Trwa ładowanie...
d34i27o
Seks

Twoja żona wkrótce rodzi? Nie rób tej rzeczy!

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Twoja żona wkrótce rodzi? Nie rób tej rzeczy!
(123RF)
d34i27o

Od kilkunastu lat od mężczyzny wymaga się, by ten stanowił podporę rodzącej kobiety - trzymał ją za rękę, uspokajał... A jednak to potworny błąd! Ta praktyka może zakończyć się całą serią katastrof, przekonuje czołowy położnik z Wielkiej Brytanii.

Doktor Michel Odent to jeden z najlepszych i najbardziej znanych brytyjskich położników, który podczas swej półwiecznej kariery odebrał już ponad 150 000 dzieci. W środowisku lekarskim jest uważany za eksperta, z którego zdaniem należy się liczyć, jakiś czas temu zabłysnął w mediach dość kontrowersyjną tezą, w której utrzymywał, że przyszli ojcowie pod żadnym pozorem nie powinni być wpuszczani na porodówkę. Wśród kobiet - hołdujących obecnie poglądowi, jakoby trzymanie ręki żony było męskim obowiązkiem - zawrzało. A jednak Odent podtrzymuje swoje zdanie. Więcej, przekonuje, że sytuacja, w której mimo postępu technologicznego, porody znacznie wydłużają się w ostatnich latach, spowodowana jest właśnie obecnością mężczyzn przy całym procesie. Ponadto, mówi, że "cud narodzin" w tragiczny sposób odbija się na męskiej psychice...

Wspólna męczarnia

d34i27o

Położnik wyjaśnia, że mężczyzna na porodówce to zjawisko stosunkowo nowe. Jeszcze w latach 50-tych XX w. nie do pomyślenia było, by mąż znajdował się w jednym pomieszczeniu z rodzącą żoną. Uspokajaniem zajmowały się ciotki, matki, babki, etc., obowiązkiem małżonka było co najwyżej zagotowanie wody. Sytuacja jednak się zmieniła. Lata 60. i 70. przyniosły skurczenie rodzin, tj. młodzi szybciej szli na swoje, wyprowadzając się od rodziców, natomiast porody coraz częściej - zamiast w domu, co było niegdyś praktyką - odbywały się w szpitalu. W efekcie, na początku lat 70. panie zaczynały upominać się u lekarzy, by ci zezwalali na obecność męża - służącego wsparciem. To również wkrótce miało stać się normą. Niestety - twierdzi Odent.

- W trakcie rodzenia kobieta powinna być chroniona przed stymulacją >>myślących obszarów<< jej mózgu, tj. kory nowej, ponieważ poród przebiega najłatwiej, kiedy to aktywne są jedynie najbardziej pierwotne rejony mózgu, odpowiedzialne za kontrolę funkcji witalnych - przekonuje ekspert. - Najlepiej, gdy kobieta przebywa w swoim świecie, gdzie nie musi myśleć i mówić. Tymczasem zestresowany partner, pragnąc "dzielić się doświadczeniami", zadaje jej pytania, próbuje nawiązać rozmowę, etc., czym zmusza ją do podejmowania aktywności intelektualnej, utrudniającej poród. Co więcej, przyszła matka widząc panikę w oczach męża, sama zaczyna się stresować, czego konsekwencją jest wzmożona produkcja adrenaliny - która z kolei wstrzymuje produkcję niezbędnej do gładkiego wydania na świat dziecka oksytocyny. Poród komplikuje się...

Syndrom uciekiniera

Doktor Odent, stawiając swoje tezy, kieruje się olbrzymim doświadczeniem. Ekspert przyznaje jednak, że nie ma na ten temat żadnych publikacji, stąd ma nadzieję, że jego obserwacje przyczynią się do zmiany tego stanu rzeczy - inspirując uczonych do zgłębienia tematu. Co więcej, Odent na tym nie poprzestaje i twierdzi, że obecność męża na sali porodowej nie tylko utrudnia kobiecie sprawę i wydłuża cały proces, ale także działa ze szkodą na psychikę przyszłego ojca. - Przez lata obserwowałem u mężczyzn zjawisko przypominające odrobinę kobiecą depresję poporodową. W łagodnej formie panowie lądowali w łóżku na wiele dni, z bólami głowy i żołądka, w skrajnie mocnej... uciekali z domu. Znałem kilka przypadków doskonale zbalansowanych psychicznie mężczyzn, którzy byli ze swoimi żonami przez cały czas, tylko po to, by po wszystkim wyjść ze szpitala i nigdy nie wrócić. Inni żądali rozwodów... - wyznaje.

d34i27o

Dlaczego? Rzecz w tym, że obraz rozrywanej bólem i cierpieniem żony, połączony z widokiem samego wyciągania malca z jej brzucha, dla niektórych z nas to więcej, niż jesteśmy w stanie przełknąć. Naturalnie, przypadki ucieczek to akty jednostkowe, jednak dość często doświadczenie wspólnego porodu skutecznie zabija erotyczne pożądanie, jakie mężowie odczuwają względem swoich żon. Niekiedy powracające obrazy z sali porodowej oddziałują na męską psychikę tak silnie, że prowadzi to do rozpadu związku. I chociaż kobiety mogą wyśmiewać tę "męską wrażliwość", nie zapominajmy, że dla facetów obecność przy porodzie to zjawisko niezwykle świeże i nienaturalne. Pamiętajmy też o pierwszej części wywodu doktora Odenta - tej, z której wynika, że wydłużenie porodu to efekt "wspólnego przeżywania". Co ciekawe, lekarz twierdzi, że mnóstwo razy kobieta rodziła w sekundzie, gdy mąż na chwilę opuszczał salę porodową. Ale, czy to aby na pewno "nieszczęśliwy przypadek"?

MW/PFi, facet.wp.pl

Zobacz: Ciąża i poród według mężczyzny

d34i27o

Podziel się opinią

Share

d34i27o

d34i27o