Trwa ładowanie...

Tragedia mężczyzn, których partnerki usunęły ciążę

Share
Tragedia mężczyzn, których partnerki usunęły ciążę
Źródło: 123RF.COM
d3g6u6w

Feministki, które niestrudzenie walczą o prawo do usuwania ciąży na życzenie, nikogo już dziś nie dziwią. Ich bój o słuszną - jak twierdzą - sprawę przybiera najróżniejsze, nierzadko skandalizujące formy. W całym tym zamieszaniu jest jeszcze jeden istotny szczegół, o którym wciąż się zapomina.

Nikt nie dostrzega dramatu ojców nienarodzonych dzieci, którzy nie zgadzają się na to, by ich partnerki usunęły ciążę. Zgodnie z logiką niektórych kobiet, to one mają prawo do pełnego decydowania o swoim ciele i mężczyznom nic do tego. Wiele z nich, chcąc uniknąć dyskusji, czasami nie mówi nawet o ciąży oraz swoich zamiarach partnerom.

d3g6u6w

W trwającej w wielu krajach dyskusji na temat prawa kobiet do przerywania ciąży głos mężczyzn jest całkowicie pomijany. Kobiety - zwłaszcza te, które najgłośniej domagają się prawa do decydowania o własnym ciele - uważają, że to nie jest sprawa facetów. Tymczasem wielu mężczyzn na świecie przechodzi przez prawdziwy dramat, dowiadując się, że kobiety, z którymi tworzą związki, i które darzą uczuciem, za wszelką cenę nie chcą urodzić dziecka.

Jak wielu jest mężczyzn, których partnerki - wbrew ich woli - zdecydowały się na zabieg? Co tak naprawdę przechodzą? Wstrząsająca historia zaprezentowana została niedawno na łamach dziennika The Daily Telegraph. To ponura opowieść o człowieku, który zakochuje się ze wzajemnością w kobiecie. Ta na końcu okazuje się jednak zupełnie inną osobą, niż sądził na początku.

Szczęście, rozczarowanie i piekło

Tony Perry kilka lat temu poznał kobietę, która wydawała się idealna. Był wtedy przekonany, że jest z jedną z niewielu osób na świecie, które świetnie go rozumieją. Spędzali razem mnóstwo czasu, potrafili godzinami rozmawiać przez telefon. Tony był przekonany, że są dla siebie stworzeni. W związku z tym, że byli bardzo blisko siebie, zastanawiali się, co by się stało, gdyby Jenny (imię zostało zmienione na potrzeby artykułu) zaszła w ciążę. Oboje zgodnie twierdzili, że w takiej sytuacji zdecydowaliby się na zapewnienie maluchowi jak najlepszego dzieciństwa. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że ich rozmowa ma charakter niemal profetyczny. Kilka tygodni po tej dyskusji Jenny zadzwoniła do Tony'ego, mówiąc mu, że jest ostatnio bardzo senna. Mężczyzna już wtedy podejrzewał, że przyczyną jej ospałości może być ciąża. Wkrótce okazało się, że kobieta spodziewa się dziecka.

Zaraz po zrobieniu testów ciążowych Jenny skontaktowała się z Tonym, by przekazać mu, że miał rację.

d3g6u6w

"Myślę, że jestem w ciąży" - wspomina mężczyzna jej wypowiedziane przez telefon słowa. "Już zdecydowałam się na aborcję" - dodała, wywołując u niego prawdziwy wstrząs.

Tony próbował ją przekonać do zmiany decyzji, namówić ją na rozmowę. Mówi, że wtedy jeszcze wierzył, że uda się coś zrobić, by wyperswadować jej pomysł usunięcia ciąży. Ona pozostawała jednak nieugięta i głucha na wszystkie argumenty. "Nie chcę tego dziecka i to jest mój wybór" - odpowiadała na próby odwrócenia jej zamiarów.

On wiedział, że ona nie chce ślubu i nie chce z nim zamieszkać. Pragnął jednak ponad wszystko, by dziecko się urodziło. Zapewniał ją, że niezależnie od problemów i komplikacji, powinni skoncentrować swoje wysiłki na zapewnieniu maluchowi dobrego dzieciństwa i jak najlepszej przyszłości. Miał nadzieję do czasu, kiedy Jenny stwierdziła, że zatrzymałaby dziecko, gdyby była w niej choć odrobina miłości. Niestety, tej zabrakło.

