CiekawostkiTak wygląda rosyjski areszt!

Tak wygląda rosyjski areszt!

Tak wygląda rosyjski areszt!

Mówią na to "małpiarnia"

Sterylne ściany, wygodne prycze, dużo światła i przestrzeni (jak na celę) oraz możliwość korzystania z komputera i internetu - tak przedstawiają się warunki w miejscach pozbawienia wolności. Oczywiście nie polskich i... oczywiście nie rosyjskich.

O warunkach panujących za kratami na wschód od naszej granicy krążą legendy: że syf, brud, przepełnienie i szczury wielkości kotów. Przedstawiamy zdjęcia z jednego z rosyjskich posterunków połączonych z izbą zatrzymań. Sami sprawdźcie, czy jest się czego bać.

Potocznie rosyjski areszt znajdujący się na posterunku policji, gdzie krótkotrwale (przynajmniej w teorii) trzymani są podejrzani nosi malowniczą nazwę "obiezjannika" czyli "małpiarni". Klatki, w których trzyma się "małpy", pozbawione są jednak wszelkich atrakcji, które zazwyczaj udostępnia się tym stworzeniom w zoo. Mało tego - pozbawione są właściwie wszystkiego. To po prostu niewielka powierzchnia ogrodzona przedpotopową kratą z "wygodami" w postaci drewnianej obdrapanej ławy. I tak nieźle - mogłaby być tam tylko rozkładana na noc prycza jak w jednym z więzień z czasów sowieckich. Na plus trzeba dodać, że nie zaobserwowaliśmy tzw. paraszy czyli krótko mówiąc wiadra służącego osadzonym za kibel. Albo podejrzani mają do dyspozycji jakieś inne miejsce zaspokajania swoich potrzeb fizjologicznych, albo... nie wzięto ich w ogóle pod uwagę.

Jeśli myślicie, że sami funkcjonariusze opływają w luksusy, a warunki w "małpiarni" obliczone są przede wszystkim na efekt psychologiczny, to jesteście w błędzie. Panowie policjanci pracują w warunkach, które śmiało mogłyby posłużyć za scenerię do psychodelicznego thrillera o umundurowanych psychopatach - sypiący się na głowę tynk, obdrapane przypadkowe meble i komputery (tak, komputery!) w formie składowiska odpadów elektronicznych. Przytulniej może być chyba w nowoczesnej rzeźni.

Szczytem wyrafinowanego luksusu i reprezentacyjnym miejscem posterunku jest oczywiście gabinet szefa. Obowiązkowo ustawione w literę L biurka, flaga na ścianie oraz nieśmiertelna paprotka - symbol instytucji publicznych w chyba wszystkich państwach bloku wschodniego, zaczynając od przedszkoli i przychodni, a na organach ścigania kończąc. Gabinet naczelnika to miejsce podwyższonego komfortu: dość spojrzeć na tchnącą nowością i świeżością obicia składaną wersalkę - idealne miejsce, by odpocząć po ciężarach wypełnionego pracą dnia. "Ciężar" mierzymy w pięćdziesiątkach.

O tym, że czas zatrzymał się w miejscu, przypomina dodatkowo propagandowy plakat z działającym pod przykrywką funkcjonariuszem i hasłem: "Milicjancie! Bądź czujny!".

Z drugiej strony, czy warunki panujące w tym areszcie mają prawo nas dziwić? Jesteśmy przekonani, że podobną podróż w czasie moglibyśmy odbyć w niejednym miejscu w Polsce. Są jeszcze posterunki policji, urzędy pocztowe czy spółdzielnie, gdzie nad biurkami wciąż wiszą kalendarze dumnie zatrzymane na wrześniu 1973 roku, a ściany zdobią automaty telefoniczne na żetony...

1 / 6

Nie chciałbyś się tam znaleźć

Obraz
© http://saoirse-2010.livejournal.com/

Sterylne ściany, wygodne prycze, dużo światła i przestrzeni (jak na celę) oraz możliwość korzystania z komputera i internetu - tak przedstawiają się warunki w miejscach pozbawienia wolności. Oczywiście nie polskich i... oczywiście nie rosyjskich.

O warunkach panujących za kratami na wschód od naszej granicy krążą legendy: że syf, brud, przepełnienie i szczury wielkości kotów. Przedstawiamy zdjęcia z jednego z rosyjskich posterunków połączonych z izbą zatrzymań. Sami sprawdźcie, czy jest się czego bać.

