To jedna z najlepszych jednostek specjalnych na świecie

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
To jedna z najlepszych jednostek specjalnych na świecie
(East News)
WP

Początki tej elitarnej jednostki specjalnej sięgają 1974 roku. To wówczas, z inicjatywy Oddziału Rozpoznania Sztabu Marynarki Wojennej, a w szczególności komandora Zygmunta Zawadzkiego, powstaje specjalny zespół badawczy płetwonurków.

Nam udało się porozmawiać z pierwszym dowódcą Jednostki Specjalnej Formoza, Komandorem Józefem Rembiszem.

WP: Książka "Wojsko, Morze, Wraki i Węgorze" została napisana bardzo szczerze i odważnie. Co skłoniło Pana Komandora do spisania wspomnień zawartych w tej książce? Myliłem się myśląc, że emeryt może spać spokojnie. Różnymi drogami docierały do mnie błędne lub niezupełnie prawdziwe wieści o "Formozie". A gdy mnie, jako pierwszego szefa tej ściśle tajnej formacji Marynarki Wojennej, zaproszono na 20 rocznicę jej istnienia, musiałem zabrać głos widoczny dziś jako wspomnienia. Mając już 80 lat, ku potomnym, połączyłem rodzinę z moją służba wojskową.

WP

WP: Ilość egzemplarzy tej unikatowej książki jest niewielka. Do kogo zatem trafiła i jak została przyjęta? Głos ten miał satysfakcjonować moją rodzinę, moich dzielnych żołnierzy, emerytów, a także aktualnie kontynuujących dzieło "Formozy". No i miał też dotrzeć do tych, którym sie wydawało, że Formoza to jakiś nadmorski ośrodek wypoczynkowy MW. Nie, to nowa jednostka WP mająca w obronie swojej Ojczyzny wykonywać najtrudniejsze zadania.

Podziel się

komandor Józef Rembisz (fot. http://krsformoza.pl/)

WP

WP: Pańskich wspomnień z okresu tworzenia Jednostki nie przyjął wcześniej miesięcznik MW "Przegląd Morski". Trochę mnie to zaskoczyło. Jest Pan zasłużoną osobą, naocznym świadkiem wielu ważnych już w tej chwili historycznych wydarzeń. Media powinny raczej same o Pana zabiegać. Projekt tych wspomnień pewno komuś nie pasował. W obawie, że będą przeszkodą we wspinaczce na wyższy szczebel hierarchicznej drabiny MW, widziano je chyba raczej pod dywanem. A ja pisałem też dlatego, bo czułem, że śladu narodzin "Formozy" już nikt nie zna. Pisałem nie bacząc na to, czy w składanej przysiędze żołnierskiej była treść "Tak mi..." Z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że wspomnieniami mogą być zainteresowani nieliczni, głównie ci, co tam służyli, służą,oraz ci, którzy koniecznie chcą tam służyć. Wspomnień nie mają w archiwum MW i WP.

WP: Zatem wróćmy na chwile do historii. W 1973 roku kontradmirał Henryk Pietraszkiewicz, obejmując stanowisko szefa sztabu MW dostrzegał, że do pewnych szczególnych zadań nie ma odpowiednio wyszkolonych wykonawców. Stwierdził, że trzeba problem rozwiązać. Co na to ówczesny sojusznik? Nasz ówczesny sojusznik chyba pomijał problem, sądząc, że wojny nie będzie, a jak będzie, to kwitował to starym zwyczajem - "nas mnoga".

WP: Mimo to wydział, którego został Pan szefem, zaczął prowadzić próby i ćwiczenia doświadczalne. Na użytek wojska oficjalnie został Pan zastępcą dowódcy do spraw płetwonurków, a faktycznie szefem wydziału zadań specjalnych. Co należało do tych zadań? Przygotowując koncepcję formowania nowej jednostki specjalnej, MW przewidziała dla niej trzy podstawowe zadania do realizacji w okresie zagrożenia i wojny: rozpoznanie, dywersja i wykonanie innych zadań specjalnych, wynikających z sytuacji i potrzeb MW.