Dziewczyna pozostała nieubłagana i usunęła ciążę. Tony był zdruzgotany. Wspomina, że przeszedł wtedy przez prawdziwe piekło. Z jednej strony rządziła nim najpierw ekscytacja i wypełniały inne uczucia typowe dla mężczyzny, który dowiaduje się, że zostanie ojcem. Z drugiej strony był zrozpaczony. Doświadczał jednej z najgorszej rzeczy, jaka może przytrafić się rodzicowi - utraty dziecka. Czuł się bezsilny i był pozostawiony ze swoim problemem sam. Jak wspomina, był zły, że nie udało mu się ocalić życia, które pomógł stworzyć.

d3g6u6w

Jenny próbowała skontaktować się z nim sześć miesięcy po tych dramatycznych chwilach, ale jak twierdzi, ból był wciąż zbyt silny. Nie chciał mieć z nią już nic do czynienia.

Od wydarzeń, o których opowiedział Tony, minęło już osiem lat. Dziś ma kochającą żonę i półtorarocznego syna. Obecnie czeka na narodziny córki. Twierdzi, że patrząc w oczy swojego pierworodnego, wciąż nie potrafi przestać myśleć, jaki byłby jego starszy brat albo siostra.

Mężczyźni nie mają nic do gadania

Historia Tony'ego wydarzyła się w określonym miejscu i czasie, ale można nazwać ją uniwersalną. W podobnym położeniu znajduje się dziś wielu mężczyzn na całym świecie, którzy w toczącej się, politycznie poprawnej dyskusji na temat aborcji, zostali odsunięci na margines. Ich zdanie jest całkowicie pomijane. Świadectwo Tony'ego jest bolesne, bo pojawia się w momencie, gdy wśród feministek - i nie tylko - modne stały się przechwałki na temat liczby usuniętych ciąż albo opinie, że aborcja to nic takiego.

W ostatnich dniach wiele osób oburzyła opinia Bel Mooney - popularnej brytyjskiej dziennikarki, która komentując film "Obvious Child" - kontrowersyjną komedię (to nie pomyłka), której jednym z tematów przewodnich jest aborcja - przyznała, że sama też ma za sobą podobne doświadczenia. Dziennikarka przyznała, że usunęła ciążę w 1980 r. i nie ma sobie nic do zarzucenia. Dodała też, że nigdy nie żałowała swojej decyzji, a aborcja to tak naprawdę nic takiego.

d3g6u6w

"Dla wielu osób, które miały aborcję, włączając w to mnie, aborcja to nie jest jakaś wielka sprawa" - powiedziała na łamach Daily Mail Bel Mooney. "Co jest gorsze? Wnieść niechciane dziecko do chaotycznego życia czy usunąć ciążę w najwcześniejszym możliwym momencie? Nie mam wątpliwości, że kobiety mają prawo do wyboru wczesnej aborcji i zwykle wykazują się przy tym rozsądkiem".

Jeszcze większe oburzenie wywołała ostatnio aktywistka Emily Letts, zwolenniczka prawa do przerywania ciąży, specjalizująca się w... edukacji seksualnej, która postanowiła dokonać aborcji, a nagranie przedstawiające przygotowania do zabiegu oraz samą procedurę umieściła w serwisie Youtube. Podczas jednej z wypowiedzi Emily Letts wytłumaczyła, że znajdowała się we wczesnym stadium ciąży i równie dobrze mogłaby wziąć tabletkę poronną. Ale ostatecznie zdecydowała się pójść na zabieg i pokazać kobietom, które obawiają się aborcji, że nie taki wilk straszny. Na filmie, który stanowi montaż różnych wypowiedzi Letts, a potem ukazuje fragmenty samego zabiegu, widać uśmiechniętą i rozluźnioną młodą kobietę. "Tak. Jutro rano będę miała aborcję" - mówi opromieniona Amerykanka na kilkanaście godzin przez zabiegiem. Potem, gdy kamera znajduje się na sali zabiegowej, w tle słychać przyjemną melodię. Sama kobieta przez większość czasu zachowuje się tak, jakby przeżywała najwspanialsze chwile swojego życia. "Tak. Cool.
Czuję się dobrze". 24-laka podkreśliła, że ojciec dziecka nie miał żadnego wpływu na podjętą przez nią decyzję.

"Nie czuję się złą osobą. Nie jest mi smutno. Wiem, że to, co zrobiłam, było dobre" - wyznała po zakończeniu zabiegu.

Czy jest szansa, by ojcowie mieli coś do powiedzenia w sytuacji, gdy ich partnerka zajdzie w ciążę i będzie zdeterminowana, by ją usunąć? Projekt takiej ustawy pojawił się w amerykańskim stanie Ohio. Taka regulacja miałaby zapewnić ojcom prawo do zgłoszenia sprzeciwu wobec zamiarów partnerki planującej usunąć dziecko. Miałaby oznaczać koniec modnej wśród feministek filozofii: "moje ciało, moje prawo".

RC/PFi, facet.wp.pl

d3g6u6w

Podziel się opinią

Share
d3g6u6w
d3g6u6w