Trwa ładowanie...
30-12-2011 15:19

(Wymuszone) szaleństwo sylwestrowe

Share
(Wymuszone) szaleństwo sylwestroweŹródło: Thinkstockphotos
d27fei2

Już niedługo Sylwester. Z założenia największa i najwspanialsza impreza na świecie. To właśnie nocą 31 grudnia każdego roku - przynajmniej w teorii - wszyscy mieszkańcy Ziemi wspólnie wiwatują i w błogim nastroju żegnają stary rok, a witają nowy.

Jest szampan, jest muzyka. Są też wielkie nadzieje. Ale oczywiście wszystko to, jedynie z założenia. Bo jak jest naprawdę? W rzeczywistości sylwester - dla wielu - to święto wymuszone, przykra konieczność, a często nawet dzień znienawidzony. Dlaczego?

Powodów jest wiele. Po pierwsze, jest to wydarzenie, które swą popularność zawdzięcza presji ciążącej na nas wszystkich - wszak tego dnia po prostu trzeba mieć dobry nastrój, trzeba się dobrze bawić i trzeba być ciągle uśmiechniętym. I nieważne czy mijający rok zaliczyć można do udanych, nieważne też czy ma się powody do świętowania, ani czy zwyczajnie ma się na to ochotę...

Punktualnie o dwunastej, gdy strzelają korki, pienią się szampany, a niebo zalewają fajerwerki, uśmiech na twarzy po prostu mieć należy. Owszem, sylwester może być wieczorem szampańskim, który planujemy od miesięcy, ale jednocześnie może być powodem do... wstydu. W naszej kulturze nie wiedzieć czemu, odpowiedź "W domu." na pytanie "Gdzie w tym roku spędzasz sylwestra?", bywa krępująca.

d27fei2

Zarówno dla tego, kto odpowiada, jak i tego, kto pytanie zadał. Często słyszymy wówczas jęki politowania, słowa otuchy czy nawet zapewnienia, że na pewno w przyszłym roku Sylwester będzie bardziej udany. Dlaczego tak jest? Dlaczego, chociaż chcemy spędzić ten wieczór w samotności, czy jedynie z najbliższą osobą, inni - nawet nieświadomie - dają nam odczuć, że to nie do końca normalne? "Idzie nowy rok, trzeba się radować!", mówią w telewizji i w radio, piszą o tym w prasie. Znajomi licytują się, kto więcej płaci od pary i w "czyjej" knajpie podają lepsze jedzenie.

Trudno w takiej atmosferze bez poczucia winy czy zakłopotania, wyznać przyjaciołom, że nie ma się ochoty na zabawę, na tańce, hulanki, swawole... I chociaż dobrze, że jest taki okres, kiedy człowiek może dokonać wewnętrznego rozrachunku, kiedy może rozliczyć się z samym sobą oraz postanowić, że od tej pory będzie kimś lepszym, to wraz z upływem lat bywa z tym niestety coraz ciężej... Bo w końcu czym jest kryzys wieku średniego jak nie serią podobnych rozrachunków, niedotrzymanych postanowień i... nieudanych sylwestrów?

Nie zrozumcie nas źle, nie chcemy wprowadzić was w przedsylwestrową depresję, pragniemy jedynie - na przekór temu, co słyszymy w mediach - uświadomić Wam, że sylwester nie jest imprezą obowiązkową. Nie warto poddawać się temu, co mówią inni. Nie warto odczuwać presji i zmuszać się do czegoś na co nie mamy ochoty. W końcu, chyba najważniejsze jest dla nas to, na co sami mamy ochotę. A poza tym, po co te wszystkie misternie tkane postanowienia noworoczne - o sile i asertywności - skoro mamy zamiar je złamać, nim jeszcze zegar wybije północ?

MW, PFi/PFi

d27fei2
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d27fei2
d27fei2