpiło po nieudanej próbie samobójczej w 1988 roku, gdy miałem 18 lat. Lekarka w oficjalnym piśmie do biskupa złożyła doniesienie na ten temat. Dostała odpowiedź, że biskup wie o skłonnościach księdza i jeśli ten proceder się powtórzy, to zostanie on odsunięty od sprawowania funkcji kapłańskich. Tak się nie stało. Czym się różni ofiara księży pedofilów w Holandii czy Stanach od tych u nas? Instrukcje z Watykanu mówią swoje, ale wydaje się, że jest tam taka gwiazdka - "nie dotyczy Polski". W Austrii, Niemczech obserwujemy procesy, a u nas jest wręcz przeciwnie - chcą nas upokorzyć i apelują do wiernych, mówiąc, że to jest atak na Kościół.

I tak nikt nie uwierzy

W Polsce ofiara molestowania może dochodzić sprawiedliwości w procesie cywilnym o zadośćuczynienie. Może też zgłosić sprawę biskupowi, który jest przełożonym księdza. Biskup musi w takiej sytuacji zbadać sprawę i jeżeli uzna, że zarzuty są prawdopodobne, zgłosić ją do Watykanu i rozpocząć proces kanoniczny.

Wiele ofiar twierdzi jednak, że gdy po raz pierwszy rozmawiają z biskupem, próbuje się je zastraszać. "Będzie pan żałował", "lepiej się wycofać" - słyszą. W relacjach powtarza się też motyw odwrócenia ról. Nagle to molestowani muszą się tłumaczyć, że nie zrobili niczego złego, a księża stają się ofiarami pomówień.

d3fxwr1

Adam był molestowany przez osiem lat. - Zaczęło się, gdy miałem dziewięć lat. Ksiądz zaprosił mnie na plebanię, rozebrał, dał ręcznik i zaprowadził do łazienki. Kiedy się wykąpałem, wziął mnie do łóżka - relacjonował na łamach "Newsweeka". Ksiądz od razu uprzedził, by chłopak nikomu się nie skarżył, bo i tak nikt mu nie uwierzy.

20-letni Adam napisał o sprawie do biskupa toruńskiego. Ten opłacił mu wizyty u terapeuty i odwołał księdza z funkcji proboszcza "ze względu na zły stan zdrowia". - Zostałem poinformowany, że na świadków w procesie kanonicznym zostaną wezwani moi rodzice - opowiada Adam w "Newsweeku". - Zaprotestowałem. Oni o niczym nie wiedzą. Właściwie dlaczego mieliby zeznawać? Nawet wysłali po nich auto! Kościół chce mnie zdyskredytować, wie, że ojciec jest nałogowym alkoholikiem, więc jak ja mogę być wiarygodny? Podczas przesłuchań były pytania, czy jestem gejem, czy żyję z prostytucji, czy ogłaszam się w internecie? Pracuję z dziećmi, pojawiły się sugestie o pedofilię. Nie wytrzymałem, powiedziałem księdzu: "jest pan świnią".

- Kościół próbuje robić coś, co po angielsku nazywa się "damage control", czyli ograniczenie szkód - twierdzi holenderski dziennikarz Ekke Overbeek, autor książki "Lękajcie się" o polskich ofiarach księży pedofilów. - Zrobi wszystko, żeby nieujawnione przypadki molestowania pozostały nieznane.

* "Pan w sukience" mnie odwiezie*

"Ojcze Święty Franciszku, nazywam się Marcin K. i jestem studentem. Jako 13-letni chłopiec uczący się w szkole podstawowej, w okresie od listopada 2000 do kwietnia 2001, byłem wielokrotnie wykorzystywany seksualnie przez ks. Zbigniewa R." - tak zaczynał się jeden z listów Marcina do papieża. Dokładnie rok temu jego historia zakończyła się pierwszą w Polsce ugodą w sprawie o roszczenia wobec Kościoła.