Potocznie rosyjski areszt znajdujący się na posterunku policji, gdzie krótkotrwale (przynajmniej w teorii) trzymani są podejrzani nosi malowniczą nazwę "obiezjannika" czyli "małpiarni". Klatki, w których trzyma się "małpy", pozbawione są jednak wszelkich atrakcji, które zazwyczaj udostępnia się tym stworzeniom w zoo. Mało tego - pozbawione są właściwie wszystkiego. To po prostu niewielka powierzchnia ogrodzona przedpotopową kratą z "wygodami" w postaci drewnianej obdrapanej ławy. I tak nieźle - mogłaby być tam tylko rozkładana na noc prycza jak w jednym z więzień z czasów sowieckich. Na plus trzeba dodać, że nie zaobserwowaliśmy tzw. paraszy czyli krótko mówiąc wiadra służącego osadzonym za kibel. Albo podejrzani mają do dyspozycji jakieś inne miejsce zaspokajania swoich potrzeb fizjologicznych, albo... nie wzięto ich w ogóle pod uwagę.

Jeśli myślicie, że sami funkcjonariusze opływają w luksusy, a warunki w "małpiarni" obliczone są przede wszystkim na efekt psychologiczny, to jesteście w błędzie. Panowie policjanci pracują w warunkach, które śmiało mogłyby posłużyć za scenerię do psychodelicznego thrillera o umundurowanych psychopatach - sypiący się na głowę tynk, obdrapane przypadkowe meble i komputery (tak, komputery!) w formie składowiska odpadów elektronicznych. Przytulniej może być chyba w nowoczesnej rzeźni.

Szczytem wyrafinowanego luksusu i reprezentacyjnym miejscem posterunku jest oczywiście gabinet szefa. Obowiązkowo ustawione w literę L biurka, flaga na ścianie oraz nieśmiertelna paprotka - symbol instytucji publicznych w chyba wszystkich państwach bloku wschodniego, zaczynając od przedszkoli i przychodni, a na organach ścigania kończąc. Gabinet naczelnika to miejsce podwyższonego komfortu: dość spojrzeć na tchnącą nowością i świeżością obicia składaną wersalkę - idealne miejsce, by odpocząć po ciężarach wypełnionego pracą dnia. "Ciężar" mierzymy w pięćdziesiątkach.

O tym, że czas zatrzymał się w miejscu, przypomina dodatkowo propagandowy plakat z działającym pod przykrywką funkcjonariuszem i hasłem: "Milicjancie! Bądź czujny!".

Z drugiej strony, czy warunki panujące w tym areszcie mają prawo nas dziwić? Jesteśmy przekonani, że podobną podróż w czasie moglibyśmy odbyć w niejednym miejscu w Polsce. Są jeszcze posterunki policji, urzędy pocztowe czy spółdzielnie, gdzie nad biurkami wciąż wiszą kalendarze dumnie zatrzymane na wrześniu 1973 roku, a ściany zdobią automaty telefoniczne na żetony...

2 / 6

Nie chciałbyś się tam znaleźć

Obraz
© http://saoirse-2010.livejournal.com/

Sterylne ściany, wygodne prycze, dużo światła i przestrzeni (jak na celę) oraz możliwość korzystania z komputera i internetu - tak przedstawiają się warunki w miejscach pozbawienia wolności. Oczywiście nie polskich i... oczywiście nie rosyjskich.

O warunkach panujących za kratami na wschód od naszej granicy krążą legendy: że syf, brud, przepełnienie i szczury wielkości kotów. Przedstawiamy zdjęcia z jednego z rosyjskich posterunków połączonych z izbą zatrzymań. Sami sprawdźcie, czy jest się czego bać.

