Trwa ładowanie...

Volvo Ocean Race - pasja żeglarstwa to siła

Share
Volvo Ocean Race - pasja żeglarstwa to siła
Źródło: materiał prasowy/Volvo Ocean Race
d4p9hvn

Kto chciałby spędzić ponad 9 miesięcy na oceanie w ociekającej wilgocią, dusznej i małej kabinie, z żyroskopową toaletą z której ręcznie trzeba wypompowywać fekalia, nie dosypiając i jedząc energetyczną papkę bez smaku?

To nie tak. Nie dla nich. Liczy się piękno zachodów i wschodów słońca nad taflą bezkresnej wody, liczy się drużyna - bo tak długi czas na wodzie, oznacza dozgonne nieraz przyjaźnie. Liczy się też walka z samym sobą, ramię w ramię z innymi, o zwycięstwo. To już za nimi. Po odwiedzeniu 11 portów i opłynięciu kuli ziemskiej, zakończyli swoją wielką przygodę. W Göteborgu oglądaliśmy finał regat Volvo Ocean Race.

Końcową klasyfikację rozstrzygnął wyścig w porcie, za który załogi zdobywały kolejne punkty. Na podium stanęła drużyna Abu Dhabi Ocean Racing, ze swoim legendarnym skiperem, Ianem Walkerem na czele, który to zwycięstwo zadedykował swoim dzieciom. Po wyścigu powiedział, że wynik zawdzięcza najlepszej załodze na świecie. I trudno się z nim nie zgodzić. Wyniki mówią same za siebie. Na drugiej pozycji oceaniczny wyścig dookoła świata zakończyła załoga Team Brunel, trzeci był jacht Dongfeng Race Team.

d4p9hvn

W ocenie kapitana Zbigniewa Gutkowskiego, który startował kiedyś w tych regatach - końcowa faza zmagań i wyścig w porcie były momentem, w którym najlepsi z najlepszych mogli pokazać, co naprawdę potrafią. Załoga musi być idealnie zgrana i działać jak jeden organizm.

W zmaganiach brało udział siedem takich załóg - w tym całkowicie żeńska, team SCA, którego skiperem jest 41-letnia Brytyjka, Sam Davies. Na pokładach jachtów o zwycięstwo walczyli przedstawiciele 19 narodowości. Reprezentanci Chin, Wielkiej Brytanii, Francji, USA, Hiszpanii, Australii, Belgii, Danii, Irlandii, Włoch, Litwy, Holandii, Nowej Zelandii, Szwecji, Szwajcarii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Argentyny, Brazylii i Antigui.

Trasa edycji Volvo Ocean Race 2014/2015 wiodła z Alicante (Hiszpania), przez: Kapsztad (RPA), Abu Dhabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie), Sanyę (Chiny), Auckland (Nowa Zelandia), Itajai (Brazylia), Newport (USA), Lizbonę (Portugalia), Lorient (Francja) i Hagę (Holandia) - do mety w Göteborgu (Szwecja). Łącznie załogi przemierzyły dystans ok. 40 000 mil morskich. Startujące w imprezie jachty mają te same żagle, kadłuby i olinowanie. Dzięki temu udało się obniżyć koszty startu, choć i tak jest to ok. 12 mln euro na team. Same żagle to kilkaset tys. euro. Wszystkie mają taką samą długość: 20,6 m i wysokość: 30,3 m, a ich masa to 12 ton. Jak zapowiadał na starcie w Alicante skiper Abu Dhabi Ocean Racing, Ian Walker: - To najbardziej wyrównane zawody w historii regat.

