Poklikamy?

None

1 z 5poklikamy?

Obraz
© JupiterImages

Załóżmy więc, że ma miejsce sytuacja, kiedy nie na miejscu jest się chować i nijak nie odbierać wiadomości od nieznajomych. I tu zaczynają się schody, bo różni tacy natręci za punkt honoru zdają się stawiać sobie nie tylko dobicie się do kogoś nieprzystępnego, unikającego rozmowy o niczym i konsekwentnie odpowiadającego „nie” na wszelkie zaczepki z cyklu „poklikamy?”, „pogadasz?” itp.

*Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!*

2 z 5poklikamy?

Obraz
© JupiterImages

Konsekwentnie, aczkolwiek uprzejmie spławiani, zaczynają dociekać, co jest przyczyną niechęci do „poklikania” i zawierania nowych znajomości, a przecież nikt nie ma obowiązku informować, że akurat na przykład pracuje, gra w „bubbles” czy też ogląda jaki film. Co kogo może obchodzić, co ktoś inny robi i dlaczego nie chce „klikać”” A dokładnie nic. Ale jakoś nikt z ciekawskich natrętów się tym bynajmniej nie przejmuje, a kiedy nie otrzymuje odpowiedzi na pytania generowane często a szybkością karabinu maszynowego, zaczyna bluzgać lub puszczać wiąchy, w których najczęściej określa orientację seksualną tego, co gadać nie chce, bądź też porównuje go do różnych części ciała – szczególnie tych, które z natury przeznaczone są do wypełniania funkcji seksualnych.

*Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!*

3 z 5poklikamy?

Obraz
© JupiterImages

I tu można poczynić ciekawą obserwację socjologiczną: najmłodsi, a raczej najmłodsze – tak w przedziale wiekowym 10-15 – puszczają wiąchy, w której określenie „ty ch...” jest najdelikatniejsze, ewentualnie spamują emotikonami; średnia „kadra” – w wieku od 16 do 25, a czasem i 27-28 lat – wymyśla od „pedałów”; trzydziestolatki kwitują niechęć do rozmowy stwierdzeniem „nie wiesz, co tracisz”, a najstarsze pokolenie internautek uświadamia opornemu delikwentowi do czego służy komunikator. Wedle nich – do nawiązywania znajomości właśnie, choć służą temu przede wszystkim czaty i wszelakie serwisy randkowe. Przy czym ciekawostką jest, że argument o posiadaniu listy kontaktów długości ze dwóch ruskich miesięcy absolutnie nic nie znaczy.

*Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!*

4 z 5poklikamy?

Obraz
© JupiterImages

Wychodzi więc na to, że albo precz należy rzucić uprzejmość i od razu warczeć na natrętów, najlepiej niecenzuralnie, albo też odsyłać ich na sprytnie zrobioną stronę, na której najwyraźniej sfrustrowany ciągłym nagabywaniem autor napisał: „Jeżeli jeszcze nie mieliśmy przyjemności porozmawiać ze sobą to serdecznie proszę Cię o przeczytanie kilku poniższych punktów. Wybacz, ale nie będę "owijał w bawełnę" i używał delikatnych słówek bo już mnie "krew zalewa" jak widzę niektóre przychodzące wiadomości...”

*Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!*

5 z 5poklikamy?

Obraz
© JupiterImages

Choć i to może nie poskutkować, bo bywają i tacy, w stosunku do których działa tylko i wyłącznie blokowanie. Jeśli się więc tak dokładniej zastanowić nad natrętami, robiącymi sobie rozrywkę z uprzykrzania komuś życia, to coraz większego sensu zdaje się nabierać zdanie Stanisława Lema (nieuświadomionym uświadamiam, że był to światowej sławy pisarz science fiction i filozof): „Nie sądziłem, że na świecie jest aż tylu idiotów - dopóki nie zobaczyłem Internetu.” A dawno temu, kiedy rodzimy Internet dopiero raczkował, było coś takiego, jak netykieta i jakoś stosowanie się do niej nikomu nie sprawiało szczególnych trudności.

*Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!Jeśli zdradzisz – możesz zginąć!*

Wybrane dla Ciebie