Potocznie rosyjski areszt znajdujący się na posterunku policji, gdzie krótkotrwale (przynajmniej w teorii) trzymani są podejrzani nosi malowniczą nazwę "obiezjannika" czyli "małpiarni". Klatki, w których trzyma się "małpy", pozbawione są jednak wszelkich atrakcji, które zazwyczaj udostępnia się tym stworzeniom w zoo. Mało tego - pozbawione są właściwie wszystkiego. To po prostu niewielka powierzchnia ogrodzona przedpotopową kratą z "wygodami" w postaci drewnianej obdrapanej ławy. I tak nieźle - mogłaby być tam tylko rozkładana na noc prycza jak w jednym z więzień z czasów sowieckich. Na plus trzeba dodać, że nie zaobserwowaliśmy tzw. paraszy czyli krótko mówiąc wiadra służącego osadzonym za kibel. Albo podejrzani mają do dyspozycji jakieś inne miejsce zaspokajania swoich potrzeb fizjologicznych, albo... nie wzięto ich w ogóle pod uwagę.

Jeśli myślicie, że sami funkcjonariusze opływają w luksusy, a warunki w "małpiarni" obliczone są przede wszystkim na efekt psychologiczny, to jesteście w błędzie. Panowie policjanci pracują w warunkach, które śmiało mogłyby posłużyć za scenerię do psychodelicznego thrillera o umundurowanych psychopatach - sypiący się na głowę tynk, obdrapane przypadkowe meble i komputery (tak, komputery!) w formie składowiska odpadów elektronicznych. Przytulniej może być chyba w nowoczesnej rzeźni.

Szczytem wyrafinowanego luksusu i reprezentacyjnym miejscem posterunku jest oczywiście gabinet szefa. Obowiązkowo ustawione w literę L biurka, flaga na ścianie oraz nieśmiertelna paprotka - symbol instytucji publicznych w chyba wszystkich państwach bloku wschodniego, zaczynając od przedszkoli i przychodni, a na organach ścigania kończąc. Gabinet naczelnika to miejsce podwyższonego komfortu: dość spojrzeć na tchnącą nowością i świeżością obicia składaną wersalkę - idealne miejsce, by odpocząć po ciężarach wypełnionego pracą dnia. "Ciężar" mierzymy w pięćdziesiątkach.

O tym, że czas zatrzymał się w miejscu, przypomina dodatkowo propagandowy plakat z działającym pod przykrywką funkcjonariuszem i hasłem: "Milicjancie! Bądź czujny!".

Z drugiej strony, czy warunki panujące w tym areszcie mają prawo nas dziwić? Jesteśmy przekonani, że podobną podróż w czasie moglibyśmy odbyć w niejednym miejscu w Polsce. Są jeszcze posterunki policji, urzędy pocztowe czy spółdzielnie, gdzie nad biurkami wciąż wiszą kalendarze dumnie zatrzymane na wrześniu 1973 roku, a ściany zdobią automaty telefoniczne na żetony...

3 / 6

Nie chciałbyś się tam znaleźć

Obraz
© http://saoirse-2010.livejournal.com/

Sterylne ściany, wygodne prycze, dużo światła i przestrzeni (jak na celę) oraz możliwość korzystania z komputera i internetu - tak przedstawiają się warunki w miejscach pozbawienia wolności. Oczywiście nie polskich i... oczywiście nie rosyjskich.

O warunkach panujących za kratami na wschód od naszej granicy krążą legendy: że syf, brud, przepełnienie i szczury wielkości kotów. Przedstawiamy zdjęcia z jednego z rosyjskich posterunków połączonych z izbą zatrzymań. Sami sprawdźcie, czy jest się czego bać.

Potocznie rosyjski areszt znajdujący się na posterunku policji, gdzie krótkotrwale (przynajmniej w teorii) trzymani są podejrzani nosi malowniczą nazwę "obiezjannika" czyli "małpiarni". Klatki, w których trzyma się "małpy", pozbawione są jednak wszelkich atrakcji, które zazwyczaj udostępnia się tym stworzeniom w zoo. Mało tego - pozbawione są właściwie wszystkiego. To po prostu niewielka powierzchnia ogrodzona przedpotopową kratą z "wygodami" w postaci drewnianej obdrapanej ławy. I tak nieźle - mogłaby być tam tylko rozkładana na noc prycza jak w jednym z więzień z czasów sowieckich. Na plus trzeba dodać, że nie zaobserwowaliśmy tzw. paraszy czyli krótko mówiąc wiadra służącego osadzonym za kibel. Albo podejrzani mają do dyspozycji jakieś inne miejsce zaspokajania swoich potrzeb fizjologicznych, albo... nie wzięto ich w ogóle pod uwagę.