Zbigniew R. był proboszczem parafii pw. św. Wojciecha w Kołobrzegu. W 2010 r. został oskarżony przez prokuraturę o pedofilię. Do zarzutu się nie przyznał. Jego proces ruszył przed Sądem Rejonowym w Kołobrzegu w marcu 2011 r. Skazany na dwa lata więzienia we wrześniu 2012 r. R. został uznany za winnego jedenastokrotnego doprowadzenia dwóch małoletnich do poddania się tzw. innym czynnościom seksualnym w latach 1999-2001. Jednym z pokrzywdzonych był Marcin K., którego kapłan wykorzystał 10 razy. Ksiądz został skazany na dwa lata więzienia. Karę więzienia R. zaczął odbywać w listopadzie 2013 r.

Marcin rozpoczął wtedy sądową walkę o zadośćuczynienia od diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, parafii i skazanego księdza.

"Księdza Zbigniewa poznałem jako chłopiec uczący się w szkole podstawowej. Zaczepiony przez niego na cmentarzu katolickim w Kołobrzegu, gdzie wcześniej odprawiał pogrzeb, zapytany, dokąd idę, odpowiedziałem: do domu. Zaproponował, że mnie odwiezie, lecz wcześniej zawiezie na plebanię stułę i komżę. Zgodziłem się z dziecięcą ufnością, nie zdając sobie sprawy, jaką traumą odbije się to na moim życiu. "Pan w sukience" mnie odwiezie. Jak bardzo czułem się wówczas wyróżniony. Ksiądz zaprowadził mnie do swojego pokoju, usiadł i kazał się zbliżyć. Następnie wykorzystał mnie. Gdy się sprzeciwiłem jego poleceniom, to krzyczał i zmuszał mnie do czynów, do których żadne dziecko nie powinno być nigdy zmuszane. Sytuacja powtarzała się kilkanaście razy, co dwa, trzy dni. Kto przywróci mi dzisiaj utracone dzieciństwo, utraconą niewinność? Nikt!" - do papieża Franciszka trafiły w sumie trzy listy w sprawie Marcina.
- Ostatni w 2014 roku. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Wydaje nam się, że zatrzymały się na etapie sekretariatu Kongregacji Wiary. Mamy przekonanie, że papież Franciszek nie wie, co dzieje się w Polsce - uważa Lisiński.

Sąd Okręgowy w Koszalinie zasądził na rzecz Marcina odszkodowanie w wysokości 50 tysięcy złotych. W międzyczasie, w ramach ugody z parafią, pokrzywdzony dostał również środki na terapię psychologiczną.

- Kościół nie przyznał się do winy, tylko poszedł na ugodę. Nie poniósł żadnej kary i konsekwencji. Pieniądze, które dostał Marcin, nazwał "gestem chrześcijańskiej pomocy". Nie przyznali się, a dali - podsumowuje Lisiński i dodaje: - My nie jesteśmy przeciwnikami Kościoła i ludzi Kościoła. My tylko domagamy się sprawiedliwości. Fundacja powstała po to, żeby pomagać ofiarom, a nie po to - jak się nam wmawia - żeby atakować Kościół. Dla mnie Kościół nie jest wrogiem, tylko księża pedofile, którzy są w jego szeregach, i ludzie, którzy ich kryją .

Liczba sprawców i ofiar wciąż nieznana

Rok temu, w lutym 2015 roku, prymas Wojciech Polak wyznaczył delegata i duszpasterza do pomocy ofiarom nadużyć seksualnych popełnianych przez duchownych. Funkcję delegata arcybiskupa gnieźnieńskiego pełni ks. dr Wojciech Rzeszowski. Na duszpasterza ofiar abp Polak wyznaczył ks. Dariusza Larusa. Zgodnie z zamierzeniami episkopatu, w kraju ma powstać kilka ośrodków pomocy dla ofiar nadużyć seksualnych. Za organizację ośrodków odpowiada koordynator KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, jezuita o. Adam Żak.

