Najlepszy przyjaciel?
None
Najlepszy przyjaciel?
Według bardzo starego powiedzonka najlepszym przyjacielem człowieka jest pies. Zasadniczo jest to zgodne z prawdą – pies, pierwsze udomowione przez człowieka dzikie zwierzę, towarzyszy mu prawdopodobnie od czasów, kiedy człowiek zszedł z drzewa i przestał być małpą.
Jednak nie zawsze pies ufnie patrzy w oczy swego pana czy pani i łasi się w oczekiwaniu podrapania za uchem czy też zasłużenia na jakiś smakowity kąsek. Bywa i tak, że nagle pokazuje zęby a nawet i zatapia je w ciele swojego domownika.
Co rusz trafia się w mediach na doniesienia, mówiące o tym, że psy kogoś niebezpiecznie pogryzły; bywam że nawet zagryzły.
Winą się oczywiście je obarcza – je czyli krwiożercze bestie, które okazały się być na tyle niewdzięczne, że rzuciły się, gryząc dotkliwie na rękę, która je wykarmiła
Najlepszy przyjaciel?
I tu zaczynają się schody, bowiem – i owszem – są psie rasy, z których drogą selekcji "wyprodukowano" osobniki zdolne rzucać się na wszystko i wszystkich, niemniej stanowią one tylko pewien procent populacji danej rasy.
Najlepszy przyjaciel?
Procent ten jednak jest tak znaczący, że wskutek sporej liczby pogryzień przez psy ras tzw. niebezpiecznych administracje różnych krajów podejmują kroki w celu zapobieżenia niebezpiecznym sytuacjom z udziałem psów.
Dla przykładu – w Anglii hodowla tzw. psich ras niebezpiecznych, a także handel takimi psami czy też odstępowanie ich (np. w postaci prezentów) jest absolutnie zakazany. Anglicy liczą po prostu na to, że takie ograniczenie doprowadzi do tego, że tzw. rasy niebezpieczne po prostu z czasem wymrą i na wyspach ich nie będzie.
W Niemczech – w zależności od landu – przepisy albo ograniczają możliwość posiadania psów-przedstawicieli ras niebezpiecznych, albo w ogóle wykluczają możliwość ich hodowli, posiadania czy sprowadzania zza granicy.
W Polsce, rozporządzeniem Ministra spraw wewnętrznych i administracji z kwietnia 2003 roku również ograniczono możliwości hodowli i posiadania takich psów.
Najlepszy przyjaciel?
Sporządzono nawet listę ras psów niebezpiecznych, na której znalazły się: amerykański pit bull terrier, pies z Majorki (Perro de Presa Mallorquin), buldog amerykański, dog argentyński, pies kanaryjski (Perro de Presa Canario), tosa inu, rottweiler, akbash dog, anatolian karabash, moskiewski stróżujący i owczarek kaukaski.
Psy tych ras powinny być rejestrowane, a ich właściciele powinni poddać się badaniom psychologicznym, podobnym tym, które obowiązują tych, którzy starają się o posiadanie broni.
Przepis ten jednak pozostaje martwą literą prawa, bowiem nie sposób już jest wyłapać wszystkie hodowle psów "niebezpiecznych", a poza tym ich właściciele – by uniknąć kłopotliwych badań i biurokratycznych schodów – chętnie określają je jako "mieszańce".
Najlepszy przyjaciel?
Nie da się więc ukryć, że jeśli chodzi o psy ras tzw. niebezpiecznych, mamy rękę w nocniku – i to po sam łokieć.
Lista obejmuje jedenaście psich ras, a przecież doświadczenie uczy, że jest ich zdecydowanie więcej. Znalazły się bowiem na niej tylko te rasy, z których drogą drobiazgowej selekcji wyłoniono najbardziej agresywne osobniki i tylko tym pozwolono się rozmnażać.
Innymi słowy – w ramach tych ras wyhodowano tylko takie psy, które atakują bez wahania i atakują tylko po to, żeby zabić. By jednak móc stuprocentowo zabezpieczyć się przed rozmnażaniem i obecnością takich niebezpiecznych ras na ulicach listę tę należałoby znacznie poszerzyć – o na przykład amstaffy, ale także i mieszańce wszystkich wymienionych ras.
Że nie wspomnę o mieszańcach – delikatnie mówiąc – wielorasowych, które "chowają diabła za skórą" i nigdy nie wiadomo, kiedy on spod niej wyskoczy.
Najlepszy przyjaciel?
Wszak były już wypadki, kiedy to sfora mieszańców (czyli kundli) rzucała się na właścicieli i zagryzała ich na śmierć.
Były i wypadki, kiedy sfory zdziczałych psów, szwendających się po lasach, napadała i zagryzała bezdomnych. Były i wypadki, że psy takie, wydostawszy się z klatek czy zagród, w których były trzymane, siały spustoszenie wśród wszystkiego, co żywe – ludzi nie wyłączając.
W ten sposób doszło przecież do wielu tragicznych pogryzień dzieci.
Najlepszy przyjaciel?