Jeśli myślicie, że sami funkcjonariusze opływają w luksusy, a warunki w "małpiarni" obliczone są przede wszystkim na efekt psychologiczny, to jesteście w błędzie. Panowie policjanci pracują w warunkach, które śmiało mogłyby posłużyć za scenerię do psychodelicznego thrillera o umundurowanych psychopatach - sypiący się na głowę tynk, obdrapane przypadkowe meble i komputery (tak, komputery!) w formie składowiska odpadów elektronicznych. Przytulniej może być chyba w nowoczesnej rzeźni.

Szczytem wyrafinowanego luksusu i reprezentacyjnym miejscem posterunku jest oczywiście gabinet szefa. Obowiązkowo ustawione w literę L biurka, flaga na ścianie oraz nieśmiertelna paprotka - symbol instytucji publicznych w chyba wszystkich państwach bloku wschodniego, zaczynając od przedszkoli i przychodni, a na organach ścigania kończąc. Gabinet naczelnika to miejsce podwyższonego komfortu: dość spojrzeć na tchnącą nowością i świeżością obicia składaną wersalkę - idealne miejsce, by odpocząć po ciężarach wypełnionego pracą dnia. "Ciężar" mierzymy w pięćdziesiątkach.

O tym, że czas zatrzymał się w miejscu, przypomina dodatkowo propagandowy plakat z działającym pod przykrywką funkcjonariuszem i hasłem: "Milicjancie! Bądź czujny!".

Z drugiej strony, czy warunki panujące w tym areszcie mają prawo nas dziwić? Jesteśmy przekonani, że podobną podróż w czasie moglibyśmy odbyć w niejednym miejscu w Polsce. Są jeszcze posterunki policji, urzędy pocztowe czy spółdzielnie, gdzie nad biurkami wciąż wiszą kalendarze dumnie zatrzymane na wrześniu 1973 roku, a ściany zdobią automaty telefoniczne na żetony...

4 / 6

Nie chciałbyś się tam znaleźć

Obraz
© http://saoirse-2010.livejournal.com/

Sterylne ściany, wygodne prycze, dużo światła i przestrzeni (jak na celę) oraz możliwość korzystania z komputera i internetu - tak przedstawiają się warunki w miejscach pozbawienia wolności. Oczywiście nie polskich i... oczywiście nie rosyjskich.

O warunkach panujących za kratami na wschód od naszej granicy krążą legendy: że syf, brud, przepełnienie i szczury wielkości kotów. Przedstawiamy zdjęcia z jednego z rosyjskich posterunków połączonych z izbą zatrzymań. Sami sprawdźcie, czy jest się czego bać.

Potocznie rosyjski areszt znajdujący się na posterunku policji, gdzie krótkotrwale (przynajmniej w teorii) trzymani są podejrzani nosi malowniczą nazwę "obiezjannika" czyli "małpiarni". Klatki, w których trzyma się "małpy", pozbawione są jednak wszelkich atrakcji, które zazwyczaj udostępnia się tym stworzeniom w zoo. Mało tego - pozbawione są właściwie wszystkiego. To po prostu niewielka powierzchnia ogrodzona przedpotopową kratą z "wygodami" w postaci drewnianej obdrapanej ławy. I tak nieźle - mogłaby być tam tylko rozkładana na noc prycza jak w jednym z więzień z czasów sowieckich. Na plus trzeba dodać, że nie zaobserwowaliśmy tzw. paraszy czyli krótko mówiąc wiadra służącego osadzonym za kibel. Albo podejrzani mają do dyspozycji jakieś inne miejsce zaspokajania swoich potrzeb fizjologicznych, albo... nie wzięto ich w ogóle pod uwagę.

Jeśli myślicie, że sami funkcjonariusze opływają w luksusy, a warunki w "małpiarni" obliczone są przede wszystkim na efekt psychologiczny, to jesteście w błędzie. Panowie policjanci pracują w warunkach, które śmiało mogłyby posłużyć za scenerię do psychodelicznego thrillera o umundurowanych psychopatach - sypiący się na głowę tynk, obdrapane przypadkowe meble i komputery (tak, komputery!) w formie składowiska odpadów elektronicznych. Przytulniej może być chyba w nowoczesnej rzeźni.