(Dyrektor Centrum Ochrony Dziecka, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski, o. Adam Żak podczas prezentacji dokumentów dotyczących wytycznych ws. przypadków pedofilii fot. PAP)

Latem 2014 roku w Krakowie odbyła się konferencja na temat pedofilii oraz - po raz pierwszy w Polsce - liturgia pokutna z udziałem pokrzywdzonych przez duchownych.
- Zawstydzeni i skruszeni prosimy o przebaczenie. Prosimy Boga i prosimy ludzi skrzywdzonych przez kapłanów - mówił w homilii biskup płocki Piotr Libera, cytowany przez PAP.

(W latach 2010-2013 przynajmniej 19 polskich księży zostało skazanych za czyny seksualne z małoletnimi fot. Shutterstock)

Tymczasem wciąż nie jest znana liczba sprawców i ofiar. Ojciec Żak zbiera dane w diecezjach i prowincjach zakonnych, jednak są one niepełne.

Oficjalnie dopiero od 2001 roku przełożeni kościelni są zobowiązani do informowania Stolicy Apostolskiej w przypadku uprawdopodobnienia się oskarżeń o przestępstwa o charakterze seksualnym. Z danych wynika, że w latach 2010-2013 przynajmniej 19 polskich księży zostało skazanych za czyny seksualne z małoletnimi.
Wśród nich są między innymi:

  • Ksiądz Antoni W. - były proboszcz parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w położonych na obrzeżach Olsztyna (diecezja warmińsko-mazurska), skazany na 3,5 roku więzienia za płatny seks z 14-letnimi chłopcami.
  • Ksiądz Zbigniew Sz. jako proboszcz parafii w P. (diecezja siedlecka) "wielokrotnie doprowadził pięć małoletnich uczennic klas I-III szkoły podstawowej do poddania się czynnościom seksualnym", za co został skazany na 2 lata więzienia.
  • Ksiądz Krzysztof K. był do niedawna proboszczem parafii św. Jakuba Apostoła w M. (archidiecezja gdańska). Sąd Rejonowy w Wejherowie skazał go na 3,5 roku więzienia za seksualne "formowanie" 14-letniej dziewczynki.
  • Ksiądz Waldemar B. - były wikary i nauczyciel religii w parafii w Wysokiej pod Piłą, został skazany na 3 lata bezwzględnego więzienia za molestowanie seksualne 9-latka i robienie mu pornograficznych zdjęć.
  • Na 8 lat więzienia skazał Sąd Rejonowy w Stargardzie Szczecińskim księdza Romana B. za utrzymywanie stosunków seksualnych z 13-latką.
  • Ksiądz Piotr D. - były proboszcz parafii św. Ducha we wsi W.(archidiecezja warszawska) i nauczyciel religii w S. W październiku 2007 r. skazany na dwa lata więzienia za molestowanie seksualne 9-letniego chłopca.
  • Ksiądz Marek B., wikariusz parafii Miłosierdzia Bożego w G. (diecezja zielonogórsko-gorzowska), za upicie i wykorzystanie seksualne ministranta został skazany na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. *Ksiądz Piotr T. z D. (woj. pomorskie, diecezja pelplińska). Został prawomocnie skazany na 4 lata więzienia za molestowanie seksualne 15-letniego ministranta oraz jego dwóch kolegów, namawianie nastolatków do samobójstwa i podawanie im narkotyków.
  • Ksiądz Andrzej S. jako nauczyciel religii w miejscowym gimnazjum, "działając czynem ciągłym, doprowadzał przemocą małoletnią (...) poniżej 15 lat do obcowania płciowego oraz do wykonania innych czynności seksualnych, w tym seksu oralnego..." - orzekł sąd w Nowym Targu, wymierzając pedofilowi karę 3,5 roku więzienia. Sąd Okręgowy zaostrzył karę bezwzględnego więzienia do 5 lat.
  • Ksiądz proboszcz Marek K. z P. (archidiecezja wrocławska) usiłował doprowadzić 14-letniego ministranta do "poddania się innej czynności seksualnej. W komputerze plebana policja znalazła ponad 240 filmów świadczących i zdjęć pornograficznych świadczących o jego upodobaniach do seksu męsko-chłopięcego. Dostał 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

Ingrid Hintz/WP Facet

d3fxwr1

Podziel się opinią

Share

d3fxwr1

d3fxwr1