Stefan Ossowiecki - niezwykła historia najsłynniejszego polskiego jasnowidza

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Stefan Ossowiecki - niezwykła historia najsłynniejszego polskiego jasnowidza
(NAC)
WP

"Zamordują mnie. Nikt nawet nie znajdzie mego trupa" - przewidywał Stefan Ossowiecki. Jak zwykle się nie pomylił i do dziś nie wiemy, gdzie został pochowany najsłynniejszy polski jasnowidz, który potrafił nie tylko przewidywać przyszłość, ale także posiadał dar przenoszenia przedmiotów bez użycia rąk czy przebywania w dwóch miejscach jednocześnie.

To był czwarty dzień Powstania Warszawskiego. Maszerującego ulicami stolicy Stefana Ossowieckego, aresztowanego wcześniej przez Niemców i po kilku godzinach zwolnionego, zaskoczył zmrok, dlatego postanowił przenocować na plebanii kościoła przy placu Zbawiciela.

Słynny jasnowidz dysponował listem podpisanym przez samego Adolfa Hitlera, który teoretycznie powinien zapewniać bezpieczeństwo. Był to dowód wdzięczności berlińskiego milionera, a jednocześnie oficera Wehrmachtu, który na początku lat 30. poprosił Ossowieckiego o pomoc w odnalezieniu 11-letniej córki. Polak, po dotknięciu rękawiczki dziewczynki, zakomunikował, że została ona zgwałcona i zamordowana, a także bezbłędnie wskazał miejsce ukrycia zwłok. Wskazał też fotografię sprawcy zbrodni, który został aresztowany i skazany za brutalną zbrodnię.

WP

Jednak nawet list od fuhrera nie uratował życia Ossowieckiemu. Rankiem, 5 sierpnia, na plebanię wkroczyli niemieccy żołnierze. Jasnowidz prawdopodobnie został rozstrzelany w czasie masowej egzekucji w Alejach Ujazdowskich, choć pojawiły się też informacje o skatowaniu mężczyzny przez Gestapo.

Zgodnie z przepowiednią Ossowieckiego, jego ciało nigdy nie zostało odnalezione.

Natężenie woli

Urodził się w 1877 r. w okolicach Mohylewa. Jego ojciec - Jan Ossowiecki był inżynierem-chemikiem, asystentem słynnego twórcy układu okresowego Dmitrija Mendelejewa. Stefan, idąc jego śladami, także postanowił zostać chemikiem. Jednak nie mniejszą rolę w życiu przyszłego jasnowidza odegrała matka i babka, które wyróżniały się "nadzwyczajną intuicją". Być może to im Ossowiecki zawdzięczał niezwykły dar, rozwinięty dzięki spotkaniu żydowskiego kabalisty Worobieja.

WP

Już w wieku 14 lat Stefan odkrył w sobie zdolności telepatyczne, a podczas studiów w Petersburskim Instytucie Technologicznym stał się prawdziwą gwiazdą w świecie studenckim, ponieważ chętnie organizował niezwykłe seanse. "Związywano mnie sznurami, nakładano długą koszulę z długimi rękawami, które były wiązane z tyłu. Leżałem na ziemi i w takim stanie, skrępowany, mogłem poruszać najcięższe przedmioty. Zrywałem ubrania, przesuwałem figury marmurowe lub inne ciężkie przedmioty, zdejmowałem obrazy ze ścian, wszystkie te przedmioty mogłem poruszać bardzo szybko, bo w pół lub jedną minutę od chwili natężenia woli już pociągałem je ku sobie" - wspominał w książce "Świat mego ducha i wizje przyszłości".

Zaginiony testament

W 1917 roku wybuchła w Rosji rewolucja bolszewicka. Jako polski szlachcic Stefan Ossowiecki został aresztowany i skazany na śmierć. W ostatniej chwili uniknął spotkania z plutonem egzekucyjnym, ponieważ ocalił go dawny kolega ze szkoły, który sprawował ważną funkcję w komunistycznej administracji. W 1918 r. Ossowiecki dotarł do Warszawy. "Moje zdolności telekinetyczne zupełnie mnie opuściły, przekształciwszy się w dar jasnowidzenia. Ten moment przejścia do innych form psychiki wyższej jest bardzo ciekawy. Twierdzę, że ta sama energia kosmiczna, którą rozporządzałem według mojej woli i za pomocą której mogłem dźwigać przedmioty, te same fale są dziś energią, dzięki której rzutują moje widzenie bez ograniczenia przestrzeni i czasu, daleko ogarniając wzrokiem wszechświat niewidzialny" - wspominał.

Dzięki swoim niezwykłym zdolnościom Stefan Ossowiecki szybko zyskał wielką sławę. Jednak nigdy nie czerpał dochodów z jasnowidzenia. Nawet wtedy, gdy pomógł słynnemu bankierowi Rothschildowi odnaleźć zaginiony testament, ukryty w pewnym londyńskim domu. Bogacz proponował mu pokaźne honorarium, ale Ossowiecki wyjaśnił, że nie traktuje swojego daru jako sposobu na zarabianie pieniędzy.

WP

Topielcy w Wiśle

Jasnowidz rozwiązywał rozmaite problemy. Słynnemu międzywojennemu tenorowi Dmitrijowi Smirnowowi wyjawił, że rozwiedzie się z żoną, a podczas koncertów w Stanach Zjednoczonych spotka Rosjankę, w której się zakocha i ją poślubi. Będzie miała na imię Lidia. Artysta energicznie zaprzeczył, twierdząc, że to niemożliwe, gdyż do Ameryki się nie wybiera i nie ma zamiaru powtórnie się żenić. "Dwa lata później znowu przyjechał do Warszawy. Moja przepowiednia, jak się okazało, spełniła się. Był on bowiem w Ameryce, gdzie przez kilka miesięcy śpiewał, poznał tam Rosjankę imieniem Lidia, zakochał się w niej, wskutek czego rozwiódł się z pierwszą żoną i ożenił się po raz drugi" - wspominał Ossowiecki.