Szczytem wyrafinowanego luksusu i reprezentacyjnym miejscem posterunku jest oczywiście gabinet szefa. Obowiązkowo ustawione w literę L biurka, flaga na ścianie oraz nieśmiertelna paprotka - symbol instytucji publicznych w chyba wszystkich państwach bloku wschodniego, zaczynając od przedszkoli i przychodni, a na organach ścigania kończąc. Gabinet naczelnika to miejsce podwyższonego komfortu: dość spojrzeć na tchnącą nowością i świeżością obicia składaną wersalkę - idealne miejsce, by odpocząć po ciężarach wypełnionego pracą dnia. "Ciężar" mierzymy w pięćdziesiątkach.

O tym, że czas zatrzymał się w miejscu, przypomina dodatkowo propagandowy plakat z działającym pod przykrywką funkcjonariuszem i hasłem: "Milicjancie! Bądź czujny!".

Z drugiej strony, czy warunki panujące w tym areszcie mają prawo nas dziwić? Jesteśmy przekonani, że podobną podróż w czasie moglibyśmy odbyć w niejednym miejscu w Polsce. Są jeszcze posterunki policji, urzędy pocztowe czy spółdzielnie, gdzie nad biurkami wciąż wiszą kalendarze dumnie zatrzymane na wrześniu 1973 roku, a ściany zdobią automaty telefoniczne na żetony...

5 / 6

Nie chciałbyś się tam znaleźć

Obraz
© http://saoirse-2010.livejournal.com/

Sterylne ściany, wygodne prycze, dużo światła i przestrzeni (jak na celę) oraz możliwość korzystania z komputera i internetu - tak przedstawiają się warunki w miejscach pozbawienia wolności. Oczywiście nie polskich i... oczywiście nie rosyjskich.

O warunkach panujących za kratami na wschód od naszej granicy krążą legendy: że syf, brud, przepełnienie i szczury wielkości kotów. Przedstawiamy zdjęcia z jednego z rosyjskich posterunków połączonych z izbą zatrzymań. Sami sprawdźcie, czy jest się czego bać.

Potocznie rosyjski areszt znajdujący się na posterunku policji, gdzie krótkotrwale (przynajmniej w teorii) trzymani są podejrzani nosi malowniczą nazwę "obiezjannika" czyli "małpiarni". Klatki, w których trzyma się "małpy", pozbawione są jednak wszelkich atrakcji, które zazwyczaj udostępnia się tym stworzeniom w zoo. Mało tego - pozbawione są właściwie wszystkiego. To po prostu niewielka powierzchnia ogrodzona przedpotopową kratą z "wygodami" w postaci drewnianej obdrapanej ławy. I tak nieźle - mogłaby być tam tylko rozkładana na noc prycza jak w jednym z więzień z czasów sowieckich. Na plus trzeba dodać, że nie zaobserwowaliśmy tzw. paraszy czyli krótko mówiąc wiadra służącego osadzonym za kibel. Albo podejrzani mają do dyspozycji jakieś inne miejsce zaspokajania swoich potrzeb fizjologicznych, albo... nie wzięto ich w ogóle pod uwagę.

Jeśli myślicie, że sami funkcjonariusze opływają w luksusy, a warunki w "małpiarni" obliczone są przede wszystkim na efekt psychologiczny, to jesteście w błędzie. Panowie policjanci pracują w warunkach, które śmiało mogłyby posłużyć za scenerię do psychodelicznego thrillera o umundurowanych psychopatach - sypiący się na głowę tynk, obdrapane przypadkowe meble i komputery (tak, komputery!) w formie składowiska odpadów elektronicznych. Przytulniej może być chyba w nowoczesnej rzeźni.

Szczytem wyrafinowanego luksusu i reprezentacyjnym miejscem posterunku jest oczywiście gabinet szefa. Obowiązkowo ustawione w literę L biurka, flaga na ścianie oraz nieśmiertelna paprotka - symbol instytucji publicznych w chyba wszystkich państwach bloku wschodniego, zaczynając od przedszkoli i przychodni, a na organach ścigania kończąc. Gabinet naczelnika to miejsce podwyższonego komfortu: dość spojrzeć na tchnącą nowością i świeżością obicia składaną wersalkę - idealne miejsce, by odpocząć po ciężarach wypełnionego pracą dnia. "Ciężar" mierzymy w pięćdziesiątkach.

