Windsurfing

None

1 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

Jeszcze jeden sport ekstremalny? Wszystko zależy od tego, kto i gdzie pływa. Windsurfing w wydaniu Macieja Dziemiańczuka zamienia się czasem w walkę o przeżycie. Kilka lat temu, w Karwi, wypłynął na desce kilkaset metrów w morze. Wiało potężnie. I nagle, podczas zwrotu, silny podmuch wiatru wyrwał mu bom z ręki. W ułamku sekundy cały sprzęt odfrunął w siną dal. W następnej chwili na głowę żeglarza zwaliła się tona wody z załamującej się fali. Bałtycka fala jest groźna: wysoka, stroma i krótka. Odstępy między szczytami fal nie przekraczają kilkunastu metrów. Ledwo żeglarz zdążył wychylić głowę z wody – już kotłował się pod następną falą. Nabrał wody do płuc, krztusił się, tonął.

– W takich chwilach – opowiada Dziemiańczuk – człowiek zaczyna działać instynktownie. W ułamku sekundy zrozumiałem, że jeśli nie przestanę się szamotać, wykonywać nieskoordynowanych ruchów – zginę. Oszczędzając siły, walczyłem tylko o to, aby utrzymać głowę nad powierzchnią wody. W okolicach Karwi wzdłuż wybrzeża jest silny prąd. Ten prąd znosił mnie na wschód, w kierunku Jastrzębiej Góry, a jednocześnie powoli przybliżał do brzegu. Wylądowałem kilka kilometrów od punktu startu. Na brzegu nikt nawet nie zauważył, że miałem przygodę. Na takiej fali, przy takim wietrze, obserwatorzy z lądu tracą z oczu nawet dużą łódź, a co dopiero głowę człowieka. A zresztą, gdyby nawet ktoś zauważył moją walkę o życie i tak nie mógłby nic pomóc.

2 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

Czy ta przygoda nauczyła go ostrożności? A gdzie tam, nadal czeka na wielki wiatr! Oczywiście, nie dzisiaj. Dzisiaj zadowoliłby go nawet wiaterek. Nawet najmniejszy zefirek. A tu jak na złość – od rana ani śladu wiatru. Start do regat, które miały się rozpocząć o dziesiątej, został przełożony na popołudnie. Dzięki temu trener Maciej Dziemiańczuk zyskał wolne pół godziny, aby opowiedzieć o swoich przygodach. Siedzimy w przytulnym barku Sopockiego Klubu Żeglarskiego i patrzymy, jak dwunasto- trzynastoletni chłopcy i dziewczyny, podopieczni Dziemiańczuka, montują na trawie swój sprzęt. Start odroczono, ale nawet taki śladowy wiaterek wystarczy do przeprowadzenia treningu. To jest żywioł, tu trzeba się nauczyć żeglowania nawet przy minimalnych podmuchach. Niektórzy twierdzą, że żeglowanie w sztilu jest nawet trudniejsze niż na silnych wiatrach.

3 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

Chybotliwa sztanga
Przemek Miarczyński, aktualny mistrz Europy w klasie RS:X, podziela tę opinię. Swój tytuł zdobył w czerwcu br. na Cyprze i jest to już siódmy medal w jego karierze. Jeśli nie wieje, to na poważnych regatach start zostaje odroczony. Ale jeśli nie wieje przez kilka dni, to zawodnicy muszą się ścigać na takim wietrze, jaki jest. Co ciekawe, wody wokół Quing Dao, tam gdzie za rok odbędą się regaty olimpijskie, słyną ze słabych wiatrów. Więc może dobrze byłoby, zastanawia się Przemek, potrenować nawet w takich warunkach, jak dzisiejsze. Ale na to przyjdzie czas. W tym roku dwójka polskich zawodników – Grodzicki i Białecka – pojadą do Chin, aby wystartować w regatach przedolimpijskich. Dopiero po ich powrocie będzie dokładniej wiadomo, jakie warunki panują na chińskich akwenach.