Finał Volvo Ocean Race w Göteborgu to w świecie żeglarzy równie ważna impreza, jak wyścig w Le Mans dla fanów motosportu. W wiosce żeglarskiej panuje podobna atmosfera, jak przy wyścigowym torze. Można kupić koszulki w barwach ulubionej załogi, są koncerty i liczne atrakcje. Największą, oczywiście spotkania z zawodnikami i możliwość zobaczenia z bliska ich niezwykłych, super lekkich, szybkich łodzi z włókna węglowego.

d4p9hvn

O randze imprezy decydują też goście. Na pokładzie jednostki teamu Mapfre żeglował król Hiszpanii, Juan Carlos, a na pokładzie Team SCA - szwedzka księżniczka Victoria. W tym roku rywalizacja była jeszcze bardziej interesująca. Właśnie dlatego, że wszyscy startowali na dokładnie takim samym sprzęcie. Był to więc pojedynek załóg i skiperów.

Śledzenie zmagań było możliwe przez stronę internetową volvooceanrace.com. W dzisiejszych czasach, każdy wyścig najlepiej oglądać okiem kamer. Najnowsze rozwiązania w realizacji telewizyjnej dotarły również na pokłady oceanicznych jachtów. W każdej załodze była osoba, odpowiedzialna za obsługę kilku pokładowych, sterowanych zdalnie kamer, przekazujących szerokokątny obraz HD. Jachty wyposażono też w najnowocześniejszy sprzęt nawigacyjny. I na tym koniec luksusów.

Na każdej z łodzi znajdują się tylko trzy koje, a tak naprawdę - karbonowe ramki, poprzetykane sznurkami, podwieszane na stalowej lince tak, by odpoczywający załogant mógł się zakleszczyć pomiędzy burtą a „łóżkiem” i nie spaść podczas sztormu ze sporej wysokości na podłogę. O toalecie pisaliśmy na wstępie. Nie ma żadnych udogodnień, a załoganci przez cały czas piją odsalaną, morską wodę. Nie może być mowy o braniu prysznica. Załogi myją się „na sucho”, specjalnymi chusteczkami, nasączonymi odpowiednimi chemikaliami. Resztę załatwia woda, przelewająca się przez pokład. Jej akurat nie brakuje, bo na oceanie fale mogą osiągać wysokość nawet 30 metrów.
Siedem załóg na identycznych jachtach wyruszyło dziewięć miesięcy temu z hiszpańskiego portu Alicante, by walczyć z gniewem oceanu i pokonywać fale. Szwecja to ostatni z 11 portów świata, które odwiedzili. Większość czasu spędzili na otwartych wodach, walcząc ze swoją słabością, nieżyczliwością przyrody i unikając spotkań z piratami u wybrzeży Afryki. Nie wszystkim się udało. Jacht teamu Vestas wpadł na podwodną rafę, która rozpruła kadłub jak zabawkę. Jednostkę udało się odbudować, ale wzięła udział już tylko w końcówce regat. Napędza ich bycie coraz lepszymi. Teraz w Göteborgu zakończyło się wielkie żeglarskie show. Kolejne już w 2017 roku, a załogi zastanawiają się nad zmianami w następnej edycji. Proponowano m. in. wprowadzenie do załóg osób poniżej 25 roku życia, jak również stworzenie załóg mieszanych.

W czasie, gdy zawodnicy szykowali się do wielkiego finału w porcie w Göteborgu, z Gdańska dopłynął tam swoją łodzią „Black Sambuca” kapitan Zbigniew „Gutek” Gutkowski, wioząc na pokładzie dwójkę wyjątkowych pasażerów: Sylwię Kozłowską i Artura Zarona, którzy w czasie rejsu wzięli żeglarski ślub, by przypieczętować zrodzony z kilkunastoletniej przyjaźni związek.