WP: Rozpoznanie i dywersja były znane już w MW. Problem zapewne stanowiły właśnie zadania specjalne, nie mieliście doświadczenia. - No i tu w toku przygotowań do powołania zawiązku jednostki MON PRL umożliwił nam odbycie konsultacji we flocie wojennej ZSRR i w Bułgarii.

WP

Nie mogliście się chyba jednak zbyt wiele od nich nauczyć, bo przecież ani ZSRR, ani Bułgaria jednostek specjalnych nie miały? We Flocie Bałtyckiej ZSRR uzyskaliśmy informacje jakie już mieliśmy od naszej kadry, która odbyła kursy nurkowe w Baku. A w Bułgarii oprócz sytych spotkań widziałem tylko stół do układania spadochronów. Za to uczestnictwo w kongresie nurkowym w Sztokholmie w 1975 roku był swego rodzaju drożdżami naszej wizji.

Etaty w nowej jednostce miały wysokie stopnie. Sporo było chętnych do objęcia tych stanowisk? Tak, kandydatów było wielu, ale żaden nie miał w tym zakresie doświadczenia. Należało ich do tej służby przygotować. Każdy zaczynał od zaliczenia kursu płetwonurka. Z czterech nas początkujących specjalistów, po roku dwóch złożyło rezygnację. Gdy mieliśmy już zgodę na szkolenie pary płetwonurków bez asekuracji z pontonu, przez kilka lat prowadziliśmy z nimi własne doświadczenia. Na ich podstawie opracowane zostały sposoby wykonywania zadań, formy szkolenia, wymagania logistyczne, sposoby przerzutu i ewakuacji.

Prowadziliście doświadczenia w większym składzie żołnierzy niż para? Tak, nieco większy skład to trzech żołnierzy, a czterech lub sześciu, to już dwie, lub trzy pary płetwonurków stanowiących grupę. Każda grupa miała swojego dowódcę.

WP: Działania specjalne mogą być skuteczne z zaskoczenia i dwuosobowy skład żołnierskiej pary płetwonurków dawał gwarancję bezpieczeństwa i pełną swobodę skrytego działania. Dlaczego? Tylko najmniejsze siły są w stanie niespodziewanie przeniknąć w struktury obronne przeciwnika. Muszą być po prostu niewidzialni dla wroga. Takim będzie pojedynczy żołnierz i do jego przerzutu trzeba użyć najmniejszego, trudnego do wykrycia środka. Nasz żołnierz może być wykryty wzrokowo, lub przez techniczne środki wykrywania i ostrzegania, a pod wodą będą to hydrolokatory, szumonamierniki i środki wizyjne. Pojedynczy żołnierz płetwonurek, żeby dotrzeć do obiektu nieprzyjaciela, będzie musiał pokonać duże przestrzenie wodne, ominąć siły i środki chroniące dostęp do głównego obiektu i dyskretnie wykonać zadanie. Na to potrzeba dużo czasu mierzonego dobami, a pokonana odległość mierzona jest milami. W tym powinien być uwzględniony czas na odpoczynek. Niska temperatura wody skraca czas przebywania pod nią. Dłuższy pobyt na
głębokości większej niż 12 metrów będzie wymagał odbycia dekompresji. W takich warunkach płetwonurek samodzielnie zadania nie jest w stanie wykonać. Należy mu pomóc. Stąd drugi żołnierz. Taka para to najmniejszy skład, który będzie mógł wykonać określone zadanie.

WP

WP: No właśnie to Pan wymyślił słynną parę płetwonurków. Ja tej pary nie wymyśliłem, tylko dostrzegłem, wyeksponowałem i w dalszych doświadczeniach para była jako nierozerwalny element bojowy. Obaj żołnierze niezależnie od pory dnia, widoczności podwodnej byli zawsze połączeni linką, ta zaś była najlepszym środkiem łączności w której obowiązywał ustalony kod porozumiewania się. Bez tej linki pogubiliby się.

WP: Do Was należało przygotowanie opisu adekwatnego wyposażenia dla jednostki, wiadomo, że bez specjalistycznego sprzętu nie mogliście istnieć. Komandosi codziennie mieli nowe koncepcje odnośnie sposobu działania. Odręcznie wykonywali pomysłowe narzędzia, które później stały się niezawodne. Gwarantowały wykonanie wielu trudnych elementów działania. Zasadniczo do nas należało przygotowanie opisu, czyli określaliśmy wymagania taktyczno - techniczne, a służby techniczne zlecały realizację. Po wykonaniu prototypu do nas należało praktyczne sprawdzenie przydatności. Trwało to zbyt długo, ale nie było powodu do pośpiechu, a po przemianach ustrojowych już moi następcy uzyskali to wyposażenie od nowych sojuszników NATO.