Przemek Miarczyński i Piotr Myszka (wicemistrz Europy z Cypru) pojawili się w Sopocie właściwie przez przypadek. Kilkudniowe zgrupowanie kadry w Górkach Zachodnich zostało odwołane. Ich deski i cały sprzęt utknęły gdzieś w drodze z Cypru. A już za parę dni odlecą do Portugalii, gdzie wystartują w mistrzostwach świata. Jedyna okazja, aby się przyjrzeć, jak trenują najlepsi windsurfingowcy świata.

4 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

– A właściwie – pytam – jak to się stało, że Polacy w klasie RS: X stali się taką światową potęgą? Jeśli tak dalej pójdzie, to za rok któryś z was ma wszelkie szanse, aby wrócić z medalem olimpijskim. I dopiero wtedy ludzie zaczną się pytać, czy windsurfing to jest ta śmieszna konkurencja, podczas której zawodnicy zamiatają lód miotełkami? Nie, ta śmieszna konkurencja to curling. A windsurfing, o czym mało kto wie, to jakby skrzyżowanie żeglarstwa z fitness gimnastycznym i biegiem przełajowym. Z dodatkowymi elementami triatlonu. Podczas rozgrywania konkurencji czołowi windsurfingowcy pracują z takim wysiłkiem, że tętno Przemka podskakuje do 185 uderzeń na minutę, a Piotra nawet do 198 uderzeń.

5 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

Duże regaty, takie jak mistrzostwa świata czy Europy, trwają 7 lub 8 dni. W tym czasie odbywa się 11 – 12 wyścigów (pod warunkiem, że jest wiatr). Każdy wyścig trwa od 35 do 40 minut. W tym czasie zawodnicy pokonują dystans około 8 km. Boje zwrotne są ustawione w taki sposób, aby zmusić zawodników do częstych zwrotów. W każdym wyścigu startuje zazwyczaj kilkudziesięciu zawodników. Kobiety startują osobno. Ich deski to identyczne monotypy jak deski mężczyzn, ale żagle mają powierzchnię o 1 m2 mniejszą. Czyli 8,5 m2. – Gdy wiatr wieje z prędkością pędzącego samochodu – mówi Przemek – a ja trzymam w ręku żagiel o powierzchni małego pokoju, wysiłek jest taki, jakbym dźwigał w martwym ciągu 200-kilogramową sztangę. Ale ten wysiłek nie trwa kilka sekund, tylko kilkanaście minut. Różnica jest większa, bo to, co mam pod nogami, to nie stabilny pomost, tylko deska o szerokości 85 cm. W praktyce wygląda to tak, jakby podnosiło się sztangę, stojąc na piłce lekarskiej. My takie sztuczki robimy bez przerwy.

7 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

Dynamika i wytrzymałość
Przemek Miarczyński ma 185 cm wzrostu i waży 80 kg. Piotr Myszka, przy identycznym wzroście, jest o kilka kilogramów lżejszy. Obaj trenują na sali ćwiczeń siłowych, w sezonie zimowym nawet kilka razy w tygodniu. Ale w tym sporcie zima to pojęcie względne. Już w lutym zawodnicy kadry odlatują do ciepłych krajów (Egipt, Floryda), gdzie nikt nie czeka na wiatr. On tam po prostu jest. Jak ćwiczą mistrzowie windsurfingu? Nie używają dużych ciężarów. Przecież nie chodzi o kształtowanie masy mięśniowej, tylko o dynamikę i wytrzymałość. 30-kilogramową sztangę wyciskają w leżeniu 16 – 20 razy. Potem robią 15–20 dynamicznych półprzysiadów z takim samym obciążeniem. 35 – 40 szybkich pompek, ale z dodatkowym utrudnieniem: stopy nie są oparte na podłodze, tylko na dużej gumowej piłce. Do ćwiczenia mięśni brzucha służy ta sama piłka: siadają na niej, stopy zaczepiają o drabinkę i dopiero w takiej pozycji odchylają tułów do tyłu. 25 – 30 razy w każdej serii.

8 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

Po co te wszystkie utrudnienia z piłkami? To proste: chodzi o wyrobienie zmysłu równowagi. Gdy pod wpływem ruchu ciała piłka zaczyna uciekać na wszystkie strony – mózg musi koordynować pracę wielu mięśni. To jest tzw. czucie głębokie. Im wyższy poziom wytrenowania tego zmysłu, tym lepsze wyczucie wiatru i ruchu deski na fali. Czyli więcej medali. Czy to już cała tajemnica sukcesów polskich windsurfingowców? Wprost przeciwnie, mają jeszcze sporo takich sekretów.

Na przykład dzięki ćwiczeniom ze sztangą mają dość siły, aby stosować tzw. „pumping”. – Ciągnę ten żagiel co sił w rękach – opowiada Przemek – ale to nie dosyć, muszę jeszcze przyciągnąć go do klatki piersiowej całą siłą bicepsów i mięśni przedramion. Ten ruch zwiększa siłę nośną na żaglu. I powtarzam go wielokrotnie po każdej zmianie kierunku. Wysiłek jest taki, jakbym podnosił 50-kilogramowe sztangielki. Mocny pumping daje dodatkowe przyspieszenie, czasem umożliwia wejście w ślizg. No tak, ale czy na sali ćwiczeń siłowych ktoś macha sztangielkami stojąc na dwu sprężynach?

9 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

Woda potrafi być twarda
Przemek Miarczyński i Piotr Myszka są równolatkami. Studiują na II roku AWF w Gdańsku – Oliwie. Oczywiście, przysługuje im indywidualny tok studiów. Windsurfing to dyscyplina indywidualna, ale ich sukcesy mają swoje źródło również w tym, że obaj są dla siebie dobrymi sparingpartnerami. Gdy startują w regatach, obserwują siebie nawzajem, dzięki czemu wygrywają taktycznie z rywalami. Gdy trenują, wyciskają z siebie nawzajem ostatnie poty, ponieważ mają prawie identyczne warunki fizyczne. Z tą różnicą, że Przemek ma większe skłonności do „jazdy ekstremalnej”.

10 z 10Windsurfing

Obraz
© JupiterImages/EAST NEWS

Rok temu, w Łebie, Przemek skorzystał z dużej fali i zaczął skakać na desce funboard. To jest specjalny typ deski, z uchwytami na stopy, na której można nawet kręcić salta. Wiało z północy – opowiada – a fale sięgały 3 metrów wysokości. Na takiej fali, przy mocnym wietrze, skoki na wysokość 10 – 15 metrów nie są niczym nadzwyczajnym. W czasie takiego skoku zazwyczaj robi się przewrotkę, czyli salto w przód. Kilka razy wyszło mi to znakomicie, ale w końcu popełniłem jakiś błąd. Spadłem na głowę z wysokości ok. 10 m. Deska nie jest w takim wypadku zagrożeniem, bo zwiewa ją na bok razem z żaglem. Wrażenie było takie, jakbym dostał po głowie ciężką deską. Pękła błona bębenkowa w lewym uchu, przez miesiąc musiałem się leczyć. Czy po takiej przygodzie znowu będę skakał? Oczywiście, przecież to był tylko „wypadek przy pracy”. W czasie regat, przy dostatecznie silnym wietrze, osiągamy prędkość 20 – 25 węzłów, czyli 40 – 50 km/godz. Wpadnięcie do wody z deski pędzącej z taką prędkością może być równie nieprzyjemne,
jak wypadnięcie z samochodu. Woda potrafi być twarda.

Marcin Wiechrzycki

Wybrane dla Ciebie