Podziel się

Stefan Ossowiecki w towarzystwie kobiet - pierwszy z prawej (fot. NAC)

WP

Takich historii było wiele. Na przykład w czerwcu 1923 r., pracując w swoim gabinecie, jasnowidzowi ukazał się obraz przedstawiający mężczyzn tonących w Wiśle. Czym prędzej wskoczył do dorożki i pojechał nad rzekę. "Tutaj, nie tracąc ani chwili czasu, wskoczyłem do łodzi i kazałem się wieźć w kierunku kąpiących się ludzi, od których dzieliła mnie znaczna odległość. (...) Przy pewnym wysiłku udało mi się wyratować trzech, jak się okazało, żołnierzy 30 pułku" - relacjonował Ossowiecki.

"Pocałuj mnie w d..."

Jasnowidz był prawdziwą gwiazdą międzywojennej Polski i - jak wspominał jego znajomy, mecenas Stanisław Raabe - "wielkim smakoszem życia, nie tylko w znaczeniu kulinarnym". "Trudno było go widzieć kiedykolwiek nieotoczonego gronem kobiecym. Widziało się jego adoratorki, klientki, interesantki, petentki, penitentki. Ta zanudzała go zwierzeniami o niewierności swego męża, tamta szukała u niego rady w jakiejś zawiłej kolizji życiowej (oczywiście erotycznej), owa dopraszała się przepowiedni o swą przyszłość (oczywiście miłosną); tej doradzał filozoficzne ustosunkowanie się do zmartwień, tamtej cytował poetów, jedną odwodził od grzechu, inną vice versa" - czytamy w książce "Niepospolici ludzie w dniu swoim powszednim". Ossowieckiego cenili również przedstawiciele elity politycznej II RP, zwłaszcza Józef Piłsudski, wielki miłośnik parapsychologii. W 1930 r. marszałek zaprosił jasnowidza do Belwederu, gdzie w obecności najbliższych współpracowników - Felicjana Sławoja-Składkowskiego, Józefa Becka i Aleksandra
Prystora - wręczył mu kopertę i poprosił o odgadnięcie treści ukrytej w środku kartki. Ossowiecki dotknął jej ręką i wyrecytował ulubione powiedzenie Piłsudskiego: "Pocałuj mnie w d...".

Podróże astralne

WP

Ossowiecki i Piłsudski spotykali się wiele razy. Jasnowidz był przekonany, że wybitny przywódca wykazuje spory talent w kwestiach parapsychologicznych. Obaj umawiali się, że o określonej godzinie połączą się myślami, a później precyzyjnie odtwarzali swoje przemyślenia.

Piłsudski chciał nawet wykorzystać talent Ossowieckiego do celów wywiadowczych i zaproponował mu stanowisko w polskiej ambasadzie w Belinie. Jednak spotkał się z odmową. "Niemiecki kontrwywiad od razu by mnie wykończył" - tłumaczył jasnowidz, który do końca życia z dumą pokazywał liścik od Marszałka, ze słowami: "Panu Stefanowi Ossowieckiemu na pamiątkę naszych rozmów, w zrozumieniu tego, czego nie ma, a co jest". Z czasem rozwinęła się u niego zdolność bilokacji, czyli przebywania w dwóch miejscach jednocześnie. Wykorzystał ją, gdy nie mógł wyjechać na konferencję naukową do Wiednia. "Powoli osłabiłem tętno i oddech. Z późniejszej relacji wiem, iż po pewnym czasie obecny lekarz stwierdził, że tętno i oddech ustały jakby zupełnie. Leżałem na kanapie sztywny i prawie zimny do godziny 19. A tymczasem... byłem w Wiedniu na zjeździe, słuchałem referatów, a podpis mój figurował na liście obecności. Architekci polscy, którzy również byli na owym zjeździe, wierzyć później nie chcieli, że tam nie byłem, skoro mnie
widzieli" - wspominał.

Później rzadko korzystał jednak z umiejętności bilokacji, ponieważ "podróże astralne" miały poważne konsekwencje dla zdrowia. "Cała moja postać jak gdyby płynęła w powietrzu, nie czułem rąk ani nóg. Słowem nie mogłem przemówić, a strach śmierci mnie ogarnął na myśl, jak ja powrócę i czy w ogóle powrócę" - tłumaczył.

"Nie sposób ujść przeznaczeniu"

Ossowieckim zafascynowali byli najwybitniejsi naukowcy tamtych czasów, m.in. Charles Richet. Wybitny francuski fizjolog i laureat Nagrody Nobla kilkukrotnie odwiedzał polskiego jasnowidza. "Otaczają nas niewątpliwie inne, odrębne siły i moce, których nie poznamy ani my, ani następne pokolenia. Ale, że istnieć mogą, zaprzeczać nie wolno" - wspominał naukowiec po spotkaniach z Ossowieckim.

Jasnowidz podobno przewidział wybuch II wojny światowej, ale na prośbę polskich władz nie dzielił się tą informacją. W czasie okupacji, mimo licznych propozycji, nie zdecydował się na wyjazd z Polski i pomagał wielu osobom w poszukiwaniach zaginionych bliskich. Był przekonany, że nie dożyje końca wojny. Na pytanie szwagra, dlaczego nie próbuje się uratować, odpowiedział podobno: "Nie sposób ujść przeznaczeniu".

Rafał Natorski /PFi, facet.wp.pl

Polub WP Facet
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP