Dla zespołu metalowego ważne są koncerty. Spotkanie z widownią. To na scenie poznaje się klasę zespołu. Jak was przyjmuje publika na koncercie?
Łukasz Zych: Zaskakująco dobrze. Nie tylko młodzi, ale także starsi słuchacze. Naprawdę wszystko wskazuje na to, że ta muza ma przyszłość. Zawsze na koncertach obserwuję taką sytuację, że pierwsze dwa utwory ludzie stoją, próbują ogarnąć, o co chodzi. A później zaczynają się bardzo dobrze bawić. Na razie sami organizujemy swoje koncerty po klubach. Fajnie byłoby wystąpić obok bardziej znanej kapeli.
A właśnie obok jakiego zespołu widzielibyście się w charakterze supportu? W Polsce.
Łukasz Zych: W Polsce z takich gwiazd to wiadomo: np. Acid Drinkers i Hunter.
Zapowiadaliście, że obok EP-ki pojawi się również klip. Kiedy?
Łukasz Zych: Jesteśmy coraz bliżej. Teraz trochę sezon jest kiepski. W sensie, to nie jest najlepszy czas, bo część ludzi powyjeżdżała i trudno zebrać ekipę realizacyjną. My też jesteśmy w okresie urlopowym, także pewnie gdzieś w drugiej połowie sierpnia będziemy realizować klip.
Ostatnio można zauważyć, że wiele zespołów, także metalowych, wybiera zaskakującą, moim zdaniem, drogę do show biznesu przez udział w telewizyjnych „talent show”. Niemal w każdym z tych programów, w każdej edycji jest przynajmniej jeden tego rodzaju band. Też spróbujecie?
Łukasz Zych: Ostatnio nawet rozmawiałem na koncercie z wokalistą jednego z takich zespołów. Zapytałem się: „Stary, powiedz mi szczerze, czy to ‘Must be the music’ coś wam dało?”. Powiedział, że… no że nic im nie dało, żeby słów niecenzuralnych nie używać. Ale doszli do finału, zobaczyły ich miliony telewidzów. Odrzuca mnie od przystąpienia do takiego konkursu fakt, że to nie jest to. Jeden znajomy opowiadał mi, że zgłosił się, przeszedł precasting, miał występ w Polsacie, wszystko fajnie, „cztery razy tak” od jurorów, schodzą ze sceny. Dwa dni później dzwoni do niego reżyser i mówi, że „fajnie graliście, ale sorry, nie wystarczy dla was czasu antenowego”.