O tym, że czas zatrzymał się w miejscu, przypomina dodatkowo propagandowy plakat z działającym pod przykrywką funkcjonariuszem i hasłem: "Milicjancie! Bądź czujny!".

Z drugiej strony, czy warunki panujące w tym areszcie mają prawo nas dziwić? Jesteśmy przekonani, że podobną podróż w czasie moglibyśmy odbyć w niejednym miejscu w Polsce. Są jeszcze posterunki policji, urzędy pocztowe czy spółdzielnie, gdzie nad biurkami wciąż wiszą kalendarze dumnie zatrzymane na wrześniu 1973 roku, a ściany zdobią automaty telefoniczne na żetony...

6 / 6

Nie chciałbyś się tam znaleźć

Obraz
© http://saoirse-2010.livejournal.com/

Sterylne ściany, wygodne prycze, dużo światła i przestrzeni (jak na celę) oraz możliwość korzystania z komputera i internetu - tak przedstawiają się warunki w miejscach pozbawienia wolności. Oczywiście nie polskich i... oczywiście nie rosyjskich.

O warunkach panujących za kratami na wschód od naszej granicy krążą legendy: że syf, brud, przepełnienie i szczury wielkości kotów. Przedstawiamy zdjęcia z jednego z rosyjskich posterunków połączonych z izbą zatrzymań. Sami sprawdźcie, czy jest się czego bać.

Potocznie rosyjski areszt znajdujący się na posterunku policji, gdzie krótkotrwale (przynajmniej w teorii) trzymani są podejrzani nosi malowniczą nazwę "obiezjannika" czyli "małpiarni". Klatki, w których trzyma się "małpy", pozbawione są jednak wszelkich atrakcji, które zazwyczaj udostępnia się tym stworzeniom w zoo. Mało tego - pozbawione są właściwie wszystkiego. To po prostu niewielka powierzchnia ogrodzona przedpotopową kratą z "wygodami" w postaci drewnianej obdrapanej ławy. I tak nieźle - mogłaby być tam tylko rozkładana na noc prycza jak w jednym z więzień z czasów sowieckich. Na plus trzeba dodać, że nie zaobserwowaliśmy tzw. paraszy czyli krótko mówiąc wiadra służącego osadzonym za kibel. Albo podejrzani mają do dyspozycji jakieś inne miejsce zaspokajania swoich potrzeb fizjologicznych, albo... nie wzięto ich w ogóle pod uwagę.

Jeśli myślicie, że sami funkcjonariusze opływają w luksusy, a warunki w "małpiarni" obliczone są przede wszystkim na efekt psychologiczny, to jesteście w błędzie. Panowie policjanci pracują w warunkach, które śmiało mogłyby posłużyć za scenerię do psychodelicznego thrillera o umundurowanych psychopatach - sypiący się na głowę tynk, obdrapane przypadkowe meble i komputery (tak, komputery!) w formie składowiska odpadów elektronicznych. Przytulniej może być chyba w nowoczesnej rzeźni.

Szczytem wyrafinowanego luksusu i reprezentacyjnym miejscem posterunku jest oczywiście gabinet szefa. Obowiązkowo ustawione w literę L biurka, flaga na ścianie oraz nieśmiertelna paprotka - symbol instytucji publicznych w chyba wszystkich państwach bloku wschodniego, zaczynając od przedszkoli i przychodni, a na organach ścigania kończąc. Gabinet naczelnika to miejsce podwyższonego komfortu: dość spojrzeć na tchnącą nowością i świeżością obicia składaną wersalkę - idealne miejsce, by odpocząć po ciężarach wypełnionego pracą dnia. "Ciężar" mierzymy w pięćdziesiątkach.

O tym, że czas zatrzymał się w miejscu, przypomina dodatkowo propagandowy plakat z działającym pod przykrywką funkcjonariuszem i hasłem: "Milicjancie! Bądź czujny!".

Z drugiej strony, czy warunki panujące w tym areszcie mają prawo nas dziwić? Jesteśmy przekonani, że podobną podróż w czasie moglibyśmy odbyć w niejednym miejscu w Polsce. Są jeszcze posterunki policji, urzędy pocztowe czy spółdzielnie, gdzie nad biurkami wciąż wiszą kalendarze dumnie zatrzymane na wrześniu 1973 roku, a ściany zdobią automaty telefoniczne na żetony...

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (37)