Murph - historia ekstremalnego treningu crossfitowego
Afganistan, rok 2005. Podczas wykonywania operacji „Red Wings” żołnierze Navy SEALs zostają otoczeni przez przeważające siły talibów. Sytuacja jest dramatyczna. Tylko jeden z żołnierzy decyduje się wydostać z okrążenia, by powiadomić dowództwo i sprowadzić wsparcie. Jego zadanie kończy się sukcesem, ale on sam ginie. Jednak nazwisko Murphy’ego przechodzi do historii.
Bohaterem dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce w prowincji Kunar w Afganistanie 11 lat temu, był Michael P. Murphy. W momencie śmierci miał zaledwie 29 lat. Komandos został pośmiertnie odznaczony Medalem Honoru – jednym z najbardziej prestiżowych amerykańskich odznaczeń. Jego odwaga oraz poświęcenie nie zostały zapomniane. Amerykanie postanowili w specyficzny sposób zatroszczyć się o upamiętnienie bohaterskiego żołnierza – tak narodziła się impreza „Murph”, jedne z najbardziej oryginalnych zawodów crossfitowych na świecie.
ZOBACZ TEŻ:
Z wojska na siłownie
Crossfit to połączenie treningu siłowego i kondycyjnego. Im bardziej wyczerpujące, tym lepiej. Jeszcze 15 lat temu crossfit był przede wszystkim domeną żołnierzy wojsk specjalnych, których kondycja i umiejętności muszą być na najwyższym poziomie. Od tego czasu sporo się zmieniło – crossfit trafił „pod strzechy” większości siłowni. Pojawiły się również tematyczne zawody, m.in. właśnie „Murph”.
ZOBACZ TEŻ:
Ekstremalny wysiłek
„Murph” odbywa się co roku w dniu 30 maja. Na zawody składa się bieg o długości jednej mili, 100 podciągnięć, 200 pompek i 300 przysiadów. Całość kończy ponowny bieg na milę. Łatwe? Nie do końca. Tym, co odróżnia Murpha od podobnych treningów i zawodów crossfitowych, jest strój uczestników – ćwiczenia należy wykonywać w kamizelce kuloodpornej lub stroju militarnym o masie około 10 kilogramów. Mimo że wiele osób, które biorą udział w Murphie, na co dzień zajmuje się sportem, jest to nie lada utrudnienie – zwłaszcza że producenci odzieży i obuwia treningowego prześcigają się w kategorii „ultra light” i zazwyczaj starają się redukować wagę sprzętu sportowego.
ZOBACZ TEŻ:
Zestaw ćwiczeń nieprzypadkowy
Ćwiczenia wchodzące w skład „Murpha” nie są przypadkowe. Właśnie taka forma treningu była ulubionym zestawem poległego Michaela Murphy’ego. Tysiące uczestników zawodów mogą choć w niewielkim stopniu poczuć się jak bohaterski żołnierz i złożyć mu hołd, który odbiega od standardowego palenia zniczy czy składania kwiatów. I jest prawdziwym wyzwaniem. - „Murph” to nie tylko trening, to tradycja, która pozwala nam się rozwijać, uczy pokory i sprawia, że mamy okazję ofiarować trochę bólu i potu, by upamiętnić człowieka, który poświęcił wszystko, co miał – czytamy na oficjalnej stronie zawodów.
ZOBACZ TEŻ:
Wylewają siódme poty w szczytnym celu
Wpływy z opłat startowych, datków oraz sprzedaży pamiątkowych gadżetów zasilają fundusz imienia Murphy’ego na rzecz edukacji założony w 2007 roku przez jego rodziców oraz brata. To niejedyna forma upamiętnienia bohaterskiego żołnierza. Na jego cześć zostały nazwane m.in. amerykański niszczyciel, park, urząd pocztowy czy p ływackie centrum treningowe dla żołnierzy. Postać Murphy’ego pojawia się również w brytyjsko-amerykańskim filmie wojennym poświęconym operacji „Red Wings” pt. „Lone Survivor” („Ocalony”).