d4p9hvn

- Rejs wylicytowałam na antenie radiowej Trójki, w ramach akcji „Święta bez granic”. Pieniądze wsparły fundację onkologiczną, a zbiegiem okoliczności miałam zdiagnozowany nowotwór. To sprawiło, że tym bardziej zdecydowałam się popłynąć w ten rejs. Artur był zaskoczony. Spytałam organizatora, czy mogą popłynąć dwie osoby. Okazało się, że tak. No i zadałam pytanie o możliwość wzięcia ślubu – wspomina z uśmiechem pani Sylwia. Udzielany przez kapitana ślub na pokładzie, to jedynie żeglarska tradycja, bez żadnych konsekwencji prawnych. - Dla nas to było symboliczne. Nie chodzi o papier, tylko o to, co się wobec siebie deklaruje. To równie wiążące, jak ceremonia przed urzędnikiem - dodaje Sylwia - zapalona żeglarka, która wiedziała czego się spodziewać po rejsie wyczynową, superszybką łodzią klasy IMOCA. Dla Artura był to… pierwszy raz na łódce.

- Mówią, że rzuciłam go na bardzo głęboką wodę. Ta łódź jest ekstremalna i tak właśnie pływa. Wrażenia wewnątrz były spotęgowane, bo to konstrukcja płaskodenna, co chwila spadała i uderzała tym płaskim dnem o wodę. Miałam wrażenie, że się za chwilę rozłupiemy, niczym orzech, na dwie połówki - mówi Sylwia Kozłowska.

Załoga uprzedziła ich, że będą płynąć prawie non-stop w 45-50-stopniowym przechyle. Po wyjściu na pełne morze ich rejs zamienił się w rodeo. Pomimo to, dzielnie wytrzymali, aż do końca. „Gutek” mówił, że byli jednymi z najdzielniejszych pasażerów w historii jego łodzi. - Na rejs ubraliśmy się jak dyletanci, w cienkie ortalionowe kurteczki. Po pierwszej fali, byliśmy cali mokrzy. Artur miał tenisówki, które wzbudziły rozbawienie załogi i kapitana. Jak się okazało - nie w stroju metoda, choć pozwoliłby nam spędzić więcej czasu na pokładzie – wspomina Sylwia. To było świetne, choć ekstremalne doświadczenie. Artur wciąż nie rozumie, co żeglarze widzą w tym morzu.

Pogoda pozwoliła na ich symboliczny ślub, dopiero u wybrzeży Szwecji, po ponad 2 dobach rejsu. Wcześniej, nie dawała im szans. Dopiero na koniec wyszło słońce, odsłoniło się błękitne niebo, a woda uspokoiła. W otoczeniu fiordów, ceremonię poprowadził kapitan. Czy znał formułki? Nie. Poszedł kompletnie na żywioł. - Sami napisaliśmy tekst przysięgi i daliśmy go do przeczytania kapitanowi. Zaczął od wstępu o udzielonych mu przez Posejdona plenipotencjach. To są ulotne chwile. Tak przeszliśmy na drugą stronę mocy – wspomina Sylwia.

d4p9hvn

Swoją chorobę potraktowała jak wyzwanie. Czuła się też w obowiązku, by swoją postawą zachęcać innych do walki i życia pełną piersią. Wszyscy ją podziwiają, bo Sylwia ma wielką pasję do życia, Artura i żeglarstwa. Pokazuje też innym osobom z nowotworami, że wszystko zależy od tego jak myślimy.

Historia regat Volvo Ocean Race sięga 1973 roku. Po raz pierwszy impreza odbyła się pod nazwą Whitbread Round The World Race. Następnie rozgrywano ją cyklicznie, co trzy lata. Na starcie stawało mnóstwo załóg. W pierwszej edycji aż dwadzieścia, w tym dwie polskie: Otago i Copernicus, które zajęły 13 i 11 miejsce.

Tych, którym brakuje żeglarskich emocji informujemy, że wielkimi krokami zbliżają się regaty Volvo Gdynia Sailing Days, które rozpoczną się w mieście z morza i marzeń już 9 i potrwają do 26 lipca.

z Göteborga, Marek Wieliński, WP

d4p9hvn

Podziel się opinią

Share
d4p9hvn
d4p9hvn