Mylnym jednak jest twierdzenie, że jeśli już mamy do czynienia z psem-przedstawicielem rasy uznanej za niebezpieczną, to od razu musi to być pies-morderca.
Znane są przecież przypadki, kiedy rottweilery robiły za najtroskliwsze niańki, a pit bulle wyprowadzały dzieci na spacer.
Niemal wszystko zależy od wychowania takiego psa. Jasne, że może się mu nagle odbić czkawką genową i z łagodnego baranka stanie się krwiożerczą bestią, ale obowiązkiem właściciela jest, by do tego nie dopuścić.
Najlepszy przyjaciel?
W 90 przypadkach na 100 bestia wyłaziła z psów, które niezbyt delikatnie traktowano – bito, głodzono, przetrzymywano w urągających jakimkolwiek normom warunkach.
Osobiście znałem rottweilerkę-pogromczynię kotów, która wyrosła w iście cieplarnianych warunkach, w domu zawsze pełnym gości – nie było większej przylepy. Jak sobie kogoś upatrzyła, a raczej jak się w kimś "zakochała", to było pewne, że będzie miał na kolanach 65 kilo żywej psiej wagi i twarz mokrą od nieustannego lizania bałwochwalczym jęzorem.
Koty jednak były z nią przegrane – jak którego dopadła, to nim spadł na ziemię, już nie żył. Skręcała im karki w locie.
Najlepszy przyjaciel?
Z drugiej jednak strony znałem i mieszańca owczarka alzackiego z kaukaskim, który niemal z dnia na dzień stał się wyjątkowo agresywnym zabójcą okolicznych kundli.
Szczególnie takich, które mieszkały w jednym z nim bloku. Ustępował pola jedynie mieszańcowi owczarka belgijskiego z dogiem – bo tenże był po prostu o wiele cięższy i większy.
Raz dostawszy spore cięgi wolał, co prawda warcząc wściekle, wycofywać się na "z góry upatrzone pozycje".
Zaś wspomniany mieszaniec był tak przyjacielsko do ludzi nastawiony, że do z nim zaprzyjaźnionych leciał z przeraźliwym uśmiechem na pysku, co nie znających go przyprawiało niemal o zawał serca, bowiem ten jego uśmiech polegał na wyszczerzeniu całego garnituru zębów.
Najlepszy przyjaciel?
Nie ma więc w sumie reguły, jak i nie ma psich ras jednoznacznie niebezpiecznych.
Może być rottweiler łagodny jak baranek, ale może być i mieszaniec gryzący wszystkich, co się w zasięgu jego zębów znajdą.
Wszystko zależy od właściciela – jeśli od małego będzie psa szczuł na koty, ludzi i wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka, to – gdy pies dorośnie – będzie zbierał tego owoce.
A beztroska psich właścicieli jest porażająca – wszak potrafią spuszczać taką psią bestię ze smyczy czy puszczać luzem bez kagańca, i to w okolicach dziecięcych placów zabaw. W przypadku zaś pogryzienia zawsze tłumaczą się, że to dziecko sprowokowało psa.
Najlepszy przyjaciel?
Wspomniane rozporządzenie Ministra spraw wewnętrznych pozostaje martwą literą prawa także i z tego powodu, że nie wzięto w nim pod uwagę jednej, jakże jednak ważnej rzeczy – mianowicie tego, że może dojść do tego, że właściciele psów ras uznanych za niebezpieczne będą się ich pozbywać po prostu je gdzieś wywożąc.
A jest to przecież praktyka nagminna w sytuacjach, kiedy pies zaczyna być przeszkodą – nie tylko z formalno-prawnych powodów. Bardzo często przecież bywa tak, że wywozi się do lasu wielkie bydlę, które wyrosło ze słodkiego szczeniaczka.
Bywa i tak, że puszcza się psa luzem, bo... nie ma kto się nim zająć na czas wyjazdu właścicieli. Bywa też tak, że pies po prostu przestaje być zabawką dla dzieci, a staje się generatorem obowiązków. I w taki prosty sposób wielu przedstawicieli ras potencjalnie niebezpiecznych trafia na ulice i zmienia status na "bezdomny". Zalecana jest zatem bardzo duża ostrożność i naprawdę spora doza rezerwy w kontaktach z takimi latającymi luzem psami – wszak nigdy nie wiadomo, kto i jak je wychował.
Warto o tym, szczególnie teraz – w okresie wakacyjnym, pamiętać.
Może się bowiem nagle okazać, że piesio, który jeszcze przed chwilą tak przymilnie się łasił w oczekiwaniu na jaki smakowity kąsek, nagle wyszczerzy zęby i zatopi kły w ręce, z której jeszcze przed chwilą wziął schabowego.
Najlepszy przyjaciel?
Wniosek a propos psów ras tzw. niebezpiecznych jest tylko jeden: jaki właściciel, taki i pies.
Jeśli więc masz w okolicy wrednego sąsiada, który hoduje dobermana, bądź pewien, że i on z czasem stanie się wredny. Unikaj więc obu jak ognia.
Unikaj też zresztą wrednego właściciela kundla, bez względu na rozmiar – mały postrzępi ci nogawki, wielki może ciebie poszarpać. I to dotkliwie.