WP: Obecnie szkolenia jednostek specjalnych są bardzo trudne. Czy tak było od początku? Od zawsze grupy specjalne płetwonurków realizowały wyczerpujący program szkolenia, ale po 3 latach ta poprzeczka wymagań została jeszcze podniesiona. Włączono grupy do ćwiczeń zespołów okrętów, byliśmy ich naturalnymi przeciwnikami z ćwiczebnym uzbrojeniem. Szczególnie ćwiczenia nocne przyczyniły sie do urealnienia sposobu obrony przeciwdywersyjnej okrętów wykonujących zadania na morzu.

WP: Zapewne nie wszyscy wiedzą, ale to do Pana należało wskazanie miejsca dyslokacji przyszłego dywizjonu specjalnego płetwonurków. Dlaczego wybrał Pan Gdynię? Same plusy wskazywały na Gdynię. Duże i ciekawe miasto, port wojenny i handlowy, stocznie, lotnisko Babie Doły, zakład legalizacji wyposażenia nurkowego, ośrodek szkolenia płetwonurków, baseny nurkowe, zakład lecznictwa podwodnego z komorą dekompresyjną, wyższa uczelnia MW. Tu przy nabrzeżach stały okręty na których mieli odbywać praktyki płetwonurkowie - komandosi, by poznać systemy obronne okrętu. Na zatoce stały niezagospodarowane torpedownie I i II, które miały zapewnić tej tajnej jednostce minimum dyskrecji. Gdynia była też wymarzonym miastem dla późniejszych emerytów i ich rodzin. W 1984 roku I torpedownię, nazywaną powszechnie "Formozą", połączono z brzegiem 500 m żelazno-betonowym molem. W 37 rocznicę powołania jednostki specjalnej "Formoza", po kapitalnej modernizacji kompleksu I torpedowni oddano ją nowej jednostce specjalnej. Obecnie,
ale i już za moich czasów, powszechnie nazywana "Formozą" . Doznałem zaszczytu przecięcia tam wstęgi biało-czerwonej. To barwy narodowe zawsze mojej Ojczyzny - Polski.

WP

WP: Formoza to formacja XXI wieku, zgadza się Pan z tym? Tak, tworzony przeze mnie, a później podlegający mi zawiązek jednostki specjalnej MW jawnie nazywany "Formozą" miał być formacją XXI wieku. Jej organizacja wynikała z czekających ją zadań, nosiła cechy futurologiczne i taka z pewnością jest. Korzysta z doświadczeń przodujących armii świata. Tam żołnierzem może być tylko najsprawniejszy, rozważny i odważny człowiek. Kandydatów do służby jest wielu, ale przyjęci mogą być tylko młodzi wybrańcy, najlepsi z najlepszych. Jeden z nich, dziś już emeryt, przez kilka lat intensywnych ćwiczeń uzyskał akces. Przesłużył 20 lat i teraz jest instruktorem dbającym o to, by kandydaci byli jeszcze lepsi niż on.

WP: Służył Pan w okresie PRL, a wiadomo, że od czasu przemian ustrojowych tamten okres uznaje się za okres szkodliwy dla Polski. Czy nie wstydzi się Pan tego, że służył Pan akurat w tamtym okresie? Nie widzę ku temu żadnego powodu. Mogę tylko wstydzić się postępowania wielu moich rodaków, że łatwo ulegają wpływom innych. Nie idą do urn, lub dają szansę komuś, kto potem nie dba o byt narodowy. Potrafi tylko głosić zapożyczone teorie i patrzy, by się swoim zwierzchnikom nie narazić. A ci których się wstydzę, dla swojego kraju nigdy nic dobrego nie zrobili i jeszcze najgłośniej na wszystko narzekają.

Rozmawiała: Tamara Promyk ?PFi, facet.wp.pl

Polub WP Facet
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP